Kwiaty wśród skał

Tagi

, , , , , ,

Przygotowujemy kurs Nowe Życie w wersji online. Właściwie, to wersja jest już gotowa, ale teraz to my się przygotowujemy, by ją zrealizować, by poprowadzić ten ewangelizacyjny kurs na platformie zoom.

Nie istnieje teraz możliwość, by spotkać się z uczestnikami na żywo, twarzą w twarz, bez pośrednictwa ekranu, ale trudne sytuacje są przecież wyzwaniem, a nie problemem. Przy takim podejściu, zamiast załamywania rąk, powstają nowe rozwiązania, otwiera się nowa przestrzeń. W tym wypadku – wirtualna.

Przygotowując się, korzystamy z kontaktu z tymi, którzy już weszli na tę ścieżkę – ewangelizacji poprzez ekran – i jesteśmy im bardzo wdzięczni, że przetarli nam szlak.

Teraz to w nas, prowadzących, potrzeba, by się coś zadziało, zmieniło, przygotowało. To jest inna posługa niż jeszcze kilka miesięcy temu.

Ostatni kurs w tradycyjnej formie (z dziedziny duchowości, biblijny, o relacjach) prowadziliśmy jesienią. Choć byliśmy w maseczkach i utrzymywaliśmy dystans społeczny, dezynfekowaliśmy dłonie i powierzchnie w pomieszczeniach, to jednak niewiele różnił się on od wcześniejszych pod względem form przekazu i form kontaktu.

Teraz zobaczymy tylko „okienka”…  Ale w nich przecież będą twarze tych, którzy razem z nami przeżyją tę przygodę, ten czas zatrzymania, refleksji, skupienia, radości i śmiechu.

Ufam, że w tym nowym doświadczeniu na skałach trudności zakwitną kwiaty, jak pisze o tym papież Franciszek w „Patris Corde”. Tam pojawia się ten obraz w nieco innym kontekście, ale dla mnie to tak bardzo przejmujący obraz, że towarzyszy mi od dłuższego czasu. W tym obrazie widzę zapowiedź tego, co może się wydarzyć w moim życiu, ale też w Kościele w tym właśnie czasie.

W tym, co jest twarde, ostre, szare, raniące – może zakwitnąć życie.  Nowe życie. Właśnie tam. To wszystko może zostać przemienione.

Amen!

***

„Niech się rozweselą pustynia i spieczona ziemia,
niech się raduje step i niech rozkwitnie!
Niech wyda kwiaty jak lilie polne,
niech się rozraduje, skacząc i wykrzykując z uciechy.
Chwałą Libanu ją obdarzono,
ozdobą Karmelu i Saronu.
Oni zobaczą chwałę Pana,
wspaniałość naszego Boga.
Pokrzepcie ręce osłabłe,
wzmocnijcie kolana omdlałe!
Powiedzcie małodusznym:
«Odwagi! Nie bójcie się!
Oto wasz Bóg, oto – pomsta;
przychodzi Boża odpłata;
On sam przychodzi, by zbawić was»”.

(Iz 35, 1-4)

Światło nadziei

Tagi

, , ,

Fot. Danuta Kamińska

Świat okrył się bielą. Lód zalega na daszku nad wejściem do naszego domu, powolutku topiąc się w dodatnich dziś już temperaturach. Minus dziewiętnaście stopni Celsjusza odchodzi w niepamięć, choć jeszcze wczoraj kilkunastostopniowy mróz był dla nas wielkim zaskoczeniem. W te jaśniejące bielą krajobrazy wpatruję się z ulgą.  Uspakajam myśli, wydłużam oddech.

