Podróż

Tagi

, , , , , ,

Fot. Danuta Kamińska

Jadę komunikację publiczną – już nie pamiętam, kiedy ostatnio z niej korzystałam. Naprzeciwko mnie siedzi mężczyzna w czapce z daszkiem z napisem, którego tu nie zacytuję (to zwrot powszechnie uznawany za wulgarny, zapisany po angielsku).  Jest to właściwie to samo słowo, które stało się w ostatnich miesiącach tak popularne, że czasem trudno znaleźć miejsce, gdzie by się ono nie pojawiało (jest nawet wymalowane na murach niektórych kościołów), tyle że tu zapisane jest nie po polsku.

Mam ochotę go zagadnąć, bo może to tylko taki styl, moda z tą czapką? Może wcale nie to miał na myśli wciskając ją na czoło?  Ale resztki instynktu samozachowawczego mnie powstrzymują – przecież właśnie ogłosił tym napisem, żeby go zostawić w spokoju, prawda? Jednak korci mnie bardzo, by rozpocząć z nim pogawędkę. Mężczyzna, jakby czytał w moich myślach, zsuwa maseczkę z ust i zapada w drzemkę. Na kolejnym przystanku dwie starsze kobiety siadają za mną i dyskutują o filmie obejrzanym poprzedniego dnia w telewizji. „Widziałaś ten o Faustynie? No właśnie, popatrz, i to poszło do Wojtyły, a on potem papieżem został, kto by pomyślał?”

Łapię  się na tym, że wcale mnie nie korci, by przerywać paniom ich wymianę wrażeń i je zagadywać. Patrzę za to na czarną czapkę i myślę o moich nastoletnich synach. Żaden z nich oczywiście nie nosi takiej bejsbolówki, ale skąd wiadomo, czy któryś nie będzie miał ochoty  wykrzyczeć  za kilka, kilkanaście lat całemu światu nie tylko to jedno słowo czy zdanie, ale może od razu całą wiązankę?

Patrzę podczas tej podróży przez okno (najpierw autobusu, potem tramwaju) na budzącą się do życia przyrodę i tak bardzo chcę, by – jak wiosenna zieleń – wszystko było świeże, czyste, nowe, bez skazy. Ale taki świat nie istnieje (przynajmniej tu, na ziemi). Z konieczności trzeba się pogodzić z tym, że to, w czym żyjemy, bardziej przypomina krajobraz na przednówku niż krystalicznie czysty dźwięk, przeszywający powietrze o poranku (który to ptak tak pięknie śpiewa? U nas o poranku ostatnio jakiś raczej skrzeczy; )

Tak, potrzeba dużo pogody ducha, by pogodzić się z niedoskonałością, która raz po raz daje o sobie znać. Nie tylko w innych, ale i w sobie ;)

Nie chodzi o to, by wszystko lśniło zimnym perfekcjonizmem, ale by czasem ubrudzić sobie ręce pochylając się nad drugim człowiekiem (dosłownie i w przenośni), także nad tym małym ; )

***

 

„Boże przodków i Panie miłosierdzia,
któryś wszystko uczynił swoim słowem
i w Mądrości swojej stworzyłeś człowieka,
by panował nad stworzeniami, co przez Ciebie się stały,
by władał światem w świętości i sprawiedliwości
i w prawości serca sądy sprawował –
dajże mi Mądrość, co dzieli tron z Tobą,
i nie wyłączaj mnie z liczby swych dzieci!
Bom sługa Twój, syn Twojej służebnicy,
człowiek niemocny i krótkowieczny,
zbyt słaby, by pojąć sprawiedliwość i prawa.

Choćby zresztą był ktoś doskonały między ludźmi,
jeśli mu braknie mądrości od Ciebie – za nic będzie poczytany .” (Mdr 9, 1-6)

Zazieleni się pustynia

Tagi

, , ,

Fol. Danusia Kamińska

Wczoraj na spotkaniu modlitewnym online naszej wspólnoty śpiewaliśmy pieśń, która mnie bardzo poruszyła wewnętrznie. Mam na myśli dokładnie jej krótki fragment o usychających winnicach.

