Zielona tęsknota

Tagi

, , , , , , , , ,

Fot. Danuta Kamińska

Połowa wakacji – tak tłumaczyłam córeczce, gdy pytała mnie niedawno, ile jeszcze zostało do rozpoczęcia nowego roku szkolnego. Cieszę się z tych sierpniowych, ciepłych dni. W miniony weekend udało nam się na chwilę wyskoczyć nad morze, w ten natomiast odprowadziłam czwórkę pociech na miejsce zbiórki – wyjechali na tydzień na obóz też nad morze, ale trochę dalej. (Piąta pociecha, już pełnoletnia, została ze mną w domu).

Chłopcy pożegnali się bez mrugnięcia okiem, córcia długo się wtulała w moje ramiona, a potem ocierała łzy. Wiem, że za chwilę one obeschną, a miejsce smutku i tęsknoty zajmie radość ze wspólnie przeżytych przygód z koleżankami, ale zawsze ten moment pożegnania jest trudny. Z roku na rok jest lepiej, bo jest coraz starsza, ale zawsze łezka się zakręci. Nie tylko w jej oku. Obok w autokarze siedział starszy od niej o dwa lata chłopiec, wyraźnie markotny. Jego mama wyjaśniła mi, że to chyba taki dzień, bo syn zazwyczaj nie przeżywa aż tak mocno rozłąki.

Gdy autokar odjechał i skończyło się machanie na pożegnanie, wróciłam na piechotę do domu. Szłam przez zagajnik, polną drogą, wdychałam zapach traw,  mirabelek, ziół i kwiatów, ciesząc się z tego, że nie ma jeszcze upału i przyjemnie idzie mi się tą piękną drogą.

Już niedługo Matki Bożej Zielnej, czyli  Wniebowzięcie Maryi Panny. W tym roku nie będę robiła wianków ani bukietów – idę na ślub koleżanki. Bardzo się cieszę z nich – z pary młodej. Widzę, jak Bóg działa w ich sercach i jak posługuje się nimi, by docierać do złamanych serc. Cudownie widzieć młodych ludzi, którzy jako narzeczeni nie są skoncentrowani tylko na sobie i na przygotowaniach do ślubu, ale też potrafią skupić się na drugim człowieku i na służbie. Piękne świadectwo!

Jeszcze tydzień (i dzień) i zobaczę się z moim mężem. Wyjechał, jak zwykle w sierpniu, do Stryszawy. Pół tygodnia jego nieobecności już mam za sobą – minęło bardzo szybko, bo po pracy co dzień coś miałam do zrobienia, załatwienia, każde z dzieci czegoś potrzebowało. Te kolejne dni pewnie będą mniej intensywne, bo po pracy mam zaplanowane tylko spotkania z koleżankami, a w domu czekać będzie na mnie jedna, a nie pięć pociech, ale i tak wolę, gdy czas rozłąki mam już za sobą.

Mówię więc sobie to, co mówiłam dziś rano córci: „Nie martw się, ten tydzień szybko ci minie”.

Po urlopie

Tagi

, , , , , , , , , , , , ,

Fot. Danuta Kamińska

Ostatni dzień urlopu spędziłam, ciesząc się każdą jego chwilą i doceniając to, że wokół mam bliskie mi osoby.

Patrzyłam na kwiaty, chłonęłam ich piękne kolory i zapach, cieszyłam się, słysząc odgłosy zabawy dzieci.

Na spacerze z mężem dziękowałam Bogu za nasze splecione dłonie. „Czy potrzeba mi czegoś więcej?” – pytałam w duchu.

Docenianie tego, co mam, to sztuka, której cały czas się uczę. Nadal łatwiej mi jest znaleźć braki (czasami szukam dziury w całym), niż ucieszyć się tym, czym zostałam obdarowana przez Boga.

Niedawno poruszył mnie bardzo obraz brykającego baranka (lub podskakującej owieczki, nie pamiętam dokładnie), który mi uświadomił, jak bardzo jestem zatroskana i skupiona na tym, by zrobić wszystko, co w mojej mocy, aby zapobiec jakiejś zbliżającej się katastrofie lub naprawić skutki jakiejś nawałnicy przetaczającej się właśnie przez moje życie lub życie moich bliskich.

