Skarb

Tagi

, , , , ,

Fot. Danuta Kamińska

Czas spędzony w gronie rodziny i przyjaciół sprawia, że wraca mi radość życia.
Bezcenne są dla mnie te chwile, zwłaszcza takie jak dziś – gdy widzę jak pociechy biegają z chrzestną jednego z synów i jej mężem, jak się razem bawią i śmiejąc, nawołują.
Skumulowane z kilku dni zmęczenie i napięcie ulatują ze mnie.

Jestem tak wdzięczna za spotkania i wspólnie spędzony czas. Za rozmowy – te poważne i przynoszące prawdziwą ulgę, i również te lżejsze, gdy sobie po prostu żartujemy, opowiadamy zabawne historie.
Czuję, jak mój układ nerwowy się wtedy „odbudowuje”, jak rośnie moja odporność psychiczna, a oddech staje się głębszy.

Cieszę się, że dzięki spotkaniom z przyjaciółmi i rodziną powracają moje siły.

I że, dzięki Bogu, nie idę przez życie sama.

***
„Wierny bowiem przyjaciel potężną obroną,
kto go znalazł, skarb znalazł.
Za wiernego przyjaciela nie ma odpłaty
ani równej wagi za wielką jego wartość.
Wierny przyjaciel jest lekarstwem życia;
znajdą go bojący się Pana.” (Syr 6, 14-16)

Sarna

Tagi

, , , , , , , , ,

Fot. Danuta Kamińska

Była blisko, jej smukła sylwetka wyraźnie rysowała się na przykrytym białym puchem polu. Znajdowaliśmy się na skraju lasu. Zatrzymaliśmy się z nadzieją na piękne zdjęcie, wpatrując się w nią jak zaczarowani. Ale ona nie czekała, aż wybierzemy odpowiednie ustawienia i pobiegła po chwili dalej – dalej od nas. Mimo to, wrażenie, jakie na nas zrobiła, było ogromne i nie zniknęło tak szybko, jak szybko zniknęła ta sarna.

Niespodziewane spotkania czy wydarzenia niekoniecznie muszą być od razu przekazywane dalej, upubliczniane. Czasem lepiej zachować je w pamięci, delektować się i zastanawiać nad nimi, niż – bez wewnętrznego smakowania – posyłać je w świat.
Sarna na śniegu może być więc symbolem tego, co w nas wewnętrzne i głębokie. I czego nie da się sfotografować, zmierzyć ani zważyć. To dobrze, że nie wszystko jest na sprzedaż (czy także: na pokaz).

Znamy pewnie osoby, które zabiegają o to, by być zauważone akurat wtedy, gdy są zajęte jakąś praktyką religijną. Ba, niektóre nawet celowo składają ręce, by oko kamery mogło to uchwycić i przekazać, na przykład potencjalnym wyborcom.
Zupełnie inaczej rzecz ma się z sytuacjami, w których nikt nie jest w stanie dowiedzieć się tego, co nam w duszy gra. Gdy nasze wewnętrzne batalie albo pełne ufności oddanie nie jest wystawione na widok publiczny. Gdy to, co nas dotyka (czy spotyka), jest „zachowywane w sercu”, mówiąc językiem biblijnym.
Oczywiście nie chodzi o to, by wiarę zepchnąć do sfery prywatnej, bo powinna być ona widoczna wszędzie tam, gdzie jesteśmy, a więc również w sferze publicznej (to jak żyjemy, jakie wartości cenimy, do kogo należy nasze życie i czy postępujemy zgodnie z tym, w co wierzymy). Jednak bez tego istotnego elementu, jakim jest „uwewnętrznienie”, wszystko to, co dla nas istotne (a nie tylko wiara), przypominać będzie zwietrzałą sól. Albo bardziej: stroboskopowe światło – ulegniemy szybko przebodźcowaniu, a nic w nas z tego natłoku obrazów i wydarzeń nie pozostanie.

Takie chwile, jak ta wczoraj, gdy obserwowaliśmy sarnę na śniegu, są nieocenione. Nie tylko dla naszego zdrowia (spacer i świeże powietrze), psychicznej kondycji (chwila relaksu na łonie przyrody, cisza i piękne widoki), ale także dla naszego ducha (a duchowy wymiar to nie tylko „bycie w kościele”).
Te trzy elementy są bardzo ważne i ze sobą powiązane, wzajemnie na siebie wpływają: duch, dusza i ciało. O każdy z nich mamy obowiązek dbać, jak sugeruje to św. Paweł:

„Sam Bóg pokoju niech was całkowicie uświęca, aby nienaruszony duch wasz, dusza i ciało bez zarzutu zachowały się na przyjście Pana naszego.”(1 Tes 5, 23)

Czy zatrzymuję się przy sarnie mojego wewnętrznego doświadczenia, przemyśleń, rozważań, nasłuchiwania Bożych natchnień, czy pędzę raczej dalej albo próbuję jedynie schwytać, „ujarzmić” i skontrolować rzeczywistość, aby nic nie mogło mnie już w życiu zaskoczyć, zadziwić ani zachwycić?