„Tam, gdzie usychają piękne winnice”. Pomyślałam o Kościele. Nie tylko o naszej wspólnocie, która również uszczupliła się  nieco w ostatnim czasie, choć trwa nadal,  i która również – jak pewnie wszystkie inne wspólnoty – odczuwa skutki  pandemii, niepokojów społecznych, niepewności. Jednak nie pozostałam tylko przy niej – myślami pobiegłam do dużo, dużo większej wspólnoty, mocno obolałej: do naszego wspólnego Kościoła, do winnicy Pana. Ona w pewnych obszarach usycha. Są miejsca, w których nie ma już życia, gdzie są pęknięcia, gdzie jest cierpienie i rozdarcie…

Pewnie, są też ukryte źródła, które Pan może otworzyć, jak w tej przywołanej wczoraj pieśni. Mocno w to wierzę. Są jednak też obszary, które napełniają mnie bólem i smutkiem.

Nie zgadzam się z tymi, którzy wzruszając ramionami, mówią: gdzie indziej jest gorzej. Mnie interesuje to, jak jest tu – marna pociecha, że poza Kościołem jest gorzej. Poza tym – w jakim sensie gorzej? Statystycznym? Że jest w środowiskach innych niż kościelne więcej przypadków molestowania nieletnich, czy że jest więcej przypadków ukrywania tych patologicznych zachowań? A może w przeliczeniu na jednego mieszkańca? Jaki to ma sens? Nie interesują mnie liczby – interesuję mnie człowiek.

Podobno Bóg umie liczyć tylko do jednego. Gdy patrzy na tłum, widzi jednego Adama, jedną Ewę, jedną Marię, jednego Jana – każdego osobno. To tylko pewien obraz – przenośnia, którą słyszałam podczas jakiegoś kazania. Bardzo mi się to jednak spodobało. Tylko Bóg to potrafi: patrzeć na miliardy ludzi na ziemi i widzieć wciąż pojedynczego człowieka. Nie szarą, bezkształtną masę , kłębiącą się na kuli ziemskiej.

Nie.

Widzi mnie, widzi ciebie. Widzi nasze wnętrze.

Widzi kwitnące w nas przestrzenie i te, które zamieniły się w pustynie albo gołoborza.

***

U nas dziś termometry w cieniu pokazują plus siedemnaście stopni. Niedawno było minus naście! Duży przeskok.

Mimo całego błota w Kościele, łez, hipokryzji – wierzę w wiosnę Kościoła.

Wierzę, że skoro w przyrodzie możliwe są tak zaskakujące zmiany, jak choćby te dokonujące się na naszych oczach właśnie (przejście zimy w wiosnę), to tym bardziej może to mieć miejsce w ludzkim sercu: to, co zamrożone, ściśnięte, może odtajać  i zakwitnąć.

Pustynia może się zazielenić.

***

Znów jest więcej zachorowań, znów mają wrócić bardziej restrykcyjne obostrzenia.

Nie napełnia mnie to lękiem.

Już rok prawie to wszystko trwa. I nie wiadomo jak jeszcze długo.

Mimo wszystko jestem spokojna.

Wiem, że jedno jest niezmienne: jestem źrenicą Jego oka (por. Za 2, 12).

Ty też : )

***

„Wtedy pustynia stanie się sadem,
a sad za las uważany będzie.
Na pustyni osiądzie prawo,
a sprawiedliwość zamieszka w sadzie.
Dziełem sprawiedliwości będzie pokój,
a owocem prawa – wieczyste bezpieczeństwo.
Lud mój mieszkać będzie w stolicy pokoju,
w mieszkaniach bezpiecznych,
w zacisznych miejscach wypoczynku,
choćby las został powalony,
a miasto było bardzo poniżone.
Szczęśliwi! Wy siać będziecie nad każdą wodą,
puszczając wolno woły i osły.”(Iz 32, 15b-20)

Roztopić lód

Tagi

, , , , ,

Fot: Danuta Kamińska

Gdy piszę te słowa, prognoza pogody podpowiada właśnie, że za chwilę te wszystkie lodowe i śnieżne konstrukcje rozpuszczą się w promieniach słońca, że pojawią się zaskakująco wysokie dodatnie temperatury.

