W kruchości

Tagi

, , , , , , , , , , ,

Fot. Michał Kamiński

Kiedy w październiku modliłam się za ten kurs, widziałam śnieg. Co zamknęłam oczy, pod powiekami widziałam jego białe połacie. Uśmiechałam  się wtedy, myśląc, że byłoby pięknie, gdyby spadł, ale że przecież w naszych stronach o tej porze to ostatnio prawdziwa rzadkość!

Gdy jednak obudziłam się w sobotę rano uśmiechnęłam się szeroko. Tak, jednak to prawda: ta biel, jaka wciąż mi się widziała w kontekście kursu Emaus stała się faktem. I cztery bałwany, jakie zostały ulepione przez nasze pociechy z małą pomocą jednej z zaprzyjaźnionych osób ze wspólnoty.

Jednak ten maleńki znak w postaci zimowej aury, jaka do nas w weekend zawitała, to zaledwie ziarenko przy tym, czego doświadczyliśmy i czym nas Bóg zaskoczył na tym kursie. Mnie przede wszystkim tym, jak dobrze mnie zna i jak bardzo troszczy się o mnie. Wiadomość, jaką otrzymałam od jednej ze znajomych ze wspólnoty również w sobotę rano, sprawiła, że moje nadwątlone po chorobie siły nie były już dla mnie przeszkodą.

Wiedziałam, że Bóg w mojej kruchości może objawić swoją moc, że nie trzeba być supermenem, by być z ludźmi, rozmawiać, dzielić się swoim świadectwem,  słuchać i głosić. By przytulić dzieci, podać rękę młodej matce, uściskać starszą osobę. Niewiele trzeba. Resztą zajmuje się Ten, który może wszystko.

Przepisałam właśnie na komputerze świadectwa uczestników. Tak bardzo cieszę się, że Bóg jest hojny! Tak bardzo jestem szczęśliwa, że kolejny raz pozwolił nam się doświadczyć, mimo przeszkód i trudności. On jest od nich większy!

***

 „Szukajcie Pana, gdy się pozwala znaleźć,
wzywajcie Go, dopóki jest blisko!
Niechaj bezbożny porzuci swą drogę
i człowiek nieprawy swoje knowania.
Niech się nawróci do Pana, a Ten się nad nim zmiłuje,
i do Boga naszego, gdyż hojny jest w przebaczaniu.
Bo myśli moje nie są myślami waszymi
ani wasze drogi moimi drogami –
wyrocznia Pana.
Bo jak niebiosa górują nad ziemią,
tak drogi moje – nad waszymi drogami
i myśli moje – nad myślami waszymi.” (Iz 55, 6-9)

Po grecku

Tagi

, , , , , , , , , , , , ,

Fot. Tymoteusz Kamiński

Biały puch pokrył dachy i pola. W naszym zakątku topnieje nim dotknie ziemi, ale gdy jadę moją zwykłą trasą, podziwiam białe plamy „cukru pudru”, jak żartobliwe nazywam ledwo zabielone od śniegu powierzchnie. Na więcej pewnie nie mamy co liczyć, ale nawet tyle, to wielka radość. Dla dzieci przede wszystkim!

Mąż śledzi doniesienia medialne, by wiedzieć, czy służbowa podróż w przyszłym tygodniu ma szansę się odbyć, ja nadstawiam ucha, czy w weekend możliwe będzie ewangelizacyjne przedsięwzięcie, zaplanowane jeszcze w wakacje. A obok – a może raczej: w środku tego wszystkiego – nauczanie zdalne naszych dzieci, kwarantanna prewencyjna i w związku z nią „szlaban” na roraty dla dwójki naszych pociech.

Ale pierniki udaje nam się upiec wspólnie – kwarantanna nie miała tu nic do powiedzenia. Wieniec adwentowy także zapaliliśmy wspólnie. Nasza mała córeczka właśnie z przejęciem ozdabia serduszko, które zaniesie za chwilę do Dzieciątka.