Czuwa

Tagi

, , , , , ,

Piękne życzenia miałam okazję w ostatnich dniach przyjmować. Ponieważ urodziłam się na początku roku, z obu tych okazji (urodzin i nowego roku) wybrzmiewały one w różnych miejscach, niedawno także podczas Mszy świętej, odprawianej dla pracowników naszego wydawnictwa.
To właśnie tam, dzięki cytatowi z utworu nieznanego mi bliżej obcojęzycznego poety, przywołana została w życzeniach prawda o Bożej obecności w naszych ciemnościach i niepokojach. Piękne, prawdziwe i krzepiące słowa.
Wczoraj natomiast nie umiałam powstrzymać łez podczas modlitwy za wychowawczynię mojej córeczki. Od ołtarza płynęło zapewnienie pełne wiary, że w najtrudniejszych momentach, pośród cierpienia i bólu, Bóg jest blisko i nam towarzyszy, nawet jeśli tego nie rozumiemy i tak po ludzku wołamy:”Dlaczego?”

Tym wszystkim, którzy teraz przeżywają jakiś trudniejszy moment w swoim życiu, czas ciemności lub ciężkiej choroby, przesyłam krzepiące słowa z „Księgi Psalmów” (poniżej) i zdjęcie malowidła z naszej (znajdującej się nad redakcją) kaplicy.

On jest i czuwa.

***

„Pan cię strzeże, Pan twoim cieniem przy boku prawym. Czuwa nad twoim życiem. Pan będzie strzegł twego wyjścia i przyjścia. Nie zdrzemnie się Ten, który cię strzeże.” (Ps 121, 3b.5.8)

Sam na sam

Tagi

, , , ,

Fot. Danuta Kamińska

Jest takie miejsce, w którym zatrzymuję się na chwilę przed pracą. Jest tam zupełnie cicho i zazwyczaj też pusto.

W pewnym sensie jednak wcale cicho nie jest – bo przychodzę tam przecież słuchać – i pusto też nie – bo odpoczywam w tym miejscu w ogarniającej wszystko Obecności.

Ten moment jest dla mnie ważny, może nawet najważniejszy, w ciągu dnia.

Skarb, ukryty w półmroku.

Dobre

Tagi

, , , , , , , , ,

Fot. Danuta Kamińska

Chociaż planowanie jest potrzebne i warto się nim zajmować, także w rozpoczynającym się właśnie roku, to ważna jest też świadomość, że wiele z naszych planów może nie zostać zrealizowanych: albo wcale, albo tylko po części ich realizacja się powiedzie, albo nie stanie się to w tym czasie, jaki zakładamy, albo nie w taki sposób, jaki chcielibyśmy. Oczywiście, sporo też z nich doczeka się pewnie pomyślnej realizacji, ale być może równie tyle ewoluuje do okrzyku: „Jak dobrze, że jednak się tak nie stało, jak chciałem (chciałam)!”
„Człowiek myśli, Pan Bóg kryśli”, jak mawiają niektórzy.
Ale, niezależnie od tego jak pomyślny (czyli po naszej myśli) będzie ten najbliższy czas – warto ucieszyć się z tego, co jest DOBRE.

Takie dziś miałam kilkuminutowe zajecie: spojrzałam na słońce przedzierające się przez chmury podziękowałam za to, co jest w moim życiu dobre, zaczynając od koleżanek i kolegów z pracy, z którymi właśnie chwilę wcześniej zamieniłam kilka słów i pośmiałam się.

Wdzięczność pomaga smakować rzeczywistość i nie przegapiać dobra w pogoni za tym, co ma się dopiero wydarzyć. Pozwala ze spokojem odetchnąć i ucieszyć się, bez lęku i stresu.

Nie planowałam tego potoku wdzięczności, ale było to dobre ;)

Przed nami

Tagi

, , , , , , , , , ,

Fot. Jonasz Kamiński

Jadąc do pracy, podsumowuję w myślach kończący się rok. Jego blaski i cienie. To, co wywołało radosny śmiech i to, co wycisnęło z oczu łzy.

Nie wiemy, co jest przed nami, co nas czeka, co jeszcze się wydarzy. Kolejny rok zamyka za sobą drzwi, ale nie widzimy jeszcze dokładnie, co niesie nowy, którego drzwi się już uchylają.