Zmiany, w które trudno uwierzyć, dokonują się na naszych oczach. Nie mam na myśli jedynie zimowej aury, która za kilka dni ma być już wiosenną. Myślę raczej o tym, że podobnie jak odczuwając dojmujące zimno, łatwo jest uwierzyć, że siarczysty mróz będzie trwał już zawsze, tak  – doświadczając chłodu w sercu, w relacjach, mrozu w życiu – łatwo niestety uwierzyć, że tak pozostanie już na zawsze. A przecież nie musi to być prawdą. Słońce w końcu zaświeci i roztopi ten lód… Zmiany się dokonają. Jeśli tylko uwierzymy, że są możliwe!

Czytam piękną książkę, której bohaterem jest  współczesny Zacheusz – człowiek szukający Boga, czyli najprawdopodobniej także ja i Ty. Jej język nie jest tak łatwy i prosty, by „połknąć” ją w jeden dzień, ale dzięki temu można ją smakować po troszeczku – znacznie dłużej. Na jej stronach odkrywam wiele z moich własnych myśli – z czasów dzieciństwa, wczesnej młodości  i z całkiem nieodległych czasów moich studiów podyplomowych – myśli, które zrodziły się we mnie podczas  zderzenia – a właściwie bardziej spotkania – z osobami określającymi siebie jako niewierzący.

Jedni mówili mi wprost, że chcieliby wierzyć, ale nie potrafią, inni nie byli zainteresowani tematem Boga, który według nich po prostu nie istniał, jeszcze inni zmagali się z trudnymi doświadczeniami życiowymi, na skutek których ich kruchy obraz Boga runął z trzaskiem, pozostawiając w sercu ranę, a w głowie pustkę.

Niektórzy z nich jednak odkrywali Go na nowo. Poprzez żmudne i bolesne poszukiwania dochodzili w końcu do światła. Inni opowiadali mi o swoich wątpliwościach i pozostawali otwarci, nie negując mojego doświadczenie ani własnych poszukiwań. Spotykaliśmy się na moście zwanym wzajemne słuchanie.

Mosty są ważne nie tylko w architekturze, budownictwie i komunikacji. Łuk, jaki kładziemy na obłoki, by zobaczyć tego drugiego, innego od nas – podobnie jak w biblijnej historii – sprawia, że jesteśmy bliżej siebie nawzajem, że wchodzimy w rodzaj przymierza, jesteśmy jedni za drugich odpowiedzialni…

Tak jak lód może się roztopić, a w jego miejscu mogą zakwitnąć wiosenne kwiaty,  tak lód w sercu może się rozpuścić i w jego miejscu może pojawić się czułość, o której dużo mówi ostatnio papież.

Czułość wobec tych, którzy są wokół.

Nie tylko tych, którzy myślą i żyją tak samo jak my.

***

„Po czym Bóg dodał: «A to jest znak przymierza, które ja zawieram z wami i każdą istotą żywą, jaka jest z wami, na wieczne czasy: Łuk mój kładę na obłoki, aby był znakiem przymierza między Mną a ziemią. A gdy rozciągnę obłoki nad ziemią i gdy ukaże się ten łuk na obłokach, wtedy wspomnę na moje przymierze, które zawarłem z wami i z wszelką istotą żywą, z każdym człowiekiem; i nie będzie już nigdy wód potopu na zniszczenie żadnego jestestwa. Gdy zatem będzie ten łuk na obłokach, patrząc na niego, wspomnę na przymierze wieczne między mną a wszelką istotą żyjącą w każdym ciele, które jest na ziemi».
Rzekł Bóg do Noego: «To jest znak przymierza, które zawarłem między Mną a wszystkimi istotami, jakie są na ziemi». (Rz 9, 12-17)

Mrozy i śniegi błogosławcie Pana!

Tagi

, , , ,

Jadę bardzo powoli. Nawierzchnia jest oblodzona i pokrytą grubą warstwą śniegu.  Nie docierają tu pługi śnieżne i piaskarki.  Widzę we wstecznym lusterku, że samochód za nami „tańczy” na zakręcie. Na szczęście kierowcy udaje się odzyskać panowanie nad pojazdem, choć auto obróciło się niebezpiecznie wokół swej osi. W takich warunkach ostrożności nigdy nie za wiele.  

