
Fot: Michał Kamiński
Biorę głęboki oddech i wchodzę z A. i E. do środka. Półmrok rozświetlony przez delikatne światło działa na mnie kojąco. Na chwilę zamykam oczy i czuję się tak, jakbym przeniosła się w czasie.
Wokół mnie siedzą małe dzieci, jestem otulona przez blask ich lampionów, które zmieniają płynnie swoje kolory. Przytrzymuję E., która, nie wiedzieć czemu, ześlizguje się ciągle. Obejmuję ją ramieniem, a ona pociera noskiem moją dłoń. Uśmiecham się do niej ciepło.
A. szepcze mi coś do ucha. Pokazuje na N., T. i J. stojących w śnieżnobiałych komżach przy ołtarzu. W pewniej chwili czuję, że pieką mnie policzki i to wcale nie z powodu mrozu. Jedno z wezwań modlitwy wiernych jest o mnie, dokładnie o mnie. Za niecierpliwych, by uznali że czas należy do Boga i z pokorą przyjmowali czekanie – chyba tak brzmi ta modlitwa, jeśli nic nie przekręciłam.
Schylam się więc do bucika E. i przez chwilę się nie prostuję. Potrzebuję odrobiny czasu, by rumieńce znikły. No tak, strzał w dziesiątkę, właśnie wtedy, gdy się tego najmniej spodziewałam. Blask prawdy i delikatny blask świec i lampionów dociera do głębi, do środka mnie.
Rano pokazuję zaciekawionemu A. szron na trawie. Dziś T. ma z tego sprawdzian (i nie tylko z tego, oczywiście). Moje troski, kłopoty, pytania bez odpowiedzi i zmagania – to wszystko na moment odpływa. Stoimy skupieni przy kępce trawy, błyszczącej w grudniowym słońcu. E. pyta, kiedy spadnie śnieg, bo liczy, że wtedy będą jej urodziny (podobnie jak A., który pyta o Wielkanoc, bo w jej pobliżu jest data jego urodzin). Nie mogą się już doczekać.
Świąt.
Wigilii u dziadków.
Wyjazdu w góry.
Śniegu.
Kolejnych rorat…
Moja lista jest nieco dłuższa, ale gdy tylko przymykam oczy, widzę delikatny blask roratnich świec i przypominam sobie wezwanie modlitewne, które mnie tak zawstydziło i rozbawiło jednocześnie.
Adwent to czekanie.
Chcę moje czekanie przeżywać z Bogiem.
Wtedy ma ono sens i nie wyjaławia.
Tak bardzo mi zależy na tym, by wiele rzeczy zmieniło się JUŻ, ale wiem, że moja niecierpliwość niewiele pomoże.
„Czekam, o Panie, Twojej pomocy.” (Ps 119, 166)
Znoszę przykre komentarze dotyczące zachowania jednego z naszych dzieci, choć wiem, że wypowiadający je z reguły nie mają pojęcia jaki ogrom pracy kryje się za niewielkimi choćby, czasem niedostrzegalnymi nawet dla nich, zmianami. Ale one są. I są zwycięstwem. Tak, przykro mi, że zmiana nie jest ogromna. Ale cieszę się, że jest.
I ufam, że będzie coraz większa, choćby miała być odmierzana mrówczymi krokami.
Nie poddaję się.
W tym delikatnym blasku odnajduję siłę na kolejny dzień.
***
A w czym Ty oczekujesz Bożej pomocy, Bożego działania?
Na co z utęsknieniem czekasz?
„Miejcie w Panu nadzieję!
Wielu powiada: «Któż nam ukaże szczęście?»
Wznieś ponad nami, o Panie, światłość Twojego oblicza!
Wlałeś w moje serce więcej radości
niż w czasie obfitego plonu pszenicy i młodego wina.
Gdy się położę, zasypiam spokojnie,
bo Ty sam jeden, Panie,
pozwalasz mi mieszkać bezpiecznie.” (Psalm 4, 6b-9)
