Niespodzianka

Tagi

, , , , , , , , , , ,

Fot. Danuta Kamińska

Wróciłam do domu z mężem ze spaceru, a tam zastałam miłą niespodziankę: córeczka przygotowała nam deser – owocowy uśmiech.

Tych miłych niespodzianek w ostatnim czasie jest więcej. Nasz najstarszy syn, już pełnoletni, miło zaskakuje nas swoją samodzielnością i odpowiedzialnością. To dla nas wielka radość widzieć, jak podejmuje dobre decyzje, jak rozsądnie postępuje jako dorosły już człowiek.

A w miniony weekend mieliśmy innego rodzaju niespodziankę. W pewnym sensie była to „spodziewajka”, bo o świętowaniu trzydziestolecia mowa była od dawna w naszej wspólnocie, a przygotowania szły pełną parą. Jednak tym razem mam na myśli coś innego niż tylko ludzkie wysyłki. Niespodzianką było dla mnie to, jak dobrze przebiegła ta impreza plenerowa i jak dobrze czułam się w tej około dwustuosobowej grupie. Zazwyczaj źle znoszę przebywanie w tłumie, unikam tego. Ale tym razem nie czułam się przytłoczona – otaczały mnie znajome twarze, cudownie rozmawiało mi się z ludźmi, z którymi tak wiele mnie łączy.

I kolejna niespodzianka, także podczas tego sobotniego świętowania, to Boże uzdrowienie, które dotknęło tak wielu z nas podczas prowadzonej na koniec modlitwy. Niektóre świadectwa usłyszałam od razu, na miejscu, inne składane były nieco później.

Bóg jest dobry i nie przestaje działać. Jemu chwała.

 

Boże Ciało

Tagi

, , , , , , , , , , , , ,

Fot. Danuta Kamińska

Jak dobrze, że mogłam te kilka dni spędzić w domu, z moimi bliskimi. Młodsze dzieci pluskały się w jeziorze, starsze były na czuwaniu na Lednicy i na wycieczce rowerowej.
Miałam chwilę oddechu. Czytałam, gotowałam, sprzątałam, rozmawiałam i spacerowałam z mężem. Uczyłam się hiszpańskiego, ustalałam szczegóły formacji z naszym liderem, dzwoniłam do moich rodziców, komunikowałam się z moim bratem w Nowej Zelandii. Cieszyłam się tym wolnym czasem, choć gdzieś z tyłu głowy kołatała mi się myśl o zmianach: o niektórych dowiedziałam się na krótko przed długim weekendem, o innych w jego trakcie.

Najpewniejszą stałą w życiu jest zmiana – lubi żartować mój kolega z pracy. Nadal nie wiemy, co dla nas oznaczają przetasowania na redakcyjnym korytarzu, ale zajmujemy się swoimi zadaniami, a nie snuciem baśniowych scenariuszy. W końcu się to przecież wszystko wyjaśni.

Tych zmian (niedokończonych, zapowiedzianych, nieprzeprowadzonych lub wręcz przeciwnie – nagłych i już dziejących się) jest ostatnio sporo wokół mnie.

Jest jednak coś, co się nie zmienia i jest najpewniejszą stałą w moim życiu: Boże Ciało. I tego się trzymam. Jestem szczęśliwa, że mogę je codziennie przyjmować. Moje życie się zmienia, warunki, sytuacje, ludzie i okoliczności, ale nie zmienia się to, co najważniejsze i stałe: Niezmienny.

Nowe życie jest cudem

Tagi

, , , ,

Fot. Danuta Kamińska

Wcześnie rano, rozkładając na podkładkach w kuchni drobne niespodzianki dla naszej piątki pociech, śpiących jeszcze o tej porze, pomyślałam o tym, jaki wielkim cudem jest każde z nich, dzieci.

Pamiętam, że kiedy były zupełnie małe, przypadkowo natrafiłam na tekst mówiący o tym, że Bóg powierza rodzicom swój cenny skarb, prosząc, by się nim przez  jakiś czas zaopiekowali. Tym skarbem Boga jest dziecko.

To prawda – dzieci nie są naszą własnością, tylko przez pewien czas są z nami. Potem, choć nie mieszkają już z nami, nosimy je nadal. Już nie na rękach, ale wciąż w naszych sercach.

Każde z nich jest inne, każde drogocenne.

Należą do Boga. Są w Jego dłoniach. I już na zawsze – w naszych myślach, słowach, w naszych modlitwach.

Dzień Mamy

Tagi

, , , , , , , , , , ,

Fot. Danuta Kamińska

Kolejny raz moje pociechy sprawiły, że łzy wzruszenia zamigotały w kącikach moich oczu. Tak bardzo kocham tę piątkę:)

I tak bardzo cieszę się z ich miłości do mnie.

W tym roku wyjątkowo świętowałam z dorosłym już dzieckiem – nasz najstarszy jest już pełnoletni, urodził się osiemnaście lat temu, właśnie w Dzień Matki.

Pamiętam dokładnie ten moment i to, jak mi wtedy mówiono, że syn zrobił mi najpiękniejszy prezent, rodząc się akurat tego dnia jako mój pierworodny.

