Słodycz

Tagi

, , , , , ,

Fot. Danuta Kamińska

„A pokój Boży, który przewyższa wszelki umysł, będzie strzegł waszych serc i myśli w Chrystusie Jezusie” (Flp 4, 7).

Wyłączyłam budzik, zapaliłam przy łóżku nocną lampkę i sięgnęłam po czytania z dnia. Starałam się nie obudzić śpiącego obok męża. I wtedy do naszej sypialni zapukała córunia. Skarżyła się na ból ucha. Odłożyłam Biblię i przytuliłam ją.

Wiedziałam już, że tego dnia zamiast do pracy wybiorę się do lekarza. Szybko w myślach zmieniłam moje plany, dostosowując je do nowej sytuacji. Ogarnął mnie lekki niepokój, nie byłam pewna, czy ze wszystkim zdążę. Potrzebowałam zatrzymać gonitwę myśli.

Kiedy córeczka zasnęła, wzięłam z powrotem do rąk Pismo Święte. Słowo Boże, które czytałam, rozlało się jak balsam w moim sercu.

„Pokój Boży przewyższa wszelki umysł, to prawda” – pomyślałam. „I strzeże mnie: mojego serca i moich myśli”.

Nic nie dorówna słodyczy Bożej obecności w nas. Ona jest niczym niezasłużoną łaską. Pośród różnych zmagań, trudności, trosk, niepewności i łez – jest Pan.

I chociaż gorycz i ból próbują czasem przeważyć szalę, a różne trudne sytuacje sprawiają, że budzą się w nas wątpliwości i lęk – słodycz Bożej miłości przewyższa wszystko.

Niech pokój Boży strzeże naszych serc i myśli.

Orszak

Tagi

, , , , , , , ,

Fot. Danuta Kamińska

Nasza mała córcia niosła w tym roku gwiazdę na przedzie Orszaku Trzech Króli w naszej miejscowości. (Zostałam na tę chwilę osobistą opiekunką gwiazdy ;). Synowie w przebraniach towarzyszyli nam jako pastuszek i sługa królewski. Mój mąż był jak co roku królem Kacprem i niósł szkatułkę ze złotem, czyli różnymi monetami wypożyczonymi z naszego domu (budzą one niezmiennie duże zainteresowanie najmłodszych uczestników). Mróz był paskudny, śnieg spory, ale przygoda wspaniała.

Co roku idziemy w Orszaku. Zdarzało nam się, gdy dzieci były mniejsze, uczestniczyć w nim w różnych miejscowościach. Czasem razem z dziadkami naszych pociech, czasem na wyjazdach w góry, gdzie dzieci uczyły się jeździć na nartach. Zawsze było to umacniające wiarę przeżycie i okazja do złożenia świadectwa miłości do Zbawiciela.

Trochę jak idąc w procesji Bożego Ciała, chociaż w nieco inny sposób. Zazwyczaj Orszak Trzech Króli ma krótszą trasę niż procesja, nie jest też wydarzeniem liturgicznym, przypomina raczej barwny korowód. Ale on też jest formą zamanifestowania obecności chrześcijan w przestrzeni publicznej.

Ważne jest świadczenie o Jezusie. W każdej formie: wyjście na ulice miast i mniejszych miejscowości także ma moc świadectwa. To nie tylko radosny śpiew kolęd, to nie tylko barwny, udekorowany koronami z papieru tłum. To także głos, który nie przestaje wołać: „Jezus żyje! Tylko w Jego imieniu jest zbawienie!”

Ciepło domu i popękane cegły

Tagi

, , , , , , , , , , , , , , ,

Fot. Danuta Kamińska

Ostatnie dni starego roku powitały nas w górach mrozem i cudowną bielą. Wracamy w nasze strony dopiero na spotkanie opłatkowe naszej wspólnoty i sylwester z przyjaciółmi, więc staramy się intensywnie korzystać z rześkiego, górskiego powietrza.

Mieszkamy tu na uboczu, w zacisznym miejscu, co sprzyja długim spacerom i głębokim rozmowom. Bardzo dobry, rodzinny czas.