To przypomina mi inną sytuację, w której nadal wszyscy pozostajemy. Tak jak na oblodzonej drodze panika nikomu nie pomoże, tak podczas pandemii potrzebna jest rozwaga i spokój. Tak jak w trudnych warunkach atmosferycznych lekkomyślność i brawura grozi jeszcze większymi konsekwencjami niż zazwyczaj, tak w tym czasie niepewności warto zwolnić i z większym namysłem podejmować wszelkie działania.

 I jeszcze jedno podobieństwo: nadal jest pięknie!

Słońce wychodzi zza chmur i śnieg skrzy się w jego promieniach. Czas spędzony z córeczką, której przedszkole zostało zamknięte z powodu covidu, również skrzy się – dziecięcym humorem.  Wypełniony jest wspólnymi zajęciami, rozmowami, pracami plastycznymi. Obie zakładamy fartuszki i dobrze bawimy się w kuchni. Bezcenny czas. Również podczas zarazy można znaleźć okruchy dobra, odblaski piękna. Boga wśród nas. W codzienności.

***

„Wszystkie wichry niebieskie, błogosławcie Pana,
chwalcie i wywyższajcie Go na wieki! 

Rosy i szrony, błogosławcie Pana,
chwalcie i wywyższajcie Go na wieki!
Mrozy i zima, błogosławcie Pana,
chwalcie i wywyższajcie Go na wieki!
Lody i śniegi, błogosławcie Pana,
chwalcie i wywyższajcie Go na wieki! ”

 (Dn 3, 65.68-70)

Walka postu z karnawałem?

Tagi

, , , ,

Fot: Danuta Kamińska

Jakie te zdjęcia w aplikacji kwarantannianej brzydkie wychodzą – mówi mój znajomy. Nie mogę się z nim nie zgodzić. „Pewnie po to, byśmy pamiętali, że jesteśmy chorzy” – kwituję żartem. Nie ważne – plus czy minus, zdrowy pacjent nie jest, skoro ma obowiązek wysyłać swoje zdjęcie na zawołanie. Mnie już drugi raz się zdarzyło otrzymać ujemny wynik covidowych badań, ale oczywiście bardzo się z tego cieszę i żadne niedogodności związane z zadaniami przesyłanymi w aplikacji Kwarantanna Domowa tego nie zmienią ; )

Znów biało za oknem. Cieszę się, że wraz z negatywnym wynikiem kończy mi się zakaz opuszczania domu. Mam już  w głowie plan, gdzie w najbliższym czasie się udam, gdy tylko lepiej się poczuję. Bo minus w wyniku testu nie oznacza, że grypopodobne objawy nagle znikają ; ), choć z gratulacji bliskich tak to by wynikało: O, to już jesteś zdrowy(zdrowa)!

Najmłodsze pociechy są ze mną w domu od kilku dni i jeszcze kilka w nim pozostaną. Na szczęście bardzo dobrze się bawią (momentami nawet aż za dobrze, jak wczoraj, gdy miały pomalowane farbkami nie tylko kartki, rączki i ciuszki, ale nawet włosy!). W przerwach między pracami plastycznymi przebierają się za różne postaci baśniowe (i nie tylko), tańczą, śpiewają – są samozabawne jednym słowem. Same organizują sobie bal – od dekoracji, przez menu, po muzykę (schowaliśmy tamburyn po jednym z „koncertów”, ale ćsiii… ; )

Dziwny ten tegoroczny karnawał: rodzinnie uraczyliśmy się pączkami, pospotykaliśmy się ze znajomymi i rodziną, poświętowaliśmy (okazji mamy w tym czasie sporo), ale na bal się nie zanosi.  W zeszłym roku grypa nam pokrzyżowała plany oraz moja sesja na studiach, a w tym, nawet gdybyśmy chcieli iść na bal, to nie ma gdzie – chyba, że domowym sposobem przygotowany, jak instruują nas pociechy : )

W każdym razie zostało nam jeszcze kilka dni (kilkanaście dokładnie) karnawału. Każdy czas ma swoje prawa i swój sens. Na myśl przychodzi mi od razu malowidło z 1559 roku, zatytułowane „Walka karnawału z postem”, pędzla Pietera Bruegla Starszego. I zabawa, i post, i praca, i odpoczynek – wszystko jest ważne w naszym życiu. Nie warto okrajać go do czarno-białych schematów. Zintegrowanie w sobie tych wszystkich aspektów daje nam pełnię i smak życia.