Nasz nastoletni syn w weekend wpadł z hukiem do łazienki, gdzie kąpałam jego młodsze rodzeństwo, wołając: „Mamo! Omikron!” i podsunął mi pod nos swój telefon komórkowy, a w nim jakiś serwis informacyjny. „Spokojnie, synku…” , odpowiedziałam, choć greckie słowo nic mi nie mówiło. „O, to już chyba końcówka alfabetu, czyli niedługo się skończy!”, zażartował mój mąż, a ja pod nosem dodałam: „Zawsze można zacząć od nowa, z innego alfabetu…”

I wtedy moje myśli pobiegły z powrotem do alfabetu greckiego. Do jego dwóch liter: Alfa i Omega – do pierwszej i do ostatniej.

Jak dobrze, że On jest – mój Pan: Alfa i Omega. To Jego biblijne imię.  To On: Początek i Koniec. Mojego życia i tego świata – początek i koniec. W Jego dłoniach jest cały świat, w Jego rękach jest moje życie. Jak dobrze!

***

„Do Pana należy ziemia i to, co ją napełnia,
świat i jego mieszkańcy.
Albowiem On go na morzach osadził
i utwierdził ponad rzekami.
Kto wstąpi na górę Pana,
kto stanie w Jego świętym miejscu?
Człowiek o rękach nieskalanych i o czystym sercu,
który nie skłonił swej duszy ku marnościom
i nie przysięgał fałszywie.
Taki otrzyma błogosławieństwo od Pana
i zapłatę od Boga, Zbawiciela swego.
 Takie jest pokolenie tych, co Go szukają,
co szukają oblicza Boga Jakubowego.
Bramy, podnieście swe szczyty
i unieście się, prastare podwoje,
aby mógł wkroczyć Król chwały.
 «Któż jest tym Królem chwały?»
«Pan, dzielny i potężny,
Pan, potężny w boju».
Bramy, podnieście swe szczyty
i unieście się, prastare podwoje,
aby mógł wkroczyć Król chwały!
«Któż jest tym Królem chwały?»
«To Pan Zastępów: On sam Królem chwały».”  (Ps 24, 1-10)

Czuły

Tagi

, , , , , , , , , , , , , ,

Fot: Michał Kamiński

Dzisiaj rano – nie wiedzieć czemu – gdy przygotowywałam śniadanie dla naszej siedmioosobowej rodziny, przypomniało mi się  świadectwo pewnego ewangelizatora, autora poczytnych książek. Wspominał o tym, że gdy jego syn był małym dzieckiem, zdarzało mu się siedzieć na brzegu piaskownicy na placu zabaw i modlić się o to, by dzieci nie uciekały na widok jego syna, by chociaż któreś zdecydowało się podejść i pobawić się z maluchem. Zdarzało mu się płakać ukradkiem, gdy kolejny raz jego dziecko zostawało odrzucone przez rówieśników z powodu autyzmu, z jakim się ono urodziło.

Któregoś dnia, podczas modlitwy, Bóg przemówił do niego, wykorzystując to trudne doświadczenie. Pokazał mu, jak bardzo rozumie jego ojcowskie serce i  jak bardzo pragnie, by nie odtrącać osób, które są z jakichś powodów poza społecznością. Jak bardzo Bóg pragnie, by stał się cud i ktoś wreszcie zatrzymał się przy osobach wykluczonych, śmierdzących czy zachowujących się inaczej, niż pozostała większość.

To doświadczenie pomogło mężczyźnie (którego świadectwo przypomniało mi się dziś, gdy jeszcze było ciemno za oknami), wyjść z ewangelizacją do tych, których nie za bardzo chciał do tej pory widzieć w swojej  wspólnocie. Pozwoliło nieść Ewangelię nie tylko tym „porządnym” i „bez zarzutu”. Gdy opowiadałam mężowi tę historię, napłynęły mi do oczu łzy i nie chciały się „schować”. Tak, odnajduję się w tej historii, w różnych jej płaszczyznach. Dziękuję Bogu, że przez życiowe doświadczenia mówi do mnie. Że dotyka mojego serca przez świadectwa moich braci i sióstr w wierze.

Myśląc o przywołanej wyżej historii, nie skupiam się tylko na tym, co przeżywa rodzic dziecka z autyzmem (lub ze spektrum autyzmu). Nie myślę też wyłącznie o tym, co przeżywa osoba wykluczona, będąca poza społecznością. Nie myślę też jedynie o tym, jak ważne jest rozmawianie z osobami, którymi inni pogardzają. Ani wyłącznie o tym, że w naszych działaniach duszpasterskich i ewangelizacyjnych czasami zamykamy się we własnym, hermetycznym światku. Myślę o sercu Boga. O tym, że jest On CZUŁY, jak przekonuje nas obecny papież.  I o tym, jak wielu osobom to bardzo przeszkadza – takie określenie Boga oraz to wszystko, co z niego wynika.