Ale tak naprawdę to nie rok nam coś przynosi lub zabiera, choć tak potocznie mówimy.
Przeszłość już do nas nie należy, przyszłość jeszcze nie nadeszła. Mamy tylko (albo aż) TERAZ.
I pewność, że należymy do Pana, niezależnie od tego, co się stanie w naszym życiu.

Pokoju, błogosławieństwa i Bożego prowadzenia życzę nam wszystkim!

Już

Tagi

, , , , , , , , , , ,

Fot: Danuta Kamińska

Już i jeszcze nie. Już świętujemy, ale jeszcze nie jesteśmy wszyscy razem. Już się cieszymy, ale jeszcze cień smutku pozostaje.
Płynące z serca życzenia i te oklepane, strywializowane. Wzruszenie, łza w oku podczas łamania się opłatkiem i szybkie, nerwowe „zdrówka” lub „nawzajem”.
Adoracja Nowonarodzonego i rozproszenie, niepotrzebne komentarze.
Wewnętrzny pokój, ulga, odpoczynek i stres, obawa.
Już rodzisz się w naszych sercach i jeszcze na Ciebie czekamy. Bo Adwent naszego życia wciąż trwa, choć tegoroczny (liturgiczny) właśnie się kończy.

Przebudzają się anioły, jak pięknie to ujął autor, czytanej przeze mnie w tym czasie, lektury duchowej. Niech przebudzą się też anioły w nas, niech odrodzą się pokłady dobra, niech przebudzi się nadzieja. Bo narodziła się Miłość – kolejny raz w Betlejem naszych rodzin – i zamieszkała między nami.
Błogosławionego czasu!

Blisko

Tagi

, , , , , , , , , , ,

Fot. Danuta Kamińska

Trzymam za rękę synka. Mróz nam trochę dokucza, ale żwawo maszerujemy ulicą, wdychając rześkie powietrze. Śmiejemy się i opowiadamy różne historie.

Z lekkim sercem wracamy od spowiedzi. Jeszcze tylko odnajdziemy ciut dalej tym razem zaparkowany samochód i już możemy wracać.

Jest coś wyjątkowego w tym czasie. Przez chwilę mam wrażenie, że jestem lekka jak piórko – troski i kłopoty ustępują pod wpływem ogarniającego mnie uczucia ulgi.

Starszy syn biegnie przodem. Nie wziął bluzy i zmarzł trochę w kościele. Z młodszym nie spieszymy się tak bardzo.

Już niedługo święta. Babcia w szpitalu, dziadek za kilka dni też ma trafić na oddział. Modlimy się za nich i jesteśmy w kontakcie, ale to pierwszy Adwent, w który przeżywamy tak mocno ich kłopoty ze zdrowiem. A mimo to jesteśmy pełni ufności, że są w dobrych rękach.

Nie wiemy, ile jeszcze czasu razem nam zostało, jednak doceniamy to, że najbliższe Boże Narodzenie spędzimy jeszcze razem z nimi. I jesteśmy wdzięczni za to Bogu. I za nich – dziadka i babcię naszych dzieci, czyli za naszych rodziców.

W dobrym kierunku

Tagi

, , , , , , , , , , , , , ,

Fot. Danuta Kamińska

„Wszystkich nas to czeka” – skwitowała krótko, energicznie składając w kostkę przybrudzoną ścierkę. „Ma pani rację” – uśmiechnęłam się do niej znad biurka. To już drugi pogrzeb w tym tygodniu, pomyślałam wracając do pracy.
Na każdej z Mszy pogrzebowych myślami biegłam do moich bliskich – tych żyjących i tych, którzy już odeszli.
Poruszuły mnie słowa kazania: o miłości silniejszej niż śmierć; o Miłości, która ma na imię Jezus.
Co mają te treści wspólnego z Adwentem? Bardzo wiele. Lubię przypominać sobie, że moje życie się skończy – daje mi to szerszą perspektywę, ożywia tesknotę i wzmacnia nadzieję.
Ta myśl o końcu przynosi mi też ulgę, niemal fizyczną.

To byłoby straszne: żyć zawsze. Tak, wierzę, że moje życie się nie skończy, ale się zmieni, jednak bez tego przejścia, bez bramy śmierci, sama ta „pierwsza część”, ciagnąca się w nieskończoność, bez perspektywy dalszego ciągu i bez spotkania się końcu twarzą w twarz…Nie, to nie byłoby na moje siły!

„I kolejny rok mija” – smętnie podsumowuje jedna z mam wspólne oglądanie prac pierwszaków podczas czekania na pociechy w holu szkoły. „Ale nie ma czego żałować, jeśli się dobrze przeżyło ten rok”, podsumowuję trochę ciszej. „W sumie tak, w sumie tak”, zamyśla się tamta kobieta.