Miesiąc przerwy od szkoły był dla mnie okazją do psychicznego odpoczynku. Nie dlatego, że się w niej uczę lub w niej pracuję – nie, uczą się moje dzieci. Zdalne nauczanie jednak nie jest chyba dla nikogo najlepszym rozwiązaniem, choć w tym czasie dla niektórych – jedynym. Od tego tygodnia jedno z naszych pociech wróciło do stacjonarnej nauki, pozostali trwają przed ekranami (z różnym skutkiem).  Ja też przed nim siedzę, ale zawodowo. (Chociaż oni już są w pewnym sensie też zawodowcami ; )

Za mną świętowanie razem z córeczką urodzin: życzenia, kwiaty, niespodzianki, prezenty i… plany na przyszłość. Ich realizacja jest jeszcze przede mną, ale co mogłam (w tym niepewnym czasie, pełnym znaków zapytania), już przemyślałam i wstępnie zaplanowałam. W tym roku jednak z dużą rezerwą podchodzę do sztywnych dat, kolejności wydarzeń czy spisów „co trzeba”. Wiem, że jeden podmuch pandemii może zmieść wszystkie misternie tworzone scenariusze.  Nawet zachęty przyjaciół, by wyjechać razem z nimi na wakacje traktuję z rezerwą. Nie dlatego, że nie mam ochoty na odrobinę słońca w doborowym towarzystwie, ale dlatego, że nie wiem, czy to, co ustalimy dziś, będzie miało zręby sensu za ponad pól roku. Mimo wszystko, gdzieś na dnie duszy, mam nadzieję.

Staram się nie koncentrować na tym, co niedoskonałe, co mogłoby wyglądać lepiej, nie szukam dziury w całym, a jednak, kolejny raz odkrywam moją kruchość.  Przeżywam na nowo to, co napisał papież Franciszek w „Patris Corde”: „Zbyt często myślimy , że Bóg polega tylko na tym, co w nas dobre i zwycięskie”.

Mierzę się z tym, jaką receptę wypisał (także dla mnie) w tym tekście Ojciec Święty:

„Czułość jest najlepszym sposobem dotykania tego, co w nas kruche. Wskazywanie palcem i osąd, który stosujemy wobec innych, są bardzo często oznaką naszej niezdolności do zaakceptowania własnej słabości, własnej kruchości. Jedynie czułość uchroni nas od dzieła oskarżyciela (por. Ap 12, 10).

Przyjście Jezusa między nas jest darem Ojca, aby każdy mógł się pojednać z rzeczywistością swojej historii, nawet jeśli jej do końca nie rozumie. Życie każdego z nas może zacząć się na nowo w cudowny sposób, jeśli znajdziemy odwagę, by przeżywać je zgodnie z tym, co mówi nam Ewangelia. I nie ma znaczenia, czy obecnie wszystko zdało się przybrać zły obrót i czy pewne rzeczy są teraz nieodwracalne. Bóg może sprawić, że kwiaty zaczną kiełkować między skałami.”

Piękne, prawda?

Światło nadziei przebija się przez ciemne chmury niepewności, bezsilności, słabości. Jest ktoś, Kto kocha mnie. Z moją słabością i kruchością. Amen.

***

„Po tym poznamy,
że jesteśmy z prawdy,
i uspokoimy przed Nim nasze serce.
A jeśli nasze serce oskarża nas,
to Bóg jest większy od naszego serca
i zna wszystko.”

(1 J 3, 19-20).

 

Chciał

Tagi

, , ,

Fot: Danuta Kamińska

Przede mną jeszcze kilka dni tego dobrego:  łapię oddech podczas ferii. Mam sporo pracy, ale dzieci nie chodzą do szkoły, a śnieg sprzyja wspólnym wyjściom na świeże powietrze. Spotkania rodzinne i z przyjaciółmi sprawiają, że kolory wokół są jakby intensywniejsze, słońce świeci chyba jaśniej, a biały puch wydaje się być piękniejszy niż zwykle.