Podpisuję się pod tym, co mówi Franciszek, obiema rękami – takiego Boga znam. Takiego Boga spotkałam i takiego wciąż szukam. Taki właśnie, czuły, żyje we mnie. Jego twarz widzę w wykluczonych, umierających, w uciekinierach, w wykorzenionych i w chorych.

Czułość jest lekarstwem na znieczulicę i na przemoc.

***

„Miłosierny jest Pan i łaskawy,
nieskory do gniewu i bardzo łagodny.
Nie wiedzie sporu do końca
i nie płonie gniewem na wieki.
Nie postępuje z nami według naszych grzechów
ani według win naszych nam nie odpłaca.
Bo jak wysoko niebo wznosi się nad ziemią,
tak można jest Jego łaskawość dla tych, co się Go boją.
Jak jest odległy wschód od zachodu,
tak daleko odsuwa od nas nasze występki.
Jak się lituje ojciec nad synami,
tak Pan się lituje nad tymi, co się Go boją.
Wie On, z czego jesteśmy utworzeni,
pamięta, że jesteśmy prochem.”  (Ps 103, 8-14)

W drodze

Tagi

, , , , , , , ,

Fot. Danuta Kamińska

Nawet w deszczowe dni jesienne drzewa wyglądają pięknie… Przyglądam się im, pokonując moją codzienną trasę – bardzo malowniczą – wśród pól, łąk i lasów. Ostatnio do klimatycznych widoków dołączył jeszcze jeden element – mgła. Tajemnicza i intrygująca.

Ciągle jestem w drodze. Nie tylko dosłownie, ale także w tym znaczeniu, że wiele spraw jeszcze się toczy, jeszcze nie zyskało swojego rozwiązania lub nie osiągnęło swojego końca. Ale to naturalny stan. Póki jestem w drodze, wiele rzeczy jeszcze się dzieje i cierpliwość jest mi bardzo potrzebna, gdy niektóre z nich się przedłużają, a czekanie przeciąga się – wydawałoby się, że w nieskończoność. Zamiast jednak medytować nad tym, skupiam swoją uwagę na tym, co jest i cieszę się z tego. Wciąż w drodze.

Tak wiele dobrych, mile zaskakujących mnie rzeczy się dzieje – jestem bardzo za nie wdzięczna. Mimo, że nadal jeszcze męczy mnie przeziębienie, udało mi się choć chwilę nacieszyć się ciszą i samotnością. Dziś już z powrotem nie jestem sama, ale te momenty wczoraj i przedwczoraj, gdy mogłam choć odrobinę odpocząć, są dla mnie błogosławieństwem.

Myślę intensywnie o kobiecie, za której zdrowie i życie wstawiamy się w tych dniach jako wspólnota. Tak jak ja, jest ona mamą piątki dzieci. Życie jest tak kruche i ulotne… Panie, działaj! Amen.

***

„Deszcze i rosy, błogosławcie Pana,
chwalcie i wywyższajcie Go na wieki! 

Wszystkie wichry niebieskie, błogosławcie Pana,
chwalcie i wywyższajcie Go na wieki!
Ogniu i żarze, błogosławcie Pana,
chwalcie i wywyższajcie Go na wieki!” (Dn 3, 63-65)

 

Strumień Łaski

Tagi

, , , , , , , , ,

Fot. Nikodem Kamiński

„Jak potężna fala” – nucę fragment pieśni, wpatrując się w błękit nieba i wsłuchując w szum morza. Jestem wdzięczna Bogu za to, że po tylu dniach kwarantanny naszych dzieci i ich zdalnego nauczania mogliśmy tu przyjechać, by choć trochę odpocząć i złapać ciut jodu we wdychanym powietrzu. Pogoda jest piękna, wymarzona na taki wyjazd. Czuję, że czekają mnie kolejne niespodzianki, że to dopiero preludium.