Jak dobrze, że nie muszę przeżywać jeszcze raz tego roku, że nikt nie każe mi się cofać w czasie, myślę po cichu. To byłaby dla mnie najgorsza kara.

Przechodzę od jednego etapu do drugiego. Zamykam jeden, otwieram drugi. Gdybym nagle miała cofać się i na nowo wszystko przechodzić, nawet te piękne i krzepiące chwile… Nie, dziękuję!

Jestem wdzięczna, że życie biegnie do przodu, że się nie zatrzymuje, a gdy kładę się spać, jestem najszczęśliwsza, bo o jeden dzień jestem bliżej, jak ufam.

Kiedyś prowadziliśmy w sporym zespole jedenastodniowe rekolekcje (w naszym żargonie nazywane kursem). Był to bardzo owocny, pobłogosławiony czas, ale jednocześnie bardzo absorbujący i wymagający od nas wielu wyrzeczeń, nie tylko duchowych, ale też fizycznych i psychicznych. W związku z tym, pół żartem pół serio ukuliśmy frazę, którą, śmiejąc się, częstowaliśmy się nawzajem: „Kurs zmierza w dobrym kierunku – ku końcowi”.

Gdy budzę się rano, towarzyszy mi radość. Nie mam pojęcia, co przyniesie mi kolejny dzień, ale jestem pewna, że moje życie zmierza w dobrym kierunku – ku końcowi. I że cokolwiek by się nie stało, „nic mnie nie zdoła odłączyć od tej miłości”(por. Rz 8, 31b-39).

Fioletowo

Tagi

, , , , , , , , , , , ,

Fot. Danuta Kamińska

Dzieci przeziębione, mąż w rozjazdach,
ja zmęczona – ale to tylko wycinek rzeczywistości. Ostatecznie pociechy zdrowieją (jedne szybciej, drugie wolniej), mąż wraca między kolejnymi wyjazdami, a mnie udaje się nieco zregenerować.
A ponad tym wszystkim jest to, co nas łączy, co spaja naszą rodzinę. Co sprawia, że w codzienności, a nie tylko od wielkiego dzwonu, jesteśmy sobie bliscy.
W Adwencie szczególnie cenna jest dla mnie każdej niedzieli rozmowa przy stole o postanowieniach adwentowych. Spisujemy je sobie (moje w tym roku podyktowały mi dzieci, co było bardzo wzruszające).
Modlimy się o łaskę i siły do ich wypełnienia i dziękujemy razem Bogu za zauważony (nawet najmniejszy) przejaw realizacji tych postanowień. Zachęcamy się nawzajem, mówimy o tym, co się udało, a co nie. I pamiętamy o Bożej pomocy.
Nie budujemy „arki dobrych uczynków”, jak to ostatnio usłyszałam i wewnętrznie się zatrzęsłam, budujemy – mam nadzieję – zaufanie w Bożą moc i pracujemy nad sobą, z Bożą pomocą.
Granica może być rzeczywiście cienka, ale warto ją wyczuć i wiedzieć, gdzie jeszcze jesteśmy w rzeczywistości nazywanej w biblijnym języku „zbawieniem z łaski”, a w którym momencie niebezpiecznie zbliżamy się już do „samozbawienia”, które z chrześcijaństwem nie ma nic wspólnego.

Dla Rodziny z Nazaretu nie było miejsca w gospodzie, jak śpiewamy co roku w okresie Bożego Narodzenia, ale też nie ma czasami miejsca w naszym „marketingowym” myśleniu. W przekonaniu, że sami możemy wszystko („wystarczy tylko chcieć”).
Bóg staje się wtedy tylko dekoracją, tradycyjnym akcentem zimowej przerwy, styropianowym napisem IHS. Łzawym wspomnieniem dzieciństwa, ale na pewno nie Kimś żywym, mającym realny wpływ na codzienne życie.
Sęk w tym, że jest dokładnie odwrotnie: On żyje i jest z nami, wszechmogący. Ale dopóki to ja jestem w swoim przekonaniu kimś wszechmogącym, Bóg jest dla mnie zagrożeniem. Zaobserwowałam to w tak wielu rozmowach ewangelizacyjnych z ostatniego czasu! Oprócz osób, które szczerze Go szukały (czasem po omacku, czasem bardzo błądząc po drodze), jest także sporo takich, których odnalezienie Go zupełnie wykracza poza obszar ich zainteresowań, a nawet – o, zgrozo! – równoznaczne jest z zamachem na ich wolność.
Lepiej, by pozostał tradycyjną dekoracją, niż Kimś rzeczywistym, żywym. Dekorację można odstawić, schować na strych, a z Kimś żywym (i pełnym mocy) trzeba byłoby się jednak liczyć…

Przejdź do paska narzędzi