Tagi

, , , , , , , , , , ,

Fot. Danuta Kamińska

Wróciłam do domu z mężem ze spaceru, a tam zastałam miłą niespodziankę: córeczka przygotowała nam deser – owocowy uśmiech.

Tych miłych niespodzianek w ostatnim czasie jest więcej. Nasz najstarszy syn, już pełnoletni, miło zaskakuje nas swoją samodzielnością i odpowiedzialnością. To dla nas wielka radość widzieć, jak podejmuje dobre decyzje, jak rozsądnie postępuje jako dorosły już człowiek.

A w miniony weekend mieliśmy innego rodzaju niespodziankę. W pewnym sensie była to „spodziewajka”, bo o świętowaniu trzydziestolecia mowa była od dawna w naszej wspólnocie, a przygotowania szły pełną parą. Jednak tym razem mam na myśli coś innego niż tylko ludzkie wysyłki. Niespodzianką było dla mnie to, jak dobrze przebiegła ta impreza plenerowa i jak dobrze czułam się w tej około dwustuosobowej grupie. Zazwyczaj źle znoszę przebywanie w tłumie, unikam tego. Ale tym razem nie czułam się przytłoczona – otaczały mnie znajome twarze, cudownie rozmawiało mi się z ludźmi, z którymi tak wiele mnie łączy.

I kolejna niespodzianka, także podczas tego sobotniego świętowania, to Boże uzdrowienie, które dotknęło tak wielu z nas podczas prowadzonej na koniec modlitwy. Niektóre świadectwa usłyszałam od razu, na miejscu, inne składane były nieco później.

Bóg jest dobry i nie przestaje działać. Jemu chwała.