Jezus był określany przez nieprzychylne Mu osoby jako żarłok i pijak (por. Mt 11, 19), nie stronił od przyjęć i uczt, wesel, o czym dokładnie informują nas Ewangeliści, a jednocześnie wycierpiał tak wiele! W Jego ziemskim życiu było wszystko: i radość, i łzy, i czas przy stole z przyjaciółmi, i czas spędzony w drodze, bez możliwości „złożenia gdzieś głowy” (por. Łk 9, 58). Tłumy i rozmowy na boku, bardzo intymne, osobiste spotkania. Chwała wjazdu do Jerozolimy i gorzki smak zdrady przez bliskich, ból zaparcia się przyjaźni z Nim… Poranek wielkanocny i mrok Golgoty. Trzydzieści lat ukrytego życia i około trzy lata działalności publicznej. Cisza nocnych czuwań i gwar ulicy. Cuda i zwykłe, nieróżniące się niczym od siebie dni.

Jak ważne, by to dostrzec, by nie wybierać sobie tylko części z tych doświadczeń, jak co lepszych kąsków w sałatce warzywnej (lub owocowej).

***

Wszystko ma swój czas,
i jest wyznaczona godzina
na wszystkie sprawy pod niebem.

Jest czas rodzenia i czas umierania,
czas sadzenia i czas wyrywania tego, co zasadzono,

(…) czas płaczu i czas śmiechu,
czas zawodzenia i czas pląsów.

Powiedziałem sobie:
Zarówno sprawiedliwego jak i bezbożnego
będzie sądził Bóg:
na każdą bowiem sprawę i na każdy czyn
jest czas wyznaczony.”

(Koh 3, 1-2.4.17)

Kwiaty wśród skał

Tagi

, , , , , ,

Przygotowujemy kurs Nowe Życie w wersji online. Właściwie, to wersja jest już gotowa, ale teraz to my się przygotowujemy, by ją zrealizować, by poprowadzić ten ewangelizacyjny kurs na platformie zoom.

Nie istnieje teraz możliwość, by spotkać się z uczestnikami na żywo, twarzą w twarz, bez pośrednictwa ekranu, ale trudne sytuacje są przecież wyzwaniem, a nie problemem. Przy takim podejściu, zamiast załamywania rąk, powstają nowe rozwiązania, otwiera się nowa przestrzeń. W tym wypadku – wirtualna.

Przygotowując się, korzystamy z kontaktu z tymi, którzy już weszli na tę ścieżkę – ewangelizacji poprzez ekran – i jesteśmy im bardzo wdzięczni, że przetarli nam szlak.

Teraz to w nas, prowadzących, potrzeba, by się coś zadziało, zmieniło, przygotowało. To jest inna posługa niż jeszcze kilka miesięcy temu.

Ostatni kurs w tradycyjnej formie (z dziedziny duchowości, biblijny, o relacjach) prowadziliśmy jesienią. Choć byliśmy w maseczkach i utrzymywaliśmy dystans społeczny, dezynfekowaliśmy dłonie i powierzchnie w pomieszczeniach, to jednak niewiele różnił się on od wcześniejszych pod względem form przekazu i form kontaktu.

Teraz zobaczymy tylko „okienka”…  Ale w nich przecież będą twarze tych, którzy razem z nami przeżyją tę przygodę, ten czas zatrzymania, refleksji, skupienia, radości i śmiechu.