Trudno było mi nawet wyobrazić sobie beztroskę, a co dopiero uwierzyć, że mogę jej doświadczyć. Wtedy pomyślałam, że chociaż nigdy nie cofnę się do lat dziecięcych, to jednak moje serce może odnowić się w dziecięcej ufności.

Ta myśl we mnie „pracuje”. Nie wiem, dokąd mnie zaprowadzi, ale na pewno pomaga mi już teraz cieszyć się głębiej moim życiem i moimi bliskimi, a mniej zamartwiać się i wybiegać daleko w przyszłość. „Dosyć ma dzień swojej biedy” – tak, to prawda. : )

Góry

Tagi

, , , , , , , , , ,

Fot. Danuta Kamińska

Odwiedziłam moje strony – miejsce, gdzie spędziłam dzieciństwo. Pokazałam te zakątki moim bliskim, ale też w niektóre miejsca poszłam sama.

Ożyły wspomnienia. Zapach chleba w piekarni przy rynku – po tylu latach ten sam. Znów przez chwilę byłam małą dziewczynką.

Odwiedziłam miejsca, gdzie spędziłam najwięcej  czasu: podwórko (brakowało na nim tylko trzepaka), okolice domu, szkołę, kościoł, sklep. I chodziłam po górach razem z moimi najbliższymi, pokazywałam zabytki, charakterystyczne miejsca, smakowałam z nimi regionalnych dań.

Jestem z powrotem i cieszę się bardzo, że w symboliczny sposób moglam podzielić się z moją rodziną – mężem i dziećmi – tym, czego nie da się właściwie przekazać w całości, jeden do jeden, czyli tym etapem, kiedy nie było ich jeszcze w moim życiu. On jest częścią mojej tożsamości, jednym z elementów określających to, kim jestem dzisiaj.

Teraz, gdy moje córcia zapyta: „Opowiesz mi coś z dzieciństwa?”, będę mogła jej powiedzieć: „A pamiętasz, jak byłaś ze mną tam i tam? To właśnie w tym miejscu przytrafiła mi się śmieszna przygoda, gdy byłam mniej więcej w twoim wieku”.

Byłam mała, gdy wyprowadziliśmy się do kolejnego miasta. Nie lubiłam przeprowadzek, do dziś ich nie lubię. Ale w tych stronach spędziłam dziesięć lat mojego dzieciństwa. Jestem wdzięczna za ten czas i za to, że mogłam tu wrócić z tymi, których kocham.

Przystań

Tagi

, , , , , , , ,

Fot. Danuta Kamińska

Już za kilka dni wyjeżdżamy w góry. Jeszcze to do mnie nie dociera, muszę sobie raz po raz przypominać, że to już.

Po intensywnym czasie (spędzonym na biblijnym kursie Mojżesz) z utęsknieniem wyczekuję urlopu. Cieszę się z mojego po tym rekolekcyjnym wyjeździe powrotu do pracy: z serdecznych rozmów, z codziennych zadań, z tego, co tworzy mój zwyczajny dzień.

To właśnie w tym, co zwykłe, małe i ciche,  odkrywam największe wewnętrzne bogactwo.

Dziękuję Bogu, że mam bezpieczną przystań, w której przebywam każdego dnia przed rozpoczęciem pracy. Dzięki temu mogę wychodzić naprzeciw kolejnym wyzwaniom z pokojem w sercu.

Droga

Tagi

, , , , , , , , , , , ,

Fot. Danuta Kamińska

Dzieci już zdrowieją, dzięki Bogu. Jakimś wyjątkowo zjadliwym wirusem zaczęły wakacje. Przede mną jeszcze rodzinny wyjazd w góry, a za dwa dni już ruszamy na rekolekcje (kurs Mojżesz).

Im bardziej zagłębiam się w historię pasterza z Madian, tym więcej dostrzegam podobieństwa między jego życiem a moim. Nasze drogi są różne, ale ich etapy – bardzo podobne.

