Wrzesień

Tagi

, , , , , , , , , , , , ,

Fot. Danuta Kamińska

Inny niż dotychczasowe początek roku – nasz środkowy syn od poniedziałku jest na oddziale rehabilitacyjnym. Przyjęty został na trzy tygodnie. Jeździmy do niego po pracy, gotuję mu obiady (szpitalne nie zawsze wystarczają), szykuję świeże ubrania. Nie musi leżeć, jest tam prewencyjnie. Ma mnóstwo ćwiczeń i zabiegów fizjoterapeutycznych, jego ulubionym są hydromasaże, które z humorem nazywa jacuzzi.

Bardzo cieszę się z jego podejścia do tej sytuacji. Jest pogodny, a pobyt na oddziale traktuje jako przygodę. Mój brat mieszkający po drugiej stronie naszego globu, skwitował to wczoraj, że gdyby wszyscy mieli takie podejście do życia jak nasz syn, to świat byłby lepszym miejscem. Może i ma rację. Pewnie to bardziej złożona sprawa, ale rzeczywiście, nastawienie jest bardzo ważną sprawą.

Jesienią poprowadzimy kurs Rafał. On w dużej mierze mówi właśnie o podejściu do życia, o wewnętrznej dojrzałości. To nie jest łatwo sprawa – można mieć wiele lat, ale nadal nie być dojrzałym człowiekiem.

Pocieszające jest to, że zawsze jednak można dać przestrzeń Bożej łasce, by nas z niedojrzałości wyprowadzała.

Wrzesień – nowy początek dla pięciorga naszych dzieci, ale i w pewnym sensie również dla nas, ich rodziców. My też zmieniamy się, uczymy, zdobywamy nowe umiejętności, choc szkoły pokończyliśmy już dawno. Ja w tym roku uczę się pogody ducha. : )

Małżeńska

Tagi

, , , , , , , , , ,

Fot. Danuta Kamińska

Wyjechaliśmy na weekend sami, bez dzieci. Zostały u naszych przyjaciół, a my spędziliśmy ten czas nad morzem. Dużo spacerowaliśmy, ciesząc się plażą i ścieżką wzdłuż linii brzegowej, zwiedzaliśmy też w pobliskiej miejscowości przepiękne ogrody (ich nazwy nie podam, by nie robić kryptoreklamy).

Takie wyjazdy nazywamy randką małżeńską. Od kilku lat są to rzeczywiście wyjazdy (przede wszystkim w góry), a nie tylko kilkugodzinne wypady. Te drugie też zachowaliśmy w naszym małżeńskim terminarzu: chodzimy razem do teatru, na koncerty. A codziennie wychodzimy na kilkukilometrowy spacer.

Czy jest to ważne, te randki, wyjścia, spacery, rozmowy? W naszym wypadku na pewno tak. Czy w przypadku innych par małżeńskich, nie wiem. Każda z nich przecież może wypracować swoje zwyczaje i rytuały, kultywować wybrane przez siebie tradycje. Myślę jednak, że istotne jest to, by je w związku mieć i nie zostawiać wszystkiego „biegowi zdarzeń”, nie zakładać, że „jakoś to będzie”. Bo nie o „jakoś” chodzi. Ale to już sprawa indywidualnych wyborów, decyzji i tego, z jakim nastawieniem wchodzi się w sakramentalny związek.

Lata małżeństwa nauczyły mnie przede wszystkim doceniania łaski sakramentu małżeństwa i, po drugie, konieczności współpracy z tą łaską. Nic „samo się” nie zrobi, co najwyżej bałagan. Duch Święty na szczęście jest Duchem pokoju i ładu, potrafi każdy „ogród w ruinie” przemienić w cudowną łaskę spotkania i owocującej miłości, przebaczenia i nadziei.

Uczy mnie ufności, że z Bogiem wszystko może zostać przemienione dla naszego dobra (por. Rz 8, 28), bo On ma ostatnie słowo, a nie wyzwania, problemy, choroby czy grzechy.

Za kilka miesięcy będziemy świętować naszą dwudziestą rocznicę ślubu. Nie wiem, kiedy to minęło, wydaje się, jakbyśmy właśnie dopiero co odeszli od ołtarza. Żartowaliśmy w pierwszych latach: „Po odejściu od ołtarza reklamacji nie uwzględnia się „, parafrazując tekst znany ze sklepów w PRL-u. Ale nie zawsze było nam do śmiechu i pewnie nie raz znalazłyby się powody, by te reklamacje zgłaszać. W takich sytuacjach cytowaliśmy zasłyszaną puentę dowcipu: „Widziały gały, co brały”. Ale nie poprzestawaliśmy na dowcipkowaniu. Miłość to też przecież ciężka praca. Przede wszystkim nad sobą.