Ufam, że w tym nowym doświadczeniu na skałach trudności zakwitną kwiaty, jak pisze o tym papież Franciszek w „Patris Corde”. Tam pojawia się ten obraz w nieco innym kontekście, ale dla mnie to tak bardzo przejmujący obraz, że towarzyszy mi od dłuższego czasu. W tym obrazie widzę zapowiedź tego, co może się wydarzyć w moim życiu, ale też w Kościele w tym właśnie czasie.

W tym, co jest twarde, ostre, szare, raniące – może zakwitnąć życie.  Nowe życie. Właśnie tam. To wszystko może zostać przemienione.

Amen!

***

„Niech się rozweselą pustynia i spieczona ziemia,
niech się raduje step i niech rozkwitnie!
Niech wyda kwiaty jak lilie polne,
niech się rozraduje, skacząc i wykrzykując z uciechy.
Chwałą Libanu ją obdarzono,
ozdobą Karmelu i Saronu.
Oni zobaczą chwałę Pana,
wspaniałość naszego Boga.
Pokrzepcie ręce osłabłe,
wzmocnijcie kolana omdlałe!
Powiedzcie małodusznym:
«Odwagi! Nie bójcie się!
Oto wasz Bóg, oto – pomsta;
przychodzi Boża odpłata;
On sam przychodzi, by zbawić was»”.

(Iz 35, 1-4)

Światło nadziei

Tagi

, , ,

Fot. Danuta Kamińska

Świat okrył się bielą. Lód zalega na daszku nad wejściem do naszego domu, powolutku topiąc się w dodatnich dziś już temperaturach. Minus dziewiętnaście stopni Celsjusza odchodzi w niepamięć, choć jeszcze wczoraj kilkunastostopniowy mróz był dla nas wielkim zaskoczeniem. W te jaśniejące bielą krajobrazy wpatruję się z ulgą.  Uspakajam myśli, wydłużam oddech.

Miesiąc przerwy od szkoły był dla mnie okazją do psychicznego odpoczynku. Nie dlatego, że się w niej uczę lub w niej pracuję – nie, uczą się moje dzieci. Zdalne nauczanie jednak nie jest chyba dla nikogo najlepszym rozwiązaniem, choć w tym czasie dla niektórych – jedynym. Od tego tygodnia jedno z naszych pociech wróciło do stacjonarnej nauki, pozostali trwają przed ekranami (z różnym skutkiem).  Ja też przed nim siedzę, ale zawodowo. (Chociaż oni już są w pewnym sensie też zawodowcami ; )

Za mną świętowanie razem z córeczką urodzin: życzenia, kwiaty, niespodzianki, prezenty i… plany na przyszłość. Ich realizacja jest jeszcze przede mną, ale co mogłam (w tym niepewnym czasie, pełnym znaków zapytania), już przemyślałam i wstępnie zaplanowałam. W tym roku jednak z dużą rezerwą podchodzę do sztywnych dat, kolejności wydarzeń czy spisów „co trzeba”. Wiem, że jeden podmuch pandemii może zmieść wszystkie misternie tworzone scenariusze.  Nawet zachęty przyjaciół, by wyjechać razem z nimi na wakacje traktuję z rezerwą. Nie dlatego, że nie mam ochoty na odrobinę słońca w doborowym towarzystwie, ale dlatego, że nie wiem, czy to, co ustalimy dziś, będzie miało zręby sensu za ponad pól roku. Mimo wszystko, gdzieś na dnie duszy, mam nadzieję.

Staram się nie koncentrować na tym, co niedoskonałe, co mogłoby wyglądać lepiej, nie szukam dziury w całym, a jednak, kolejny raz odkrywam moją kruchość.  Przeżywam na nowo to, co napisał papież Franciszek w „Patris Corde”: „Zbyt często myślimy , że Bóg polega tylko na tym, co w nas dobre i zwycięskie”.

Mierzę się z tym, jaką receptę wypisał (także dla mnie) w tym tekście Ojciec Święty:

„Czułość jest najlepszym sposobem dotykania tego, co w nas kruche. Wskazywanie palcem i osąd, który stosujemy wobec innych, są bardzo często oznaką naszej niezdolności do zaakceptowania własnej słabości, własnej kruchości. Jedynie czułość uchroni nas od dzieła oskarżyciela (por. Ap 12, 10).