Teraz, patrząc z perspektywy lat,  myślę że właśnie tego dnia zaczął się długi proces towarzyszenia mu, a potem kolejnym dzieciom, w drodze do samodzielności. Nie tylko zresztą do samodzielności, również w drodze wiary, bo krótko po narodzinach, każde z nich zostało ochrzczone, a jako maleńkie wdrożone do rodzinnego zwyczaju wspólnej rodzinnej modlitwy i czytania Słowa Bożego, do życia w atmosferze przepojonej wiarą i swobodnych rozmów o niej.

Jesteśmy w procesie, z Bożą pomocą stawiamy kolejne kroki na tej drodze. Raz jest cudownie, raz trochę mniej, ale najważniejsze, że jest między nami silna więź. Trudno wyrazić ją słowami. Kochać i być kochanym – to jest coś pięknego. Jestem szczęśliwa, że jestem mamą. :)

Idźcie

Tagi

, , , , , , , , , ,

Fot. Danuta Kamińska

Dzisiaj znowu wyjdziemy na ewangelizację od drzwi do drzwi. Włączamy się jak co roku w Misję Talitha kum jako wspólnota.

To jest za każdym razem inne doświadczenie, bo za każdym razem spotykamy innych ludzi.

Towarzyszą mi dziś słowa z Księgi Jeremiasza: „Nie lękaj się ich, bo jestem z Tobą, by cię chronić – wyrocznia Pana” (Jr 1, 8). Piękna i umacniająca na duchu obietnica.

 

Pielgrzymka

Tagi

, , , , , , , ,

Fot. Danuta Kamińska

Byłam wczoraj z naszą córeczką w Narodowym Sanktuarium św. Józefa na pielgrzymce dzieci pierwszokomunijnych i ich rodziców.

Usłyszałam tam ważne słowa, zaraz po wejściu do kaplicy bocznej, w której znajduje się obraz Świętej Rodziny.

Ksiądz kustosz, opowiadając historię tego miejsca, wspominał, że kiedyś proszono przed tym obrazem o uzdrowienie fizyczne (na przykład z paraliżu – tak został uzdrowiony  główny bohater jego opowieści z zamierzchłych czasów). Przede wszystkim modlono się właśnie o uzdrowienie z nieuleczalnych w tamtych czasach chorób i niedomagań.

Dzisiaj natomiast, kontynuował swoją opowieść kustosz, ludzie przyjeżdżają do tego miejsca, by prosić o rozwiązanie trudnych spraw: o uratowanie małżeństwa, o naprawienie relacji w rodzinie, wychowanie dzieci w wierze. I również dzieją się cuda. Teraz z takimi rzeczami przyjeżdżają pielgrzymi, zaznaczył.

Pomyślałam od razu o intencjach, z którymi przyjechałam, niosąc w sercu bliskich – rodzinę, przyjaciół, znajomych. Rzeczywiście, w większości dotyczyły one trudnych spraw, w mniejszym stopniu fizycznych niedomagań.

To chyba taki znak czasu. Medycyna się rozwija, na wiele pytań ma już trafne odpowiedzi (nie na wszystkie), ale kwestia relacji i trudności w rodzinach, ich rozbicia i pokaleczenia jest chyba teraz najpilniejszą intencją, tak to postrzegam.

Zwłaszcza, że w drodze do i z powrotem słuchałam opowieści jednej z uczestniczek tej pielgrzymki – opowieści pełnych nadziei, ale i bardzo trudnych doświadczeń.

Niech św. Józef wyprasza nam cud przemiany serc. Amen.

Pan nas schował

Tagi

, , , , , , ,

Fot. Danuta Kamińska

Biały tydzień. Środek kazania dialogowanego i nagła zmiana scenerii: wnętrze kościoła zalega półmrok, a za oknami szaleje burza. Witraże zalane strugami deszczu, drzewa wyginane silnym podmuchem wiatru.
Dzieci, wszystkie w pięknych białych albach, zgłaszają się i odpowiadają do mikrofonu na zadawane przez księdza pytania, ale ja nie mogę się skupić. Moje myśli są teraz przy A., ktory jest niedaleko kościoła na treningu.
Słyszę, jak grzmi i te głośne pomruki burzy niepokoją mnie: myślę o tym, jak A. dotrze do domu, czy jest bezpieczny.
I wtedy przypomina mi się, jak kiedyś wahałam się, czy pozwolić mu iść na trening, bo prognozowane były silne opady deszczu. Powiedział mi wtedy: „Mamusiu, nie martw się, pan nas schowa”.
Patrząc przez kolorowe witraże na szalejacą na zewnątrz burzę, miałam wrażenie, jakbym znów słyszała głos: „Mamusiu, nie martw się, pan nas schowa”.