Dziękuję Bogu, że nas przeprowadził przez wszystkie dotychczasowe burze i doliny łez. Że był wierny i miłosierny. Że nas nigdy nie opuścił. I że prowadzi nas dalej. Nie tylko podczas randki, ale także w naszej zwykłej (a czasem niezwykłej) codzienności.

Malowane słońcem

Tagi

, , , , , , , , , , ,

Fot. Danuta Kamińska

Kuchnia zapełnia się owocami lata: od jednych znajomych przywiozłam dojrzałe pomidory z ich ogrodu, od innych pęczek rukoli, również z przydomowego ogródka, od koleżanki – papierówki, od innej – czerwone mirabelki. A w naszym ogrodzie o zebranie z krzaczka wołają maliny i jeżyny.

Cudne kolory i zapachy lata osładzają nam myśl o tym, że już powoli kończą się wakacje, w związku z czym nasze pociechy wrócą niebawem do rytmu szkolnego, bardziej wymagającego dla nas, rodziców (dla mam chyba najbardziej;)

Na szczęście już etap kasztanów mamy za sobą (chyba), więc raczej polowania na nie można zaliczyć do przeszłości (Ile to już lat wrzesień kojarzył mi się ze zbieraniem kasztanów z moimi młodszakami?). Teraz zmienia się nieco perspektywa: w tym roku szkolnym matura i egzaminy zawodowe (razy dwa), egzamin ósmoklasisty i egzamin językowy. Ten ostatni – mój, reszta to egzaminy naszych dzieci.

Ale na razie mamy lato, wakacje i już za chwilę weekend i wyjazd na małżeńską randkę, czyli czas tylko we dwoje, tym razem nad morzem.

Dziękuję Bogu za tę końcówkę – owocną nie tylko ze względu na malowane słońcem owoce, warzywa i zioła. Zachwycam się tymi cudami natury, ale również owocami modlitw i Bożego działania, które przynosi przemianę i dobro. W moich bliskich, we mnie, w osobach, ktorym towarzyszę. Bogu niech będą dzięki. I za owoce, których nie widzę, a które na pewno są : )

Zielona tęsknota

Tagi

, , , , , , , , ,

Fot. Danuta Kamińska

Połowa wakacji – tak tłumaczyłam córeczce, gdy pytała mnie niedawno, ile jeszcze zostało do rozpoczęcia nowego roku szkolnego. Cieszę się z tych sierpniowych, ciepłych dni. W miniony weekend udało nam się na chwilę wyskoczyć nad morze, w ten natomiast odprowadziłam czwórkę pociech na miejsce zbiórki – wyjechali na tydzień na obóz też nad morze, ale trochę dalej. (Piąta pociecha, już pełnoletnia, została ze mną w domu).

Chłopcy pożegnali się bez mrugnięcia okiem, córcia długo się wtulała w moje ramiona, a potem ocierała łzy. Wiem, że za chwilę one obeschną, a miejsce smutku i tęsknoty zajmie radość ze wspólnie przeżytych przygód z koleżankami, ale zawsze ten moment pożegnania jest trudny. Z roku na rok jest lepiej, bo jest coraz starsza, ale zawsze łezka się zakręci. Nie tylko w jej oku. Obok w autokarze siedział starszy od niej o dwa lata chłopiec, wyraźnie markotny. Jego mama wyjaśniła mi, że to chyba taki dzień, bo syn zazwyczaj nie przeżywa aż tak mocno rozłąki.

Gdy autokar odjechał i skończyło się machanie na pożegnanie, wróciłam na piechotę do domu. Szłam przez zagajnik, polną drogą, wdychałam zapach traw,  mirabelek, ziół i kwiatów, ciesząc się z tego, że nie ma jeszcze upału i przyjemnie idzie mi się tą piękną drogą.

Już niedługo Matki Bożej Zielnej, czyli  Wniebowzięcie Maryi Panny. W tym roku nie będę robiła wianków ani bukietów – idę na ślub koleżanki. Bardzo się cieszę z nich – z pary młodej. Widzę, jak Bóg działa w ich sercach i jak posługuje się nimi, by docierać do złamanych serc. Cudownie widzieć młodych ludzi, którzy jako narzeczeni nie są skoncentrowani tylko na sobie i na przygotowaniach do ślubu, ale też potrafią skupić się na drugim człowieku i na służbie. Piękne świadectwo!

Jeszcze tydzień (i dzień) i zobaczę się z moim mężem. Wyjechał, jak zwykle w sierpniu, do Stryszawy. Pół tygodnia jego nieobecności już mam za sobą – minęło bardzo szybko, bo po pracy co dzień coś miałam do zrobienia, załatwienia, każde z dzieci czegoś potrzebowało. Te kolejne dni pewnie będą mniej intensywne, bo po pracy mam zaplanowane tylko spotkania z koleżankami, a w domu czekać będzie na mnie jedna, a nie pięć pociech, ale i tak wolę, gdy czas rozłąki mam już za sobą.