Przyjście Jezusa między nas jest darem Ojca, aby każdy mógł się pojednać z rzeczywistością swojej historii, nawet jeśli jej do końca nie rozumie. Życie każdego z nas może zacząć się na nowo w cudowny sposób, jeśli znajdziemy odwagę, by przeżywać je zgodnie z tym, co mówi nam Ewangelia. I nie ma znaczenia, czy obecnie wszystko zdało się przybrać zły obrót i czy pewne rzeczy są teraz nieodwracalne. Bóg może sprawić, że kwiaty zaczną kiełkować między skałami.”

Piękne, prawda?

Światło nadziei przebija się przez ciemne chmury niepewności, bezsilności, słabości. Jest ktoś, Kto kocha mnie. Z moją słabością i kruchością. Amen.

***

„Po tym poznamy,
że jesteśmy z prawdy,
i uspokoimy przed Nim nasze serce.
A jeśli nasze serce oskarża nas,
to Bóg jest większy od naszego serca
i zna wszystko.”

(1 J 3, 19-20).

 

Chciał

Tagi

, , ,

Fot: Danuta Kamińska

Przede mną jeszcze kilka dni tego dobrego:  łapię oddech podczas ferii. Mam sporo pracy, ale dzieci nie chodzą do szkoły, a śnieg sprzyja wspólnym wyjściom na świeże powietrze. Spotkania rodzinne i z przyjaciółmi sprawiają, że kolory wokół są jakby intensywniejsze, słońce świeci chyba jaśniej, a biały puch wydaje się być piękniejszy niż zwykle.

Podsumowuję kolejny rok mojego życia – za kilka dni przypadają moje urodziny. Tym razem  wyprawiam je z córeczką (obie jesteśmy ze stycznia), by nie mnożyć imprez, by wykorzystać to, że dziadkowie mogą w końcu do nas zajrzeć, że czują się lepiej. Patrzę więc na świeży śnieg i biegnę myślami do tego, co wydarzyło się w czasie ostatnich dwunastu miesięcy od poprzednich moich urodzin. Dziękuję Bogu za wszystko. Szczególnie za to, że mam swoje miejsce na ziemi – fizycznie i emocjonalnie. Że mam korzenie, że drzewo mojego życia szumi w chórze z innymi drzewami, że słońce miłości i życzliwości dodaje mi sił, by przeżyć kolejny dzień, że czerpię soki z najlepszego z duchowych źródeł. Że po prostu żyję.

Co roku ten dzień jest dla mnie wyjątkowy. Od pewnego czasu w ten właśnie dzień skupiam się na tym, że moje życie ma wartość. Niezależnie od cudzych opinii czy słów – ma ono wartość. Niezależnie od sukcesów czy osiągnięć, niezależnie od tego, czy moje plany są w fazie wykluwania się czy realizacji. Niezależnie od tego, czy bilans jest na plus czy na minus. Bóg chciał, bym istniała i to jest myśl, która bardzo mnie cieszy.

Dziękuję za ludzi, których spotykam, za bogactwo jakim jest inny człowiek. Nieplanowane spotkania, zaskakujące zwroty akcji,  sprawy przyjmujące nie do przewidzenia obrót. Boża ręka w moim życiu. Nie do przecenienia :)

***

„Panie, przenikasz i znasz mnie,
Ty wiesz, kiedy siadam i wstaję.
Z daleka przenikasz moje zamysły,
widzisz moje działanie i mój spoczynek
i wszystkie moje drogi są Ci znane.
Choć jeszcze nie ma słowa na języku:
Ty, Panie, już znasz je w całości.
Ty ogarniasz mnie zewsząd
i kładziesz na mnie swą rękę.” (Ps 139, 1-5)

Mgła na początek

Tagi

, , ,

Fot. Danuta Kamińska

Numer domu miga jak stroboskop, ale mgła jest tak gęsta, że nawet nie silę się na odczytanie poszczególnych cyfr umieszczonych na bloku. Nie jest mi to zresztą potrzebne – nie idę do nikogo w odwiedziny, tylko po zakupy. Wszystko toczy się według ustalonego schematu: dezynfekcja rąk, nałożenie ochronnych rękawiczek, chwycenie sklepowego koszyka i krótka pogawędka ze sprzedawcą. Po wyjściu rozglądam się znów wokoło – wszystko zanurzone jest w gęstym mleku. Bardzo lubię prowadzić samochód, ale w tej chwili nie czuję się pewnie za kierownicą. Jadę powoli, precyzyjnie i w spowolnionym tempie wykonując każdy manewr.