Po powrocie biorę udział w spotkaniu małej grupy w ramach formacji CHARIS (na platformie zoom).  To czas poznawania się, dzielenia doświadczeniem Bożego działania w naszym życiu. Piękny wieczór, głębokie świadectwa. Jestem Bogu bardzo wdzięczna za ten Strumień Łaski, jak określa działanie Ducha Świętego w Kościele papież Franciszek. Każdy z nas, uczestników kursu Służebne Przywództwo, doświadczył mocy tego Strumienia, mimo że pochodzimy z równych stron i z różnych wspólnot.

Całość stanowi czternaście tygodni formacji – my jesteśmy dopiero na początku tej drogi, ale już widzę owoce tego czasu. Dostrzegam je, podobnie jak wiosną z radością witam maleńkie pąki kwiatów zawiązujących się na zielonych gałązkach. Co jest już teraz dla mnie znakiem Bożego działania, owocem kursu? Przede wszystkim Bóg odnawia we mnie pragnienie jedności i otwartości na to co nowe, co inne, na Jego tchnienie!

Jedno ze świadectw porusza mnie wyjątkowo mocno. Jestem przekonana, że  było dedykowane dla mnie, choć osoba, która je składała na pewno nie miała pojęcia o tym, jaką ono wykona we mnie pracę.

Zachwycam się Bożym działaniem. Tym, że On zawsze wie, jak trafić do serca ze swoją łaską: precyzyjnie tam, gdzie tego najbardziej potrzebuję. Chwała Mu za to!

***

„Potężnie działać zawsze jest w Twej mocy
i któż się oprze potędze Twojego ramienia?
Świat cały przy Tobie jak ziarnko na szali,
kropla rosy porannej, co spadła na ziemię.
Nad wszystkim masz litość, bo wszystko w Twej mocy,
i oczy zamykasz na grzechy ludzi, by się nawrócili.
Miłujesz bowiem wszystkie stworzenia,
niczym się nie brzydzisz, co uczyniłeś,
bo gdybyś miał coś w nienawiści, nie byłbyś tego uczynił.
Jakżeby coś trwać mogło, gdybyś Ty tego nie chciał?
Jak by się zachowało, czego byś nie wezwał?
Oszczędzasz wszystko, bo to wszystko Twoje, Panie, miłośniku życia!” (Mdr 11, 21-26)

Światło życia

Tagi

, , , , ,

Fot. Danuta Kamińska

Wybieram życie. Co dzień. Mam wybór. Niezależnie od sytuacji, czy położenia, w jakim się znajduję. Wybieram życie, a nie śmierć. Nad grobami zmarłych ogłaszam nadzieję. Przechodzę przez dolinę śmierci, ale niosę w sobie światło dnia.

Nie należę do mroku, mimo że jego zachłanne macki raz po raz próbują mnie dosięgać. Żyję w świetle. Jestem w nim zanurzona,  mimo że towarzyszę osobom zapatrzonym w ciemność. Nie należę jednak do tej rzeczywistości. Wybieram życie.

Smakuję tę prawdę i pozwalam, by jej rozgrzewające ciepło rozeszło się do każdej cząstki mnie. Jak dobrze jest wiedzieć, że światło mocniejsze jest niż ciemność, że każdy ból ma kiedyś kres, że po drugiej stronie są osoby, które czekają na mnie. Które kibicują mi, a gdy słabnę, głośno wołają, bym się nie poddawała.

Ze wszystkimi świętymi celebruję dziś życie.

Świętuję zwycięstwo Życia. Radość światła, jaką w moje życie wnoszą święci. Także ci z sąsiedztwa, o których wspominał jakiś czas temu papież. Nie tylko ci kanonizowani. Nie tylko ci znani z obrazów, posągów i różnych specjalnych litanii i modlitw. Także ci niepozorni, nierzucający się w oczy, a jednak wnoszący życie i światło tam, gdzie go najbardziej brakuje.

***

„Słuchaj, o Boże, mojego wołania,
zważ na moją modlitwę!
Wołam do Ciebie
z krańców ziemi,
gdy słabnie moje serce:
na skałę zbyt dla mnie wysoką
wprowadź mnie,
bo Ty jesteś dla mnie obroną,
wieżą warowną przeciwko wrogowi.
Chciałbym zawsze mieszkać w Twoim przybytku,
uciekać się pod cień Twoich skrzydeł!
Bo Ty, o Boże, wysłuchujesz mych ślubów
i wypełniasz życzenia tych, co się boją Twojego imienia.
Przymnażaj dni do dni króla,
lata jego przedłuż z pokolenia na pokolenia!
Niech na wieki króluje przed Bogiem;
ześlij łaskę i wierność, aby go strzegły.
Wówczas będę zawsze imię Twe opiewał
i dnia każdego wypełniał me śluby.” (Ps 61, 2-9)