Podsumowuję kolejny rok mojego życia – za kilka dni przypadają moje urodziny. Tym razem  wyprawiam je z córeczką (obie jesteśmy ze stycznia), by nie mnożyć imprez, by wykorzystać to, że dziadkowie mogą w końcu do nas zajrzeć, że czują się lepiej. Patrzę więc na świeży śnieg i biegnę myślami do tego, co wydarzyło się w czasie ostatnich dwunastu miesięcy od poprzednich moich urodzin. Dziękuję Bogu za wszystko. Szczególnie za to, że mam swoje miejsce na ziemi – fizycznie i emocjonalnie. Że mam korzenie, że drzewo mojego życia szumi w chórze z innymi drzewami, że słońce miłości i życzliwości dodaje mi sił, by przeżyć kolejny dzień, że czerpię soki z najlepszego z duchowych źródeł. Że po prostu żyję.

Co roku ten dzień jest dla mnie wyjątkowy. Od pewnego czasu w ten właśnie dzień skupiam się na tym, że moje życie ma wartość. Niezależnie od cudzych opinii czy słów – ma ono wartość. Niezależnie od sukcesów czy osiągnięć, niezależnie od tego, czy moje plany są w fazie wykluwania się czy realizacji. Niezależnie od tego, czy bilans jest na plus czy na minus. Bóg chciał, bym istniała i to jest myśl, która bardzo mnie cieszy.

Dziękuję za ludzi, których spotykam, za bogactwo jakim jest inny człowiek. Nieplanowane spotkania, zaskakujące zwroty akcji,  sprawy przyjmujące nie do przewidzenia obrót. Boża ręka w moim życiu. Nie do przecenienia :)

***

„Panie, przenikasz i znasz mnie,
Ty wiesz, kiedy siadam i wstaję.
Z daleka przenikasz moje zamysły,
widzisz moje działanie i mój spoczynek
i wszystkie moje drogi są Ci znane.
Choć jeszcze nie ma słowa na języku:
Ty, Panie, już znasz je w całości.
Ty ogarniasz mnie zewsząd
i kładziesz na mnie swą rękę.” (Ps 139, 1-5)

Mgła na początek

Tagi

, , ,

Fot. Danuta Kamińska

Numer domu miga jak stroboskop, ale mgła jest tak gęsta, że nawet nie silę się na odczytanie poszczególnych cyfr umieszczonych na bloku. Nie jest mi to zresztą potrzebne – nie idę do nikogo w odwiedziny, tylko po zakupy. Wszystko toczy się według ustalonego schematu: dezynfekcja rąk, nałożenie ochronnych rękawiczek, chwycenie sklepowego koszyka i krótka pogawędka ze sprzedawcą. Po wyjściu rozglądam się znów wokoło – wszystko zanurzone jest w gęstym mleku. Bardzo lubię prowadzić samochód, ale w tej chwili nie czuję się pewnie za kierownicą. Jadę powoli, precyzyjnie i w spowolnionym tempie wykonując każdy manewr.

Docieram na miejsce, ale wrażenie poruszania się w księżycowej poświacie mnie nie  opuszcza. Kilka dni później oglądam go na wystawie fotografii zorganizowanej w pobliskiej bibliotece. Księżyc. Jest cudny. Mam wrażenie, że to czyjaś twarz, a nie naturalny satelita Ziemi. Tak bardzo brakowało mi przez ostatnie miesiące kontaktu z kulturą: wizyty w teatrze, wyjścia do opery. Jeszcze długo tego nie zaznam, ale ta wystawa jest namiastką tego, za czym tęsknię. Zdjęcia są klimatyczne i – co ważne – ukazują miejsca, w których przebywam na co dzień, ale uchwycone w kadrze w  artystyczny, zaskakujący sposób.

 

Początek  roku, choć we mgle, przynosi dobre wieści. Chwila oddechu na świeżym powietrzu może być powodem do radości dla kogoś, kto prawie miesiąc przebywał w domu zmagając się z poważną chorobą. Tę radość słyszę dziś w głosie bliskiej osoby i czuję ogromną ulgę. Kilka kroków, z trudem pokonany krótki odcinek drogi – to wielki wyczyn! A do tego perspektywa spotkania niebawem – dzieci ucieszą się pewnie najbardziej : )

Życzę nam wszystkim, by 2021 rok był czasem łaski, światła i nadziei!