Czytam zbiór esejów w nielicznych wolnych chwilach i bardzo cieszę się, że wzięłam ze sobą ten świąteczny prezent.

Ale jeszcze bardziej cieszę się z tego, że mam wokół siebie kochających mnie ludzi. Patrzę na męża i piątkę naszych dzieci. Uświadamiam sobie, jak bardzo jestem szczęśliwa. I jak niepotrzebnie zamartwiam się na co dzień różnymi sprawami.

W tym roku, w święto Świętej Rodziny, poruszyło mnie mocno zdanie, którego sens zrozumiałam dużo wcześniej, ale potrzebowałam usłyszeć je wyraźnie, zwłaszcza od pasterzy mojego Kościoła: „Bóg nawet z popękanych cegieł potrafi zbudować dom, w którym jest ciepło”. Piękne!

 

Książę Pokoju

Tagi

, , , , , ,

Fot. Danuta Kamińska

W te dni składamy sobie nawzajem życzenia: jest w nich odrobina rutyny i przyzwyczajenia, ale przede wszystkim bardzo dużo serca i życzliwości.
Moje życzenia w tym roku koncentrują się wokół pokoju – tego wewnętrznego, ale i tego, o który modlimy się już tak długo dla sąsiadów zza wschodniej granicy.

Książę Pokoju nadchodzi. Świętujemy Jego narodziny pośród nas. Błogosławimy się nawzajem Jego imieniem.

Wołamy o pokój w naszych sercach, rodzinach i krajach.

Aniołowie w tę świętą noc ogłaszają światu chwałę Boga „na wysokościach”, „a na ziemi POKÓJ”.

Niech tak się stanie, niech się stanie. Amen!

Coraz bliżej

Tagi

, , , , , , ,

Fot. Danuta Kamińska

My się zbliżamy i On się do nas zbliża. Światłość świata. To o Nim mowa. W Adwencie jest to najbardziej chyba widoczne.

Sprzątaliśmy po remoncie, w pokoju jednego z synów było przemeblowanie, a w łazience u góry nowe zarządzenia ( w kwestii tego, kto po kim się kąpie).

Chociaż mówi się (i słusznie), że w Adwencie nie można przesadzać ze sprzątaniem, bo to Pan Jezus do nas przychodzi, a nie Sanepid, to akurat dzisiaj w pracy było odwrotnie: przyszedł do nas Sanepid z rutynową kontrolą.

To wszystko sprawiło, że moje myśli pobiegły kilka kroków dalej: ku adwentowemu nawróceniu.

Pójście w kierunku Światła, to nie to samo, co oczekiwanie na kontrolę (jakości, czystości, moralności, pobożności i czego tam jeszcze), bo Światłość świata ma to do siebie, że przyciąga nas do siebie i jednocześnie zmierza w naszym kierunku. Wydaje nam się, że przychodzimy do Niego, ale to przecież On przychodzi do nas. Cały czas. Nie przestaje. I nie z kontrolą, ale ze swoją łaską.

Zaaferowani tym lub innym remontem, wyrzeczeniem, praktyką religijną, zadaniem do wykonania zdążymy już zapomnieć, po co to wszystko (albo już się zmęczyć i chcieć po prostu tylko odpocząć), podczas gdy On niestrudzenie przedziera się przez nasze ciemności i je rozjaśnia.

Emmanuel. Bóg z nami.

Roraty

Tagi

, , , , , , ,

Fot. Danuta Kamińska

Czuję się tu bezpiecznie. Mam jeden krok do pracy (moja znajoma śmieje się, że chodzę na roraty „w pracy”, ale rzeczywiście, niewiele się myli, są prawie w mojej pracy ;).

Kazania głosi w tych dniach ojciec Mateusz, karmelita. Inny głos, można powiedzieć, inne spojrzenie, ale bardzo potrzebne w naszym Kościele.