Żyj

Tagi

, , , , , , , , , ,

Fot. Danuta Kamińska

Siedział zgarbiony w swoim wielkim, starym fotelu. Za oknem było szaro i zimno. Po szybach okna spływały, tworząc małe strumyczki, wielkie krople deszczu. Powoli zmierzchało się. „O tej porze roku szybko robi się ciemno” – pomyślał mechanicznie.

Zgarnął ze stolika garść tabletek, popił szklanką wody, nie wstając z fotela i nie zmieniając nawet pozycji ciała. Jedynie ręka wydawała się mieć tyle siły, by przeciwstawić się temu nieznośnemu ciężarowi, przygniatającemu go jak grawitacyjna kołdra, jaką dawno temu, odwiedzając krewnych, widział u siostrzenicy. Ile mała mogła mieć teraz lat? Nie umiał tego policzyć. Przymknął na chwilę oczy. Pod powiekami przemknęły zamglone obrazy wspomnień…

Kiedy ostatnio wyszedł z domu? Kiedy widział się ze znajomymi? Nie potrafił sobie przypomnieć. Czuł się tak, jakby dobrze znany, przyjazny świat odpłynął gdzieś daleko, a on zostałby tu, w tym ponurym mieszkaniu zupełnie sam. W rzeczywistości tak właśnie było. Nikt tu nie zaglądał. Teleporady, telewizja, telefon. Wszystko „tele” – na odległość. Nawet nie znał twarzy kuriera, który codziennie dostarczał mu artykuły spożywcze i jakieś inne, mało ważne drobiazgi. Płatności za zakupy dokonywał przelewem. Tam też nie widział żadnej twarzy, tylko równe rzędy cyfr.

Otworzył oczy. Mrok wieczoru zgęstniał wokół niego. „Trzeba zapalić światło” – przeszło mu przez myśl, ale był tak ciężki od psychicznego i fizycznego bólu, że nie miał sił, by dosięgnąć do włącznika.

Nagle usłyszał jakiś szmer. Z początku bardzo się zaniepokoił, był przecież w mieszkaniu zupełnie sam. To nie szmer – zorientował się po chwili – to chrobotanie w zamku w drzwiach wejściowych. Czuł, jak wszystkie mięśnie spinają się, a serce zaczyna bić jak oszalałe. Po chwili jednak przypomniał sobie, że  dziś przecież miał przyjść… Tak, to było na pewno dziś! Serce powoli uspakajało się, a bezwiednie zaciśnięte szczęki rozluźniały się. Wytężył wzrok i w ciemnościach zamajaczyła mu sylwetka młodego człowieka, który chwycił w swoje ciepłe dłonie jego wyziębioną dłoń. „Powróć do życia!” – mocnym głosem powiedział gość, a następnie wziął siedzącego w fotelu mężczyznę swoje ramiona.

***

„A dusze sprawiedliwych są w ręku Boga
i nie dosięgnie ich męka.
Zdało się oczom głupich, że pomarli,
zejście ich poczytano za nieszczęście
i odejście od nas za unicestwienie,
a oni trwają w pokoju.
Choć nawet w ludzkim rozumieniu doznali kaźni,
nadzieja ich pełna jest nieśmiertelności.
Po nieznacznym skarceniu dostąpią dóbr wielkich,
Bóg ich bowiem doświadczył
i znalazł ich godnymi siebie.
Doświadczył ich jak złoto w tyglu
i przyjął ich jak całopalną ofiarę.
W dzień nawiedzenia swego zajaśnieją
i rozbiegną się jak iskry po ściernisku.
Będą sądzić ludy, zapanują nad narodami,
a Pan królować będzie nad nimi na wieki.
Ci, którzy Mu zaufali, zrozumieją prawdę,
wierni w miłości będą przy Nim trwali:
łaska bowiem i miłosierdzie dla Jego wybranych.” (Mdr 3, 1-9)

Złota

Tagi

, , , , , , , , ,

Fot. Danuta Kamińska

Przyglądam się drzewom i zachwycam ich pięknymi, jesiennymi kolorami. Jednocześnie czuję podskórnie, że coś się zmieni, choć jeszcze nie wiem co. Gdyby ktoś mnie zapytał, skąd to wiem, odpowiedziałabym, że nie wiem skąd, po prostu to czuję. Najpierw na kwarantannę trafia jeden syn, potem drugi, potem córeczka i trzeci syn. Czwarty jeszcze chodzi do szkoły. Córeczka natomiast na kwarantannie pochorowała się – jest w trakcie diagnozowania, ale nie jest to katar ani przeziębienie, raczej ciut poważniejsza sprawa.