Fascynował mnie już od nastoletniości. Kiedyś na młodzieżowym wyjeździe dostałam książkę z dedykacją, bym naśladowała go, z wyjątkiem epizodu dotyczącego zabójstwa Egipcjanina. Wzięłam sobie do serca tę radę i krok po kroku szłam drogą ku Bożym obietnicom.

Były chwile, w których miałam ochotę upaść na ziemię jak on, gdy byłam zniechęcona lub wyczerpana.

Ale były też chwile, w których doświadczałam wyjścia z różnego rodzaju niewoli w moim życiu lub widziałam uwolnienie w życiu osób, którym towarzyszyłam albo nadal towarzyszę.
Nie da się tego z niczym porównać.

Ta droga jest pełna błogosławieństwa, choć czasem przeszkody, ciernie i przykre sytuacje próbują ją zaciemnić. Ale nawet w tych ciemnościach świeci światło Nowego Jeruzalem. Obietnica nie gaśnie.

Niezależnie od tego, z jakimi wyzwaniami przychodzi mi się mierzyć, zwłaszcza w ostatnim czasie, jest ze mną Ktoś mocniejszy, kto czuwa nade mną i nad tymi, których kocham. Cokolwiek by się działo – nie zostawi nas. Należymy do Niego.

Z nadzieją

Tagi

, , , , , , , ,

Fot. Danuta Kamińska

Podczas świętowania trzydziestolecia naszej wspólnoty, słyszeliśmy raz po raz  słowa o nadziei. Przede wszystkim w trakcie kazania, ale i też podczas modlitwy uwielbienia.

Nadzieja w Bogu jako cenny skarb. I jako coś, czego często najbardziej brakuje współczesnemu człowiekowi. Nieść innym nadzieję, żyć nadzieją, składać całą swoją nadzieję w Bogu.

Te rozważania towarzyszą mi od rana. Z wdzięcznością wspominam niedawną spowiedź. Uświadamiam sobie właśnie, że za każdym razem, gdy wstaję od kratek konfesjonału, nadzieja odradza się we mnie, ożywia i umacnia.

Nie jest to zależne od mojego samopoczucia czy chwilowego nastroju. Nie do końca ma to też związek z sytuacją życiową, moim położeniem. To raczej łaska, niezasłużona, cudowna łaska.

Bogu dzięki.

Niespodzianka

Tagi

, , , , , , , , , , ,

Fot. Danuta Kamińska

Wróciłam do domu z mężem ze spaceru, a tam zastałam miłą niespodziankę: córeczka przygotowała nam deser – owocowy uśmiech.

Tych miłych niespodzianek w ostatnim czasie jest więcej. Nasz najstarszy syn, już pełnoletni, miło zaskakuje nas swoją samodzielnością i odpowiedzialnością. To dla nas wielka radość widzieć, jak podejmuje dobre decyzje, jak rozsądnie postępuje jako dorosły już człowiek.

A w miniony weekend mieliśmy innego rodzaju niespodziankę. W pewnym sensie była to „spodziewajka”, bo o świętowaniu trzydziestolecia mowa była od dawna w naszej wspólnocie, a przygotowania szły pełną parą. Jednak tym razem mam na myśli coś innego niż tylko ludzkie wysyłki. Niespodzianką było dla mnie to, jak dobrze przebiegła ta impreza plenerowa i jak dobrze czułam się w tej około dwustuosobowej grupie. Zazwyczaj źle znoszę przebywanie w tłumie, unikam tego. Ale tym razem nie czułam się przytłoczona – otaczały mnie znajome twarze, cudownie rozmawiało mi się z ludźmi, z którymi tak wiele mnie łączy.

I kolejna niespodzianka, także podczas tego sobotniego świętowania, to Boże uzdrowienie, które dotknęło tak wielu z nas podczas prowadzonej na koniec modlitwy. Niektóre świadectwa usłyszałam od razu, na miejscu, inne składane były nieco później.

Bóg jest dobry i nie przestaje działać. Jemu chwała.