Wszystkiego dobrego!

***

„Była światłość prawdziwa,
która oświeca każdego człowieka,
gdy na świat przychodzi.
Na świecie było [Słowo],
a świat stał się przez Nie,
lecz świat Go nie poznał.
 Wszystkim tym jednak, którzy Je przyjęli,
dało moc, aby się stali dziećmi Bożymi,
tym, którzy wierzą w imię Jego.” (J 1, 9-10.12)

Stare z nowym

Tagi

, , ,

fot. Danuta Kamińska

Jednak ujemny. Uff. Tak czułam, ale kwarantannę musiałam odbyć, niezależnie od swoich odczuć. Tym razem to jakiś wirus bez korony, choć osłabiający mocno.

Jaki dostałam prezent na święta? Najpiękniejszy: Jezusa w Komunii – mój mąż, który jest szafarzem, mi Go przyniósł. To były inne święta, pod każdym względem, ale Jezus ten sam – na szczęście!

Kończy się stary rok i za chwilę rozpoczyna nowy. Nic nie planuję, ale czuję się w tym nieplanowaniu spokojna. Kalendarz z wytłoczoną na okładce liczbą 2021 leży koło mnie. Zerkam na niego, ale nie biorę na razie do rąk. Chcę przeżyć do końca stary rok, nie wyprzedzać niczego.

Pojutrze przyjeżdżają przyjaciele z dziećmi.  Jak co roku zanocują. Cieszę się i jestem wdzięczna, że niektóre rzeczy są takie same, jak zawsze. Ale doceniam też to, co jest nowe, niespodziewane, jak ostatni wigilijny wieczór– zupełnie inaczej przeżywany w tym roku przeze mnie.

Za wszystko dziękuję. Także za to, czego nie rozumiem w pełni. Nie wszystko muszę zrozumieć.

Biegnę myślą do tych, co się źle mają, także z rodziny, także na duchu.

Bądź ich pomocą, Panie!

Amen.

***

„Ja go wybawię, bo przylgnął do Mnie;
osłonię go, bo uznał moje imię.
Będzie Mnie wzywał, a Ja go wysłucham
i będę z nim w utrapieniu,
wyzwolę go i sławą obdarzę.
Nasycę go długim życiem
i ukażę mu moje zbawienie.” (Ps 91, 14-16)

 

Na zielono

Tagi

, , ,

Fot. Danuta Kaminska

To kolor nadziei. Owszem,  święta nie będą białe (u nas przynajmniej), ale właśnie „zielone”, ja jednak ten kolor przywołuję w tym tygodniu w innym kontekście.

Cieszę się tym wszystkim, co jest dobre, nawet najmniejszymi okruchami tego dobra. Zbieram je i pozwalam, by wypełniły słodyczą moje wnętrze, podobnie jak okruszki świątecznego ciasta, gdy rozpływają się w ustach i przywołują na pamięć czasy, gdy płazem uchodziło łasowanie.

Pieczenie świątecznych pyszności przede mną, ale słodycz to przecież nie tylko cukier. To wewnętrzne ciepło, uśmiech, dobre słowo, troska, przyjaźń.

Wczoraj byłam na pogrzebie, a w nocy (przez jej część) nie spałam, czekając na wieści od bliskiej osoby, która ciężko przechodzi COVID-19. Plany, które pokrzyżowała pandemia, odwołane spotkania rodzinne i te z przyjaciółmi – to wszystko jest jak wielka deszczowa chmura, która rozciąga się właśnie nad naszą miejscowością. Jednak nawet w tym ciemnym, błotnistym dniu nie gaśnie we mnie nadzieja ani ufność. Nadal patrzę na świat zielonymi oczami : )

Te najbliższe dni właśnie tak chcę przeżywać: z nadzieją w sercu. Święta inne niż wszystkie, ale takie same, bo z głównym Bohaterem tym samym na wieki : ))

Jest już blisko, już nadchodzi!