Wybiegają do ogrodu, bo jest dziś tak przyjemnie ciepło, mimo drugiej połowy października. Nawet nie wiem, jak młodszych ubrać – wszystkie lżejsze rzeczy mam pochowane już na wiosnę, a pod ręką tylko grubsze – na zimę.

Dobrze, że jest ogród, inaczej oglądalibyśmy tylko przez szybę złotą polską  jesień. Niby nie jesteśmy objęci jako rodzice kwarantanną, ale przecież nie zostawię maluchów samych. Jestem więc odrobinę „zatrzymana”, mówiąc delikatnie.

Ciepłe powietrze owiewa moją twarz. Cieszę się z tej niespodziewanej przyjemności. Złoto liści zachwyca mnie. Przypominam sobie słowa mojej znajomej, której ulubioną porą jest właśnie jesień. W taki dzień jak ten, rozumiem ją doskonale, choć moim faworytem jest inna pora roku.

Uśmiecham się , przypominając sobie dzisiejsze przygody związane ze zdalnym nauczaniem naszych pociech. Najzabawniejszy był wf, gdy pierwszaki miały podrzucać poduszkę. Straszny rumor i krzyk naszego synka przywołał mnie do jego pokoju. Zapytałam przejęta, co się stało. „Maryja mi spadła!” – zawołał. W przerwie z pomocą starszego  brata i młodszej siostry odzyskał figurkę, która utknęła za łóżkiem. Nie wiem, co nas czeka jutro, oby nie spadanie czegokolwiek ; )

***

„(…)winni byli poznać, o ile wspanialszy jest ich Władca,
stworzył je bowiem Twórca piękności;
 a jeśli ich moc i działanie wprawiły ich w podziw –
winni byli z nich poznać, o ile jest potężniejszy Ten, kto je uczynił.
 Bo z wielkości i piękna stworzeń
poznaje się przez podobieństwo ich Stwórcę.” (Mdr 13, 3b-5)

Niezmiennie

Tagi

, , , , , , ,

Fot. Danuta Kamińska

Siedzę przy naszym pierwszoklasiście i obserwuję, jak zamiast cyferek powstają całe rzędy krzyżyków i zawijasów. Po chwili strona zmoczona przez łzy wysycha i w końcu nasz synek decyduje się odrobić zadanie domowe. Przyglądam się szybie w jego pokoju: zapełnia się kroplami deszczu,  by za moment wpuścić do pokoju jasne promienie słońca, które wygrało z brzydką pogodą. Patrzę na A. Na jego buzi także nie ma już śladu po głośnym NIE, wykrzyczanym w kierunku biurka z rozłożonymi zeszytami.  Wyraz jego twarzy jest teraz pogodny i zaciekawiony. Uśmiecham się delikatnie.

Myślę o najstarszym synu. Dzwonił przed chwilą. Jego głos bardzo różnił się od zagniewanego i pełnego pretensji z rana. Jest coś takiego, co daje mi pewność, że stała, cierpliwa miłość jest najlepszym lekarstwem na różne humory i problemy – zarówno nastoletnich, jak i maleńkich naszych pociech. Nie zawsze wiem, jak pomóc, nie zjadłam wszystkich rozumów, ale tego jestem absolutnie pewna: dom jako miejsce schronienia, jako miejsce, do którego można wrócić, gdzie jest się kochanym (czułą, ale i wymagającą miłością) jest skałą, jest oparciem w największych życiowych burzach.

Jeśli jest domem, oczywiście. A nie hotelem, nie salą sądową, nie szklarnią i nie zimną halą przemysłową. Lubię mój dom. Ten, w którym mieszkam (jako budynek wraz z przylegającym do niego ogrodem) i ten, który wraz z najbliższymi tworzę (jako rzeczywistość daleko wykraczającą poza ściany; jako więź, która jest cały czas żywa, cały czas „w budowie” – raz sfatygowana, raz kwitnąca).