Mówię więc sobie to, co mówiłam dziś rano córci: „Nie martw się, ten tydzień szybko ci minie”.

Po urlopie

Tagi

, , , , , , , , , , , , ,

Fot. Danuta Kamińska

Ostatni dzień urlopu spędziłam, ciesząc się każdą jego chwilą i doceniając to, że wokół mam bliskie mi osoby.

Patrzyłam na kwiaty, chłonęłam ich piękne kolory i zapach, cieszyłam się, słysząc odgłosy zabawy dzieci.

Na spacerze z mężem dziękowałam Bogu za nasze splecione dłonie. „Czy potrzeba mi czegoś więcej?” – pytałam w duchu.

Docenianie tego, co mam, to sztuka, której cały czas się uczę. Nadal łatwiej mi jest znaleźć braki (czasami szukam dziury w całym), niż ucieszyć się tym, czym zostałam obdarowana przez Boga.

Niedawno poruszył mnie bardzo obraz brykającego baranka (lub podskakującej owieczki, nie pamiętam dokładnie), który mi uświadomił, jak bardzo jestem zatroskana i skupiona na tym, by zrobić wszystko, co w mojej mocy, aby zapobiec jakiejś zbliżającej się katastrofie lub naprawić skutki jakiejś nawałnicy przetaczającej się właśnie przez moje życie lub życie moich bliskich.

Trudno było mi nawet wyobrazić sobie beztroskę, a co dopiero uwierzyć, że mogę jej doświadczyć. Wtedy pomyślałam, że chociaż nigdy nie cofnę się do lat dziecięcych, to jednak moje serce może odnowić się w dziecięcej ufności.

Ta myśl we mnie „pracuje”. Nie wiem, dokąd mnie zaprowadzi, ale na pewno pomaga mi już teraz cieszyć się głębiej moim życiem i moimi bliskimi, a mniej zamartwiać się i wybiegać daleko w przyszłość. „Dosyć ma dzień swojej biedy” – tak, to prawda. : )

Góry

Tagi

, , , , , , , , , ,

Fot. Danuta Kamińska

Odwiedziłam moje strony – miejsce, gdzie spędziłam dzieciństwo. Pokazałam te zakątki moim bliskim, ale też w niektóre miejsca poszłam sama.

Ożyły wspomnienia. Zapach chleba w piekarni przy rynku – po tylu latach ten sam. Znów przez chwilę byłam małą dziewczynką.

Odwiedziłam miejsca, gdzie spędziłam najwięcej  czasu: podwórko (brakowało na nim tylko trzepaka), okolice domu, szkołę, kościoł, sklep. I chodziłam po górach razem z moimi najbliższymi, pokazywałam zabytki, charakterystyczne miejsca, smakowałam z nimi regionalnych dań.

Jestem z powrotem i cieszę się bardzo, że w symboliczny sposób moglam podzielić się z moją rodziną – mężem i dziećmi – tym, czego nie da się właściwie przekazać w całości, jeden do jeden, czyli tym etapem, kiedy nie było ich jeszcze w moim życiu. On jest częścią mojej tożsamości, jednym z elementów określających to, kim jestem dzisiaj.

Teraz, gdy moje córcia zapyta: „Opowiesz mi coś z dzieciństwa?”, będę mogła jej powiedzieć: „A pamiętasz, jak byłaś ze mną tam i tam? To właśnie w tym miejscu przytrafiła mi się śmieszna przygoda, gdy byłam mniej więcej w twoim wieku”.

Byłam mała, gdy wyprowadziliśmy się do kolejnego miasta. Nie lubiłam przeprowadzek, do dziś ich nie lubię. Ale w tych stronach spędziłam dziesięć lat mojego dzieciństwa. Jestem wdzięczna za ten czas i za to, że mogłam tu wrócić z tymi, których kocham.

Przystań

Tagi

, , , , , , , ,

Fot. Danuta Kamińska

Już za kilka dni wyjeżdżamy w góry. Jeszcze to do mnie nie dociera, muszę sobie raz po raz przypominać, że to już.

Po intensywnym czasie (spędzonym na biblijnym kursie Mojżesz) z utęsknieniem wyczekuję urlopu. Cieszę się z mojego po tym rekolekcyjnym wyjeździe powrotu do pracy: z serdecznych rozmów, z codziennych zadań, z tego, co tworzy mój zwyczajny dzień.

To właśnie w tym, co zwykłe, małe i ciche,  odkrywam największe wewnętrzne bogactwo.