 

Boże Ciało

Tagi

, , , , , , , , , , , , ,

Fot. Danuta Kamińska

Jak dobrze, że mogłam te kilka dni spędzić w domu, z moimi bliskimi. Młodsze dzieci pluskały się w jeziorze, starsze były na czuwaniu na Lednicy i na wycieczce rowerowej.
Miałam chwilę oddechu. Czytałam, gotowałam, sprzątałam, rozmawiałam i spacerowałam z mężem. Uczyłam się hiszpańskiego, ustalałam szczegóły formacji z naszym liderem, dzwoniłam do moich rodziców, komunikowałam się z moim bratem w Nowej Zelandii. Cieszyłam się tym wolnym czasem, choć gdzieś z tyłu głowy kołatała mi się myśl o zmianach: o niektórych dowiedziałam się na krótko przed długim weekendem, o innych w jego trakcie.

Najpewniejszą stałą w życiu jest zmiana – lubi żartować mój kolega z pracy. Nadal nie wiemy, co dla nas oznaczają przetasowania na redakcyjnym korytarzu, ale zajmujemy się swoimi zadaniami, a nie snuciem baśniowych scenariuszy. W końcu się to przecież wszystko wyjaśni.

Tych zmian (niedokończonych, zapowiedzianych, nieprzeprowadzonych lub wręcz przeciwnie – nagłych i już dziejących się) jest ostatnio sporo wokół mnie.

Jest jednak coś, co się nie zmienia i jest najpewniejszą stałą w moim życiu: Boże Ciało. I tego się trzymam. Jestem szczęśliwa, że mogę je codziennie przyjmować. Moje życie się zmienia, warunki, sytuacje, ludzie i okoliczności, ale nie zmienia się to, co najważniejsze i stałe: Niezmienny.

Nowe życie jest cudem

Tagi

, , , ,

Fot. Danuta Kamińska

Wcześnie rano, rozkładając na podkładkach w kuchni drobne niespodzianki dla naszej piątki pociech, śpiących jeszcze o tej porze, pomyślałam o tym, jaki wielkim cudem jest każde z nich, dzieci.

Pamiętam, że kiedy były zupełnie małe, przypadkowo natrafiłam na tekst mówiący o tym, że Bóg powierza rodzicom swój cenny skarb, prosząc, by się nim przez  jakiś czas zaopiekowali. Tym skarbem Boga jest dziecko.

To prawda – dzieci nie są naszą własnością, tylko przez pewien czas są z nami. Potem, choć nie mieszkają już z nami, nosimy je nadal. Już nie na rękach, ale wciąż w naszych sercach.

Każde z nich jest inne, każde drogocenne.

Należą do Boga. Są w Jego dłoniach. I już na zawsze – w naszych myślach, słowach, w naszych modlitwach.

Dzień Mamy

Tagi

, , , , , , , , , , ,

Fot. Danuta Kamińska

Kolejny raz moje pociechy sprawiły, że łzy wzruszenia zamigotały w kącikach moich oczu. Tak bardzo kocham tę piątkę:)

I tak bardzo cieszę się z ich miłości do mnie.

W tym roku wyjątkowo świętowałam z dorosłym już dzieckiem – nasz najstarszy jest już pełnoletni, urodził się osiemnaście lat temu, właśnie w Dzień Matki.

Pamiętam dokładnie ten moment i to, jak mi wtedy mówiono, że syn zrobił mi najpiękniejszy prezent, rodząc się akurat tego dnia jako mój pierworodny.

Teraz, patrząc z perspektywy lat,  myślę że właśnie tego dnia zaczął się długi proces towarzyszenia mu, a potem kolejnym dzieciom, w drodze do samodzielności. Nie tylko zresztą do samodzielności, również w drodze wiary, bo krótko po narodzinach, każde z nich zostało ochrzczone, a jako maleńkie wdrożone do rodzinnego zwyczaju wspólnej rodzinnej modlitwy i czytania Słowa Bożego, do życia w atmosferze przepojonej wiarą i swobodnych rozmów o niej.

Jesteśmy w procesie, z Bożą pomocą stawiamy kolejne kroki na tej drodze. Raz jest cudownie, raz trochę mniej, ale najważniejsze, że jest między nami silna więź. Trudno wyrazić ją słowami. Kochać i być kochanym – to jest coś pięknego. Jestem szczęśliwa, że jestem mamą. :)

Przejdź do paska narzędzi