Nie jest idealny, ale nie musi. Ktoś silniejszy trzyma go w swoich rękach. Ktoś silniejszy podtrzymuje nas, również wtedy, gdy nie jesteśmy pewni, w którą stronę spojrzeć i gdzie powinniśmy teraz szukać światła.

On jest tym światłem : )

***

Jeżeli Pan domu nie zbuduje,
na próżno się trudzą ci, którzy go wznoszą.
Jeżeli Pan miasta nie ustrzeże,
strażnik czuwa daremnie.
 Daremnym jest dla was
wstawać przed świtem,
wysiadywać do późna –
dla was, którzy jecie chleb zapracowany ciężko;
tyle daje On i we śnie tym, których miłuje.

Oto synowie są darem Pana,
a owoc łona nagrodą.
Jak strzały w ręku wojownika,
tak synowie za młodu zrodzeni.
Szczęśliwy mąż,
który napełnił
nimi swój kołczan. (Psalm 127, 2-5)
Nie zawstydzi się, gdy będzie rozprawiał
z nieprzyjaciółmi w bramie.

Brzask

Tagi

, , , , , , ,

Fot. Danuta Kamińska

Stoję jak urzeczona i wpatruję się w pomarańczowo-różową plamę światła rozlewającego się tuż przy ziemi. Tak mocno kontrastuje ona z szarością, w jaką spowity jest świat o tej porze. Dopóki światło dzienne nie namaluje na nim kolorów, wszystko wydaje się jednakowo bezbarwne i niekształtne. Nie zapalam sztucznego światła, bo domownicy jeszcze śpią. Zachwycam się tym widokiem za oknem, jakby to był pierwszy wschód słońca w moim życiu, a przecież była ich już niezliczona ilość – zarówno tych, które widziałam, jak i tych, które przespałam (latem trudno jest wstać przed słońcem, ale jesienią można się z nim ścigać, a zimą z łatwością wygrywać ; )

Po południu piję miętę z naszego ogrodu zaparzona dla mnie przez syna. Smakuje wspaniale! Przyglądam się młodszym naszym dzieciom bawiącym się w piaskownicy i mam wrażenie, że czas się na chwilę zatrzymał. Mam w ręku książkę, siedzę na bujanej ławeczce ogrodowej, ciepły wiatr delikatnie rozwiewa moje włosy. Jest tak ciepło, jakby lato postanowiło sprawdzić, czy w październiku też może choć przez chwilę zakrólować.

Wieczorem natomiast wsłuchuję się w krople deszczu z impetem uderzające o szyby naszych dachowych okien. Ten odgłos od małego przynosił mi ulgę i uspokojenie, miarowy szum deszczu sprawiał, ze zasypiałam błogo. Jestem przy naszej małej córeczce i głaszczę ją na dobranoc. Wdzięczność wypełnia moje serce.

To był dobry dzień.

Mimo serii kontuzji wśród moich najukochańszych w ostatnim czasie, mimo różnych przeciwności,  z jakimi się zmagamy, jestem pełna pokoju. Uwielbiam Boga we wszystkim, co się dzieje. Wiem – doświadczam tego!  – że uwielbienie ma moc.  Jest moją wewnętrzną siłą. Jest jak światło poranka przenikające chmury,  przeszywające ciemności.

Widzę, jak w mojej słabości objawia się ta moc; widzę jak mimo moich pomyłek i potknięć, realizuje się doskonały plan, jaki Bóg ma nie tylko dla mnie. Nie ma powodu do niepokoju i lęku – tak mocno to do mnie ostatnio dociera! I bardzo jestem za to wdzięczna.

***

„Gotowe jest serce moje, Boże,
zaśpiewam i zagram.
Zbudź się, chwało moja,
 zbudź się, harfo i cytro!
Chcę obudzić jutrzenkę.
Wśród ludów będę chwalił Cię, Panie,
zagram Ci wśród narodów,
bo Twoja łaskawość [sięga] aż do niebios,
a wierność Twoja po chmury.
Bądź wywyższony, Boże, ponad niebo,
a Twoja chwała ponad całą ziemię!”  (Ps 108, 2-6)

Przejdź do paska narzędzi