Wracałam z kościoła do domu trochę z duszą na ramieniu. Przywitał mnie A., uśmiechnięty i przemoczony. Chwycił moje dłonie i przycisnął do swoich policzków. Na moje pytanie, czy nic mu się nie stało, roześmiał się i powiedział: „Mamusiu, pan trener nas schował w budce, w takim domku na sprzęt sportowy”

„Pan nas schował” – ile razy już uchronił nas od skutków burzy szalejącej wokół nas: pandemii, wojny, zawirowań chorobowych, relacyjnych. Różne już burze przetoczyły się przez nasze życie. Ale Pan nas schował – ukrył w bezpiecznym miejscu i nie był to domek na sprzęt sportowy.

„Mamusiu, nie martw się”… : )

Nie ma

Tagi

, , , , , , , ,

Fot. Danuta Kamińska

Te dwa słowa („nie ma”) dały mi tak wiele radości w ostatnich dniach. Przygotowywałam się już mentalnie do operacji, która miała mieć miejsce w tym tygodniu, gdy podczas badania okazało się, że tej zmiany nie ma – zniknęła. I w związku z tym również nie ma operacji. Musiałam ochłonąć po tej informacji od lekarza.

Odezwałam się od razu do osób, które się modliły za mnie. Łzy szczęścia, uściski, głośno wypowiedzenie spontaniczne uwielbienie, okrzyki radości, wdzięczność Bogu. Piękne reakcje bliskich mi osób na ten zwrot akcji.

Dziękuję Bogu.
Za to, że dawał mi cały czas doświadczyć wewnętrznego pokoju, niezależnie od tego, co się działo.

„Nie ma” – potrzebowałam chwili, by to do mnie dotarło. Rano, zaraz po wyłączeniu budzika, wydawało mi się, że powinnam zaraz kompletować rzeczy do szpitala. Sięgając po Biblię, uświadomiłam sobie jednak, że nigdzie się nie wybieram i nie muszę się pakować.

Nie ma operacji.
Nie ma tej zmiany chorobowej.
Nie ma konieczności wycinania czegokolwiek.

Bogu dzięki!

Usłyszeć

Tagi

, , , , , , , , , , ,

Fot. Danuta Kamińska

Nasza najmłodsza pociecha przygotowuje się do Pierwszej Komunii Świętej, odlicza już dni. Pytałam ją przy tej okazji, czy słucha w swoim sercu, co mówią do niej Pan Jezus. Nie zdziwiło jej wcale to pytanie – bardzo podobne zadał dzieciom ks. proboszcz. Właściwie jest to pytanie najbardziej z oczywistych – przygotowując się do konferencji, którą mam wygłosić już niedługo dla dorosłych przygotowujących się do przyjęcia sakramentu bierzmowania, też zapisałam je sobie na kartce.

Byłam na spotkaniu z nimi w minioną sobotę. Doświadczenie inne niż wszystkie (I nie mówię o utopieniu pokrywki od czajnika w warniku i wyciąganiu jej szczypcami do grilla). Byłam z młodymi ludźmi tego poranka, siedzieliśmy razem przy stole, rozmawialiśmy i modliliśmy się, ale wiedziałam, że tylko część z nich jest tu, bo tego chce i poszukuje Boga w swoim życiu. Część – nie wiedziałam, kto z nich dokładnie – przychodzi tu w sobotnie poranki, by zdobyć zaświadczenie potrzebne do zostania chrzestnym lub chrzestną.

Nie zmienia to faktu, że było mi z nimi bardzo dobrze. Pośmiałam się trochę, posłuchałam ich historii, zadałam kilka pytań. Czułam się bardzo swobodnie w ich towarzystwie. Nie zdradziłam, że niedługo zobaczymy się znowu, że stanę po drugiej stronie sali. Najpierw potrzebowałam poznać ich trochę i to „trochę” już mi dużo powiedziało.

Jestem wdzięczna za to spotkanie. Słuchanie jest potrzebne. Mnie przynajmniej bardzo. Nie tylko na modlitwie (od tego zaczyna się wszystko), ale również w codzienności. Żeby usłyszeć Boga, trzeba Go słuchać – nie ma innego sposobu. Żeby usłyszeć (nie tylko) młodych ludzi (i być może choć odrobinę zrozumieć), trzeba słuchać. Inaczej się nie da : )
Oczywiste, ale wciąż do odkrywania.

Jesteś

Tagi

, , , , , , , ,

Fot. Danuta Kamińska

Szłam do lekarza. Skracałam sobie drogę, idąc przez tereny zielone, gdy w pewnym momencie na płytkach chodnikowych zauważyłam rysunek wykonany kolorową kredą. Zatrzymałam się. „To niemożliwe” – pomyślałam. Przyjrzałam się uważnie. Oczy mnie jednak nie myliły: to był obraz Jezusa Miłosiernego. W środku miasta, akurat na mojej drodze, u moich stóp, bym czasem nie przegapiła…

Wracając po wizycie u specjalisty, głowę miałam pełną myśli: operacja, kolejne badania, terminy. Próbowałam to wszystko sobie spokojnie poukładać. I znów zobaczyłam ten niezwykły rysunek na chodnikowych płytkach.

Uśmiechnęłam się szeroko: „Jezu, ufam Tobie. Jak dobrze, że jesteś przy mnie”.

Przejdź do paska narzędzi