Wszystkiego dobrego!

 

***

„Oto on! Oto nadchodzi!
Biegnie przez góry,
skacze po pagórkach.
Umiłowany mój podobny do gazeli,
do młodego jelenia.
Oto stoi za naszym murem,
patrzy przez okno,
zagląda przez kraty.”(Pnp 2, 8-9)

„Oto nadchodzi z obłokami,
i ujrzy Go wszelkie oko.” (Ap 1, 7a)

 

 

Na różowo

Tagi

, , ,

Fot. Danuta Kamińska

Trzecia niedziela Adwentu – na różowo. Podobnie jak w Wielkim Poście – czwarta, też na różowo. Ten kolor to połączenia fioletu z bielą. Moi synowie ministranci zazwyczaj wtedy mówią, że dobrze, że tylko ornat ma być różowy, bo oni by tego koloru na sobie nie przeżyli ; )

W tym roku mamy różową dekorację świątecznych pierników domowej roboty. Kto się z niej najbardziej cieszy? Nasza córeczka, oczywiście!

Jednak nie o kolorze – w sensie dosłownym – chcę dziś napisać, ale o radości i wytchnieniu, jaki ta barwa symbolizuje. Myślę sobie, że to połączenie fioletu (pokuty, trudów, oczekiwania, tęsknoty) i bieli (radości, świętowania, spełnionej tęsknoty) to właśnie nasze codzienne życie. To w nim się przeplata wszystko, co wymieniłam wyżej. Oczywiście dla codzienności też jest zarezerwowany odpowiedni kolor w liturgicznej symbolice – to zielony, a okres, w którym ten kolor obowiązuje nazywany jest „zwykłym”, jednak dla mnie żaden czas nie jest zwykły.  Zostawmy na chwilę liturgię. Niedawno wpadł mi w ręce tekst odczytu noblowskiego Wisławy Szymborskiej. Cytuję słowa, które mnie zatrzymały na dłużej: „ Wszyscy używamy określeń „zwykły świat”, „zwykłe życie”, „zwykła kolej rzeczy”. Jednak (…) nic już zwyczajne i normalne nie jest.” Pomyślałam sobie, że zwłaszcza ostatnio są one (te słowa) bardzo  aktualne. Zwykłe przeziębienie może okazać się czymś zupełnie innym. Dlatego każda informacja o złym samopoczuciu naszych starszych rodziców przywodzi nam na myśl z mężem pytanie o koronawirus i o to, czy będą oni w stanie znieść bez trwałego uszczerbku zarażenie nim, nie mówiąc już o tym, czy… Nie dokończę.

Ale też „nic już zwyczajne nie jest” w takim znaczeniu, że (przynajmniej mnie) najzwyklejsze rzeczy skłaniają do radości, a zwyczajne sytuacje stają się okazją do okazania wdzięczności. Doceniam to, co zwykłe. Jeszcze bardziej niż kiedykolwiek. Dziękuję Bogu, że dzieci są zdrowe, że mamy dach nad głową, że mamy w co się ubrać i co zjeść. Uczę się czasem machnąć ręką na to, co nieistotne (nie wiem, jak dla innych, ale dla mnie nie zawsze jest to takie łatwe) i cieszyć się z drobiazgów.

Ostatnio też odkrywam ogromną cierpliwość Boga. Mojej mi czasem brakuje. Papież niedawno napisał o tym bardzo poruszające słowa, którymi podzieliłam się z kilkoma osobami z naszej wspólnoty: „Zbyt często myślimy, że Bóg polega tylko na tym, co w nas dobre i zwycięskie, podczas gdy w istocie większość Jego planów jest realizowana poprzez nasze słabości i pomimo nich.”(…) „Jeśli taka jest perspektywa ekonomii zbawienia, to musimy nauczyć się akceptować naszą słabość z głęboką czułością”. („Patris Corde”, papież Franciszek) Prawda, że PIĘKNE?