Jak zwykle zerkam dyskretnie na zegarek, by nie spóźnić się do pracy. Biegnę po schodach i cicho wślizguję się do mojego pokoju. Lubię to miejsce. Zza ściany docierają do mnie słabo słyszalne odgłosy obecności innych pracowników redakcji. Jesteśmy tu razem, ale nie przeszkadzamy sobie nawzajem. Każdy ma swoją przestrzeń i to jest cudowne.

Za chwilę dotrze moja rówieśniczka. Zaśmiejemy się znów głośno z opowiadanej anegdoty lub historii z życia wziętej (zazwyczaj wziętej z życia naszych pociech, które nie ustają w dostarczaniu nam powodów do radości, ale i zmartwień, jak to bywa w przypadku nastolatków – normalna sprawa).

Ciemności za oknem powoli ustępują. To znak, że zaraz dołączy do nas A. Troskliwa i pełna ciepła starsza pani. To do niej idę z zawodowymi pytaniami, to z nią dyskutuję, z nią wymieniam się czytelniczymi inspiracjami.

Dzień się zaczyna: z ciemności roratniej, przetykanej punkcikami świec, przechodzi w jasność poranka. Treści poruszane w roratnim kazaniu „pracują” we mnie i rozświetlają mój dzień. Adwent dzieje się we mnie. Dzięki Bogu.

Adwent

Tagi

, , , , , , , , , , , ,

Fot. Danuta Kamińska

Wracam z rorat. Rozmyślam o tym, co przed chwilą usłyszałam podczas nauki rekolekcyjnej. Przed oczami mam figurę anioła z zapaloną świecą. (Obok niego, przed samym ołtarzem, stoją trzej jego towarzysze, czekając na moment, gdy również ich świeca rozbłyśnie w mrokach kościoła).

Myślę też o tym, z czym wchodzę w ten Adwent. Na pewno jest to radość. Jestem bardzo wdzięczna za kończące się (już niebawem) szkolenie, które trwa już długo, bo od września. Sporo się nauczyłam, poznałam ciekawych ludzi – prowadzących i uczestników. Będzie mi trochę brakowało tej atmosfery, jaka planowała podczas naszych zajęć. (Jeszcze tylko jedno spotkanie przede mną).

U progu Adwentu towarzyszy mi również nadzieja. Noszę w sercu sprawy moich dzieci, oddaję je Bogu z troską, ale też z ufnością. Patrzę na adwentowy świecznik w oknie pokoju mojej córeczki. Zazwyczaj piętro wyżej, u jej sporo starszego brata, przez cały Adwent palił się, wypełniając ramę okna jasnym, ciepłym światłem, ten świecznik nawiązujący do menory. Obok wieńca adwentowego, który stawiamy co roku w naszym domu na honorowym miejscu, ten symbol jest mi bardzo bliski. (U córy białe światło świecznika łączy się z kolorem roletek i daje efekt czerwieni zalewającej pokój).

Cicho nucą adwentowe pieśni benedyktyni, wsłuchuję się w tę muzykę. Ich medytacyjne utwory towarzyszyły nam podczas pieczenia pierników. (Mamy taką rodzinną tradycję, że przygotowujemy pierniki w pierwszą niedzielę Adwentu). E. i A. słuchają adwentowych pieśni, zasypiając. Jedna z nich zapada mi w pamięć i towarzyszy podczas całego kolejnego dnia.

Z czym jeszcze wchodzę w ten Adwent? Z pokojem w sercu. Jestem za niego ogromnie wdzięczna. Wiem, że nie jest moją zasługą ani moim dokonaniem. Książę Pokoju przychodzi. I jest blisko. Czekam na Niego. Maranatha!

PS
Mija rok, odkąd odnowił się mój kontakt z kimś, o kim myślałam, że już nigdy nie uda się z nim zamienić słowa. Nie wracam do sprawy zniszczonego wieńca wiele lat temu, bo przebaczenie przykryło te wydarzenia zasłoną miłosierdzia. Cudem jest dla mnie to, że Pan odnowił i uleczył tę relację.

Jest taki fragment w Księdza Przysłów: „Gdy drogi człowieka są miłe Panu, pojedna On z nim nawet wrogów” (Prz 16, 7).