Dziękuję Bogu, że mam bezpieczną przystań, w której przebywam każdego dnia przed rozpoczęciem pracy. Dzięki temu mogę wychodzić naprzeciw kolejnym wyzwaniom z pokojem w sercu.

Droga

Tagi

, , , , , , , , , , , ,

Fot. Danuta Kamińska

Dzieci już zdrowieją, dzięki Bogu. Jakimś wyjątkowo zjadliwym wirusem zaczęły wakacje. Przede mną jeszcze rodzinny wyjazd w góry, a za dwa dni już ruszamy na rekolekcje (kurs Mojżesz).

Im bardziej zagłębiam się w historię pasterza z Madian, tym więcej dostrzegam podobieństwa między jego życiem a moim. Nasze drogi są różne, ale ich etapy – bardzo podobne.

Fascynował mnie już od nastoletniości. Kiedyś na młodzieżowym wyjeździe dostałam książkę z dedykacją, bym naśladowała go, z wyjątkiem epizodu dotyczącego zabójstwa Egipcjanina. Wzięłam sobie do serca tę radę i krok po kroku szłam drogą ku Bożym obietnicom.

Były chwile, w których miałam ochotę upaść na ziemię jak on, gdy byłam zniechęcona lub wyczerpana.

Ale były też chwile, w których doświadczałam wyjścia z różnego rodzaju niewoli w moim życiu lub widziałam uwolnienie w życiu osób, którym towarzyszyłam albo nadal towarzyszę.
Nie da się tego z niczym porównać.

Ta droga jest pełna błogosławieństwa, choć czasem przeszkody, ciernie i przykre sytuacje próbują ją zaciemnić. Ale nawet w tych ciemnościach świeci światło Nowego Jeruzalem. Obietnica nie gaśnie.

Niezależnie od tego, z jakimi wyzwaniami przychodzi mi się mierzyć, zwłaszcza w ostatnim czasie, jest ze mną Ktoś mocniejszy, kto czuwa nade mną i nad tymi, których kocham. Cokolwiek by się działo – nie zostawi nas. Należymy do Niego.

Z nadzieją

Tagi

, , , , , , , ,

Fot. Danuta Kamińska

Podczas świętowania trzydziestolecia naszej wspólnoty, słyszeliśmy raz po raz  słowa o nadziei. Przede wszystkim w trakcie kazania, ale i też podczas modlitwy uwielbienia.

Nadzieja w Bogu jako cenny skarb. I jako coś, czego często najbardziej brakuje współczesnemu człowiekowi. Nieść innym nadzieję, żyć nadzieją, składać całą swoją nadzieję w Bogu.

Te rozważania towarzyszą mi od rana. Z wdzięcznością wspominam niedawną spowiedź. Uświadamiam sobie właśnie, że za każdym razem, gdy wstaję od kratek konfesjonału, nadzieja odradza się we mnie, ożywia i umacnia.

Nie jest to zależne od mojego samopoczucia czy chwilowego nastroju. Nie do końca ma to też związek z sytuacją życiową, moim położeniem. To raczej łaska, niezasłużona, cudowna łaska.

Bogu dzięki.

Niespodzianka

Tagi

, , , , , , , , , , ,

Fot. Danuta Kamińska

Wróciłam do domu z mężem ze spaceru, a tam zastałam miłą niespodziankę: córeczka przygotowała nam deser – owocowy uśmiech.

Tych miłych niespodzianek w ostatnim czasie jest więcej. Nasz najstarszy syn, już pełnoletni, miło zaskakuje nas swoją samodzielnością i odpowiedzialnością. To dla nas wielka radość widzieć, jak podejmuje dobre decyzje, jak rozsądnie postępuje jako dorosły już człowiek.

A w miniony weekend mieliśmy innego rodzaju niespodziankę. W pewnym sensie była to „spodziewajka”, bo o świętowaniu trzydziestolecia mowa była od dawna w naszej wspólnocie, a przygotowania szły pełną parą. Jednak tym razem mam na myśli coś innego niż tylko ludzkie wysyłki. Niespodzianką było dla mnie to, jak dobrze przebiegła ta impreza plenerowa i jak dobrze czułam się w tej około dwustuosobowej grupie. Zazwyczaj źle znoszę przebywanie w tłumie, unikam tego. Ale tym razem nie czułam się przytłoczona – otaczały mnie znajome twarze, cudownie rozmawiało mi się z ludźmi, z którymi tak wiele mnie łączy.

I kolejna niespodzianka, także podczas tego sobotniego świętowania, to Boże uzdrowienie, które dotknęło tak wielu z nas podczas prowadzonej na koniec modlitwy. Niektóre świadectwa usłyszałam od razu, na miejscu, inne składane były nieco później.

Bóg jest dobry i nie przestaje działać. Jemu chwała.

 

Przejdź do paska narzędzi