Na różowo więc wchodzę w kolejny tydzień – może nie w różowych okularach, ale z radością i wytchnieniem. Tego życzę także Tobie : )

***

„Radujcie się zawsze w Panu; jeszcze raz powtarzam: radujcie się! Niech będzie znana wszystkim ludziom wasza wyrozumiała łagodność: Pan jest blisko! O nic się już zbytnio nie troskajcie, ale w każdej sprawie wasze prośby przedstawiajcie Bogu w modlitwie i błaganiu z dziękczynieniem! A pokój Boży, który przewyższa wszelki umysł, będzie strzegł waszych serc i myśli w Chrystusie Jezusie.” (Flp4, 4-7)

Na fioletowo

Tagi

, , ,

Fot: Danuta Kamińska

Co ma wspólnego Adwent z Wielkim Postem? To pytanie nasunęło mi się, gdy kładłam się po pełnym wrażeń dniu, a sprowokowało je z pozoru niewiele znaczące wydarzenie. Otóż w  wczoraj wieczorem zaskoczyła mnie nasza najmłodsza pociecha, gdy otulona kołderką, zadała mi niecierpiące zwłoki pytanie: „Dlaczego ci ludzie zabili Boga na krzyżu?” Już głaskałam ją do snu, już prawie spała, a tu nagle takie zmartwienie w głosie i otwarte z przejęcia szeroko oczy.  Nie wiem, czy w odpowiedni sposób wyjaśniłam niepokojącą ją kwestię, ale rano zarzuciła mi na szyję swoje małe rączki, przytuliła  się mocno i uśmiechając się, powiedziała: „Wiem, że Pan Bóg stworzył nas wszystkich i ludzi w innym kraju też”. Potwierdziłam jej intuicję i dopowiedziałam jeszcze kilka słów o Bożej Miłości.

Zastanawiałam się, dlaczego akurat teraz zadała to pytanie, przecież to nie Wielki Post. Jej ciut starszy brat przed Wielkanocą niepokoił się o los Pana Jezusa, musieliśmy go nawet zapewniać, że wszystko się dobrze skończyło, że jednak zmartwychwstał.  Ale teraz jest Adwent, nie pojawiają się w naszych rozmowach przy stole i przy zasypianiu tematy pasyjne – raczej  roratnie ; )

Nie wiem i pewnie się nie dowiem, co sprowokowało naszą córeczkę do postawienia tego pełnego napięcia pytania, ale ono przywiodło mi na myśl inne, całkiem niedziecinne.  Jak to jest, że wiara tych maluchów jest taka prosta i żywa, a nas, dorosłych tematy, które są dla maluchów tak istotne – nie poruszają wcale albo ewentualnie tylko troszeczkę. Patrząc na dzieci, dziękuję Bogu, że to wszystko jest dla nich takie świeże, nowe, z przejęciem poznawane, że stawiają pytania, chcą się dowiedzieć, nie poprzestają na tym, co już wiedzą i znają, czego doświadczyły, co przeżyły i poznały. Gdy patrzę na nas, dorosłych, tendencja jest często odwrotna, można ją ująć jako krótkie: „dajcie mi wszyscy święty spokój”.