Nigdy nie myślałam o tej osobie jako o wrogu, ale te słowa obietnicy spełniły się  w moim życiu w kontekście pojednania, którego dokonuje Bóg. Jego działanie (na pewno w tym przypadku) było poza moją świadomością i poza moimi możliwościami. Było dziełem Pana.

Wchodzę więc w Adwent pojednana. I modlę się o kolejne cuda. Amen!

Zaskoczenie

Tagi

, , , , , , , , , , ,

Fot. Danuta Kamińska

Wiedzieliśmy, że w innych częściach kraju spadł śnieg. W niektórych miejscach nawet spowodował pewne straty, z przerwami w dostawach prądu włącznie. Ale gdy dziś zobaczyliśmy, jak wygląda świat za naszymi oknami, przeżyliśmy pewne zaskoczenie.

Podobnie jest w sytuacjach mniej związanych z zimową aurą, ale również zaskakujących. Niby o czymś wiemy, słyszymy, że tak może być, widzimy to u innych, ale gdy dotyka to nas, przeżywamy zaskoczenie, czasem nawet jesteśmy wstrząśnięci.

Wiedzieć o czymś a doświadczyć tego osobiście, to nie to samo.

Podobnie jest z naszym przeżywaniem relacji z Bogiem.

Możemy wiedzieć o tym, że jest, możemy widzieć, jak działa w świecie, ale też w życiu poszczególnych ludzi. Możemy nawet słyszeć ich świadectwa.

Ale dopiero, gdy doświadczymy osobiście Jego obecności w naszym życiu, zmienia się, przede wszystkim nasza perspektywa, ale też sposób patrzenia: z zewnętrznego na wewnętrzny.

Można wiedzieć, jaki jest śnieg. Oglądać piękne zdjęcia śnieżnych pejzaży. Ale dopiero gdy spadnie w naszej okolicy, możemy wejść w „doświadczenie śniegu”. Oczywiście nie musimy. Nikt nas do tego nie zmusi. Wielu z nas nie zachwyci się, ale będzie pod nosem wygrażało albo innym uczestnikom ruchu, albo drogowcom, albo pogodynce, nie wiem, komu jeszcze.

Ale cześć z nas, oprócz zaskoczenia, przeżyje zachwyt. Może zaprowadzi nas on do wdzięczności. Oczywiście nie wobec pogodynki, ale wdzięczności wobec Stwórcy nieba i ziemi. (I śniegu, którego w naszych stronach nie widzimy zbyt często).

Jest tak pięknie!

Równowaga

Tagi

, , , , , , , , , ,

Fot. Danuta Kamińska

– Skleiłem sobie palce super glue – żali mi się pół żartem pół serio mój przełożony w pracy. (Szybki rzut oka na jego dłonie utwierdza mnie w przekonaniu, że nic złego się nie dzieje, klej rzeczywiście został na powierzchni palców, ale ich nie skleił).
– Dobrze, że nie tak – odpowiadam mu w podobnym tonie, składając palce w szczyptę.
– I że nie tak – dopowiada i składa dłonie jak do modlitwy.
– Oj, to byłoby źle – przyznaję. – Trzeba być i do tańca, i do różańca.
– Ja na przykład jestem bardziej do tańca – stwierdza, przekornie przechylając głowę, i śmieje się.
-Najważniejsze, by była równowaga – odpowiadam, również z uśmiechem.

Wracam na górę do swojego pokoju i nagle nachodzi mnie chęć, by zatańczyć z moim mężem. Rok temu tańczyliśmy? Chyba tak. Chociaż – właściwie niecały rok temu. Ale to i tak naprawdę zbyt dawno.

Nie lubię dużych imprez, wolę kameralne. W wakacje wesele przeszło nam koło nosa, mimo że mieliśmy zaproszenie – czasem tak bywa. Z drugiej strony – „do tańca” to nie tylko o tańcu przecież. W końcu zatańczymy, tak dosłownie, ale teraz chcę przez chwilę zatrzymać się przy myśli, że w tym starym powiedzonku ukryta jest mądrość życiowa: każda skrajność jest pewnego rodzaju zagrożeniem.