Docieram na miejsce, ale wrażenie poruszania się w księżycowej poświacie mnie nie  opuszcza. Kilka dni później oglądam go na wystawie fotografii zorganizowanej w pobliskiej bibliotece. Księżyc. Jest cudny. Mam wrażenie, że to czyjaś twarz, a nie naturalny satelita Ziemi. Tak bardzo brakowało mi przez ostatnie miesiące kontaktu z kulturą: wizyty w teatrze, wyjścia do opery. Jeszcze długo tego nie zaznam, ale ta wystawa jest namiastką tego, za czym tęsknię. Zdjęcia są klimatyczne i – co ważne – ukazują miejsca, w których przebywam na co dzień, ale uchwycone w kadrze w  artystyczny, zaskakujący sposób.

 

Początek  roku, choć we mgle, przynosi dobre wieści. Chwila oddechu na świeżym powietrzu może być powodem do radości dla kogoś, kto prawie miesiąc przebywał w domu zmagając się z poważną chorobą. Tę radość słyszę dziś w głosie bliskiej osoby i czuję ogromną ulgę. Kilka kroków, z trudem pokonany krótki odcinek drogi – to wielki wyczyn! A do tego perspektywa spotkania niebawem – dzieci ucieszą się pewnie najbardziej : )

Życzę nam wszystkim, by 2021 rok był czasem łaski, światła i nadziei!

Wszystkiego dobrego!

***

„Była światłość prawdziwa,
która oświeca każdego człowieka,
gdy na świat przychodzi.
Na świecie było [Słowo],
a świat stał się przez Nie,
lecz świat Go nie poznał.
 Wszystkim tym jednak, którzy Je przyjęli,
dało moc, aby się stali dziećmi Bożymi,
tym, którzy wierzą w imię Jego.” (J 1, 9-10.12)

Stare z nowym

Tagi

, , ,

fot. Danuta Kamińska

Jednak ujemny. Uff. Tak czułam, ale kwarantannę musiałam odbyć, niezależnie od swoich odczuć. Tym razem to jakiś wirus bez korony, choć osłabiający mocno.

Jaki dostałam prezent na święta? Najpiękniejszy: Jezusa w Komunii – mój mąż, który jest szafarzem, mi Go przyniósł. To były inne święta, pod każdym względem, ale Jezus ten sam – na szczęście!

Kończy się stary rok i za chwilę rozpoczyna nowy. Nic nie planuję, ale czuję się w tym nieplanowaniu spokojna. Kalendarz z wytłoczoną na okładce liczbą 2021 leży koło mnie. Zerkam na niego, ale nie biorę na razie do rąk. Chcę przeżyć do końca stary rok, nie wyprzedzać niczego.

Pojutrze przyjeżdżają przyjaciele z dziećmi.  Jak co roku zanocują. Cieszę się i jestem wdzięczna, że niektóre rzeczy są takie same, jak zawsze. Ale doceniam też to, co jest nowe, niespodziewane, jak ostatni wigilijny wieczór– zupełnie inaczej przeżywany w tym roku przeze mnie.

Za wszystko dziękuję. Także za to, czego nie rozumiem w pełni. Nie wszystko muszę zrozumieć.

Biegnę myślą do tych, co się źle mają, także z rodziny, także na duchu.

Bądź ich pomocą, Panie!

Amen.

***

„Ja go wybawię, bo przylgnął do Mnie;
osłonię go, bo uznał moje imię.
Będzie Mnie wzywał, a Ja go wysłucham
i będę z nim w utrapieniu,
wyzwolę go i sławą obdarzę.
Nasycę go długim życiem
i ukażę mu moje zbawienie.” (Ps 91, 14-16)

 

Przejdź do paska narzędzi