Chcę przeżyć ten kolejny tydzień na fioletowo: odkryć, że w mojej codzienności ukryte są niespodzianki Boga, że mogę dać się Jemu zaskoczyć i – przede wszystkim, że mogę Go wyczekiwać. Ze skruszonym sercem, z otwartym umysłem i wielką nadzieją. Fiolet to liturgii kolor pokuty, ale i oczekiwania. Pamiętam, że kiedyś dekoracje adwentowe były tylko fioletowe, teraz to się trochę pozmieniało. Ale szaty liturgiczne nadal są fioletowe i w Wielkim Poście, i w Adwencie. Ten kolor jest wspólny dla obu tych okresów, ale myślę, że nie tylko to je łączy. Dla mnie i jeden, i drugi czas to okazja do zatrzymania i refleksji. To czas odprawiania przeze mnie rekolekcji, ale też większego wsłuchania w to, co wokół, bo nawet przez usta dzieci i niemowląt Bóg może przemówić, skoro posłużył się kiedyś oślicą Balaama. Skoro chciał urodzić się w tak „marnym” miejscu, to każde miejsce może być pełne Jego obecności, nie tylko to całe w złoceniach i antykach. Może być ze mną w kuchni, przy komputerze, przy łóżku córeczki.

Ufam, że i tym razem, w tym „fioletowym czasie”, jest szansa także dla mnie na nawrócenie, na zmianę, na skruszenie tego, co już się „zastało”, stwardniało we mnie, obrosło rdzą. Liczę na to!

***

„Lecz Pan czeka, by wam okazać łaskę,
i dlatego stoi, by się zlitować nad wami,
bo Pan jest sprawiedliwym Bogiem.
Szczęśliwi wszyscy, którzy w Nim ufają!

Albowiem tak mówi Pan Bóg, Święty Izraela:
«W nawróceniu i spokoju jest wasze ocalenie,
w ciszy i ufności leży wasza siła.” (Iz 30, 15a.18)

Na biało

Tagi

, , ,

Fot: Danuta Kamińska

Marzenie się spełniło. W piątek wieczorem podczas wspólnej modlitwy nasz ośmioletni synek przeczytał fragment ze Starego Testamentu o potędze Boga i o tym, jak ona się objawia w pięknie stworzenia. Zamarzyło mi się zobaczyć na żywo to, o czym mówi ten biblijny tekst (Syr 43, 18-20). I udało się. Pojechaliśmy, by zacząć Adwent na biało. Dwie i pół godziny drogi stąd na szczycie góry (niezbyt wysokiej) podziwialiśmy scenerię jak z bajki. Tak dużo napadało śniegu, tak cicho było na szlaku! Młodsze dzieci zjeżdżały na sankach i jabłuszkach, starsze prowadziły bitwy na śnieżki, my z mężem mogliśmy chwycić się za ręce i chłonąć białe zimowe krajobrazy: zamarznięty stawek, ośnieżone sosny, maleńki drewniany mostek, cały w białym puchu. Odetchnęłam.  Wróciliśmy tego samego dnia, zjedliśmy w drodze obiad na wynos, zachowując wszystkie sanitarne zalecenia, ale poczuliśmy się wolni i trochę bardziej wypoczęci niż zazwyczaj po całym tygodniu pracy (i zdalnej nauki).

W domu upiekliśmy pierniki (to nasza rodzinna tradycja, że pieczemy je w pierwszą niedzielę Adwentu), zapaliliśmy pierwszą świecę na adwentowym wieńcu, a najmłodsze nasze pociechy wycięły serduszka na roraty. Od dobrych znajomych z innej części Polski dostaliśmy zdjęcia ich pociech, szykujących na rano własnoręcznie zrobione lampiony. Zaczął się. Ten wyjątkowy czas. U nich i u nas na biało, ale przede wszystkim: zaczął się nie ze ściśniętym sercem, nie z żalem, że jest inaczej, niż w poprzednie lata. Zaczął się z nadzieją, z ufnością, z pogodą ducha, na przekór okolicznościom.

Spisaliśmy jak co roku postanowienia adwentowe na wspólnej kartce. Opowiadamy sobie o nich co dzień przy kolacji. Wczoraj jedno z dzieci powiedziało: „Mamo, masz plusa!”, gdy opowiadałam, nad czym w tym roku pracuję. Uśmiechnęłam się szeroko. Ja bym sobie pełnego plusa  nie dała, najwyżej taki z kropką albo plus z minusem, ale przecież nie ma to większego znaczenia. Jesteśmy razem w tych adwentowych wyzwaniach i zmaganiach. Nie o perfekcjonizm chodzi, ale otwarcie szerzej serca: na siebie nawzajem i na Miłość, która mimo pandemii PRZYCHODZI.

