Tagi
#chrzescijanstwo, #codziennosc, #DanutaKaminska, #dobreslowo, #ewangelizacja, #PierwszaKomunia, #relacje, #rodzina, #zdrowiepsychiczne

Fot. Danuta Kamińska
Byłam wczoraj z naszą córeczką w Narodowym Sanktuarium św. Józefa na pielgrzymce dzieci pierwszokomunijnych i ich rodziców.
Usłyszałam tam ważne słowa, zaraz po wejściu do kaplicy bocznej, w której znajduje się obraz Świętej Rodziny.
Ksiądz kustosz, opowiadając historię tego miejsca, wspominał, że kiedyś proszono przed tym obrazem o uzdrowienie fizyczne (na przykład z paraliżu – tak został uzdrowiony główny bohater jego opowieści z zamierzchłych czasów). Przede wszystkim modlono się właśnie o uzdrowienie z nieuleczalnych w tamtych czasach chorób i niedomagań.
Dzisiaj natomiast, kontynuował swoją opowieść kustosz, ludzie przyjeżdżają do tego miejsca, by prosić o rozwiązanie trudnych spraw: o uratowanie małżeństwa, o naprawienie relacji w rodzinie, wychowanie dzieci w wierze. I również dzieją się cuda. Teraz z takimi rzeczami przyjeżdżają pielgrzymi, zaznaczył.
Pomyślałam od razu o intencjach, z którymi przyjechałam, niosąc w sercu bliskich – rodzinę, przyjaciół, znajomych. Rzeczywiście, w większości dotyczyły one trudnych spraw, w mniejszym stopniu fizycznych niedomagań.
To chyba taki znak czasu. Medycyna się rozwija, na wiele pytań ma już trafne odpowiedzi (nie na wszystkie), ale kwestia relacji i trudności w rodzinach, ich rozbicia i pokaleczenia jest chyba teraz najpilniejszą intencją, tak to postrzegam.
Zwłaszcza, że w drodze do i z powrotem słuchałam opowieści jednej z uczestniczek tej pielgrzymki – opowieści pełnych nadziei, ale i bardzo trudnych doświadczeń.
Niech św. Józef wyprasza nam cud przemiany serc. Amen.