Potrzebujemy zarówno zadumy, jak i karnawału. Śmiechu i łez. Zabawy i umartwienia. Równowaga jest bardzo ważna.

Dlatego ręce sklejone super glue nie budzą we mnie dobrych skojarzeń. Każde sklejenie, czy to z drugą osobą, czy z jakąś ideą, nie jest zdrowe.

Modlitwa nie polega na sklejaniu dłoni, ale na powierzeniu się ufnie Bogu, w którym „żyjemy, poruszamy się i jesteśmy” (Dz 17, 28). Lubię składać dłonie, wierząc, że On je bierze w swoje. Niekoniecznie dosłownie.

Chwała córy królewskiej

Tagi

, , , , , , , , ,

Fot. Danuta Kamińska

Razem studiowałyśmy polonistykę. Poleciła mi tę książkę, choć nie do końca wiem, dlaczego. Cieszę się jednak, że ją przeczytałam. Zapamiętałam jej treść w drobnych szczegółach.

Autor „Chwały córy królewskiej”, opisując realia pracy duszpasterskiej wśród mniejszości katolickiej, zapisał ciekawy dialog między protestantem przygotowującym się do konwersji i przyjęcia chrztu w Kościele katolickim a starszym proboszczem (lubiącym obserwować pędzące po nasypie kolejowym wagony i porównującym je do pełzającej gąsienicy).

Duchowny pyta więc anglikanina, sprawdzając jego znajomość katechizmu katolickiego. (Akcja powieści rozgrywa się na przełomie lat trzydziestych i czterdziestych ubiegłego stulecia i zawiera epizodyczny wątek polski).

Chłopak na pytanie: „Kto umacnia Kościół święty, kieruje nim i rządzi?”, odpowiada z rozbrajającą szczerością: „O, to już wspaniale umiem, wielebny ojcze, oczywiście Maryja!”.

Nie muszę dodawać, że oblał ten egzamin i musiał się jeszcze pouczyć, bo prawidłowa odpowiedź brzmi: „Duch Święty”.

(Chociaż współcześnie być może niektórzy wierni odpowiedzieliby identycznie jak ten młody katechumen… Ale na szczęście nie moim zadaniem jest dbanie o czystość wiary wszystkich wiernych, mam wyznaczone o wiele lżejsze zadanie, dzięki Bogu).

A jakie to zadanie? Kopciuszek i córka królewska w jednym. O mało nie gubię butów, biegnąc z samego rana do pracy, prosto po Mszy Świętej, i wtedy myślę o sobie jako o tej postaci baśniowej: wybiegam z cudownej uczty i tylko ja wiem, że tam byłam. Nie bije ode mnie blask, nie mam na sobie niezwykłej kreacji: wybiła godzina i wracam do moich zajęć (do wybierania grochu z popiołu – jakże trafna metafora dla naszej redakcyjnej pracy!).

To, że na zewnątrz nie widać, niczego co do zasady nie zmienia: mam wewnątrz Skarb, który rozświetla swoim blaskiem moje wnętrze. Jestem królewską córką i żaden kopciuszkowy fartuch ani żaden groch w popiele tego nie zmieni. Zachowuję królewską godność w moim ukryciu. („A nam pozwoli wieść życie ciche i spokojne na chwałę Boga”, jak słyszymy w liturgii Wielkiego Piątku. Bardzo lubię tę modlitwę i często przypominam sobie jej słowa w mojej codzienności).

Wiem jednak, że pewnego dnia Książę Pokoju zapuka do moich drzwi i powie: „O, jak są pełne wdzięku stopy zwiastuna Dobrej Nowiny!” (Iz 52, 7) i przyniesie mi kryształowy pantofelek. Przymierzy (i sprawdzi, czy jestem obuta w gotowość głoszenia Dobrej Nowiny – por. Ef 6, 15). Mam nadzieję, że będzie pasował. 

Przejdź do paska narzędzi