***

„Rozrzuca On śnieg jak osiadające ptaki,
a jego opad jak chmara szarańczy.
Piękność jego bieli zadziwia oko,
a takim opadem zachwyca się serce.

On szron jak sól rozsiewa po ziemi,
który marznąc jeży się ostrymi kolcami.
 Gdy mroźny wiatr północny zawieje,
ścina się lód na wodzie
i kładzie się na całym zbiorniku wód,
przyodziewając go jakby pancerzem.

Wiele moglibyśmy mówić, ale do końca byśmy nie doszli,
zakończeniem zaś mów niech będzie: «On jest wszystkim!»4
Jeżeli zechcemy jeszcze Go chwalić, gdzie siłę znajdziemy:
Jest On bowiem większy niż wszystkie Jego dzieła.” (Syr 43, 18-20.27-28)

Mróz maluje

Tagi

, ,

Fot. Danuta Kamińska

Wczesny ranek. Na zewnątrz szron i delikatna mgła, na oknach koronkowa robota mrozu – kwiaty, gwiazdy i  inne ornamenty. Zdążam je zobaczyć, zanim roztopi je słońce. Wracam myślami do czasów dzieciństwa, które spędziłam u podnóża gór. Zimy były z siarczystym mrozem, opady śniegu konkretne. Pamiętam, że jednego roku zamknięto nawet szkoły z powodu bardzo niskich temperatur i ogromnej ilości białego puchu. Nie było wtedy zdalnego nauczania – mieliśmy po prostu wolne. Nie pamiętam już jak długo to trwało, ale dla mnie, dziecka wtedy, był to bardzo radosny czas. Do ciemnego zjeżdżaliśmy z górki przed domem, wracaliśmy przemoczeni od ciągłego wskakiwania w zaspy. Na kaloryferach suszyły się potem kombinezony, kurtki, rękawice, buty i czapki. Ciężkie sanki wciągaliśmy na trzecie piętro bez większego narzekania. Umawialiśmy się z dziećmi z naszego bloku na kolejny dzień na bitwę na śnieżki.

Gdy widzę we wspomnieniach niebieskawą poświatę i skrzące się kryształki lodu, odczuwam od razu też atmosferę beztroski, jaka nam wtedy towarzyszyła.

Na parterze mieszkała wielodzietna rodzina – nasza baza i ostoja. Gdy któreś z nas zapomniało klucza, wiedzieliśmy, że tam możemy iść jak w dym: zawsze ktoś nas przyjmie, nakarmi, ogrzeje, powie dobre słowo, posadzi przy dużym stole i zadba, by wszystko było dobrze. Przypominam sobie chwile tam spędzone i widok z ich okna. Gorące mleko i świeże bułeczki. I niezwykłe ciepło w spojrzeniu, jakim nas obdarzało to małżeństwo, poczucie bezpieczeństwa i spokoju, jakie nam dawali. Zabawy z ich dziećmi, śmiech i zrobione z niczego zabawki: te ze sznurka, kapsla, kawałka szkła, plasteliny, gruzu, drutu… Teraz takich nie ma : )

I piękne malunki na szybach. Większe, niż te dziś przeze mnie uchwycone.

Cieszę się, że mam do czego wracać we wspomnieniach. I cieszę się, że moje dziś, to też materiał na miłe wspomnienia. Już nie jest tak beztrosko i bezpiecznie. Ale mróz nadal maluje…

***

„Na ziemię zsyła swoje orędzie,
mknie chyżo Jego słowo.
On daje śnieg niby wełnę,
a szron jak popiół rozsiewa.
Ciska swój grad jak okruchy chleba;
od Jego mrozu ścinają się wody.” (Ps 117, 15-17)

Przejdź do paska narzędzi