Tagi
#choroba, #chrzescijanstwo, #codziennosc, #DanutaKaminska, #dobreslowo, #ewangelizacja, #miłość, #nowaewangelizacja, #odpoczynek, #relacje, #rodzina, #SNEPoznan, #swiadectwo, #wdzięczność, #wiara, #zdrowie, #zdrowiepsychiczne

Fot. Danuta Kamińska
Człowiek myśli, Pan Bóg kryśli – jak mawiała świętej pamięci babcia mojego męża. Miniony weekend i ten, biegnący właśnie, tydzień spędzam z dziećmi, chora. Nie pojechałam więc na rekolekcje wspólnotowe (w tym roku prowadzone wyjątkowo w formie kursu), a moje pociechy, też chore, nie dotarły tam, gdzie planowały – wszyscy wylądowaliśmy w swoich łóżkach.
Ale taki czas też jest potrzebny. Oczywiście choroba nie jest niczym miłym, ale kurowanie się wymaga zwolnienia tempa, zaakceptowania, że nie wszystko toczy się tak, jak zaplanowaliśmy, i łączy się z pewnego rodzaju unieruchomieniem. A to czasami jest dobre, „z pożytkiem doczesnym i wiecznym” dla chorującego. Tak przynajmniej jest właśnie w moim przypadku.
Wyszłam wczoraj na taras naszego domu i zachwyciłam się widokiem nieba. Po leżeniu w czterech ścianach błękit nade mną i biel obłoków wydały mi się wprost oszałamiająco piękne. Po raz kolejny dotarło do mnie, że oczywiste sprawy wcale nie są oczywiste: patrząc w niebo, doceniłam to, że otrzymałam następny dzień. Uczę się, czasem z mozołem, doceniać to, co jest, zamiast skupiać się na tym, czego nie ma.
Jeszcze na koniec podzielę się zaskakującym dla mnie doświadczeniem z początku tego tygodnia. Byłam na wizycie lekarskiej. Trochę mi zadrżał głos, gdy wspominałam o ostatnich, stresujących mnie bardzo sytuacjach, otarłam szybko nieproszoną łzę. Pani doktor po prostu chwyciła mnie za rękę w trakcie osłuchiwania. Potem, gdy się ubrałam, powiedziała kilka słów otuchy i położyła mi dłoń na ramieniu zanim wyszłam.
Moja dobra koleżanka, gdy jej o tym opowiedziałam, podsumowała to wydarzenie jednym zdaniem: Jak dobrze trafić na lekarza, który oprócz wiedzy ma także empatię w pakiecie. Zgadzam się z nią całkowicie.
Czasem tak niewiele trzeba, by pomóc komuś wstać. Odrobina uwagi, dobre słowo, gest i już mogę iść dalej, odzyskując powoli nadwątlone siły. Dzięki Bogu za takich ludzi. Na własny użytek nazywam ich aniołami w ludzkiej skórze.
