Miłosierdzie

Tagi

, , , , ,

fot. Danuta Kamińska

Wybieram się dziś z córeczką nad jezioro, w miejsce objawień. Zaprosiła mnie koleżanka z pracy, zaznaczając, że warto byśmy wzięły matę i koc, bo główne uroczystości odbywają się w plenerze. Pojedziemy więc wyposażone.

Ale to, co jest bardzo ważne dla mnie, wydarzyło się już wczoraj wieczorem, czyli w przeddzień tych uroczystości. Byłam na Mszy św. w mojej parafii razem ze starszym synem. Wpatrywałam się w obraz, który w naszym kościele nazywany jest (nie do końca poprawnie) „Jezu, ufam Tobie”.

Różne myśli przebiegały mi przez głowę w ostatnich dniach, różne też emocje mi towarzyszyły. Wstępna diagnoza, dalsze badania, a związku z nimi kolejne pytania, zmiany w naszej wspólnocie (właściwie na razie zapowiedź tych zmian), pierwsza spowiedź naszej najmłodszej pociechy i zbliżająca się wielkimi krokami jej Pierwsza Komunia, w mojej pracy krótki termin zakończenia redakcji naukowej publikacji i jeszcze kilka innych spraw… To wszystko zostało zanurzone w kojącym doświadczeniu głębokiego pokoju wczoraj wieczorem podczas wieczornej Mszy św. z Niedzieli Miłosierdzia. Dzięki Bogu.

Jezu, ufam Tobie!

Baranek

Tagi

, , , , , , ,

Fot. Danuta Kamińska

Jestem już w pracy, dzieci wracają do szkoły dopiero jutro. Świętowaliśmy dziś 99 urodziny brata zakonnego, który pamięta dawne dzieje naszego wydawnictwa.
Ma niesamowitą pamięć: podziękował mi dziś za różę, którą mu wręczyłam przy zupełnie innej okazji. Pamiętał doskonale. Nie wiem, jak on to robi, że ma tak bystry umysł, mimo szacownego wieku. Nie życzyliśmy mu stu lat, bo byłoby to niegrzeczne, ale oczywiście złożyliśmy życzenia.

Zachował pogodę ducha, poczucie humoru i skromną, pokorną postawę. Jest z nami, mimo pewnych trudności z poruszaniem się, jakoś sobie radzi. Właściwie nie „jakoś”, ale świetnie, zwłaszcza gdy pomyśleć o dużo młodszych członkach naszych rodzin: albo nie chodzą, albo nie pamiętają (demencja), albo są ciężko chorzy. Nic z tych rzeczy nie dotknęło naszego starszego solenizanta. Zaraża swoim promiennym uśmiechem.

Nie do końca jesteśmy w stanie przewidzieć dalsze losy naszych coraz starszych rodziców i bliskich. Moją troskę o nich zabarwiła na zielono w tę Wielkanoc postać Baranka Paschalnego. Do tej pory bardzo się martwiłam, właściwie zamartwiałam, rozważałam w głowie tysiące scenariuszy. Ale w te Święta Wielkanocne coś ważnego się stało. Coś się we mnie zmieniło. Przesłałam się bać. Wiem, że i tak nie uda mi się wszystkiego przewidzieć, zabezpieczyć. Adorowanie Baranka przyniosło mi w tym roku głęboki pokój. Odszedł lęk, zniknął niepokój. Została serdeczna troska i ufność w Boże prowadzenie, w Bożą obecność, również w tym obszarze mojego życia.
Panu Bogu chwała.

 

Wielki Tydzień

Tagi

, , , , , , , , , ,

Fot. Danuta Kamińska

To jest według mnie najpiękniejszy czas w roku – Wielki Tydzień. Jest w nim wszystko: pełne entuzjazmu „Hosanna” i zaraz po nim ciemność i łzy, zawiedzione nadzieje, strach, potworny ból i samotność, a w końcu niepojęty wybuch radości, na początku jeszcze przemieszanej z niedowierzaniem. Śmierć i życie. I „Alleluja!” jak rześki poranek, jak powiew wiatru, jak ożywczy deszcz, jak świt zwyciężający mrok.

Niedawno rozmawiałam z pewną kobietą, która podzieliła się ze mną świadectwem swojego życia: opowiadała o zaufania Bogu i trwania przy Nim pomimo wszystko. Tak wiele straciła, tak po ludzku, przez lata chodzenia za Jezusem. Przez tyle trudnych i bolesnych sytuacji przeszła. A jednak jest pełna pokoju i wewnętrznego światła. To już samo w sobie jest cudem.
Mówiła mi o tym, jak Pan odbudowuje bezpieczeństwo jej rodziny, jak troszczy się o nią i jej dzieci. Jej promienny uśmiech sprawił, że i ja poczułam, że mam w sobie więcej chęci do życia.

Skąd bierze siły, by sprostać wyzwaniom, które niejednego z nas rozłożyłyby na łopatki? Z wiary, że Bóg jej nie opuści, nawet jeśli zrobiliby to wszyscy wokół.
Dzięki Bogu za takich świadków Chrystusa.

 

Palmowa

Tagi

, , , , , , , , ,

Fot. Danuta Kamińska

Jestem już kolejny dzień na zwolnieniu lekarskim, L4 leżącym, jak zaznaczyła pani doktor.

Leżę więc, trochę wstaję, by ugotować obiad, złożyć ubrania, ogarnąć mieszkanie. I znów się kładę, bo rzeczywiście mało mam sił przez to choróbsko. Liczę, że niedługo mi przejdzie, bo w sobotę mamy wspólnotowy dzień skupienia, a w niedzielę gości – przyjeżdża moja kuzynka z dziećmi (z drugiego końca Polski, są w naszych stronach przejazdem).

I czekam na Niedzielę Palmową. Nie będę na Misterium Męki Pańskiej tym razem, ale i tak bardzo cieszę się na ten czas.

Palemka z tradycyjnych wierzbowych gałązek czeka już na ustrojenie, a część mojej najbliższej rodziny na odczytanie swoich ról w Ewangelii Męki Pańskiej.

Natomiast ja czekam na to, aż będę mogła wstać i odzyskać siły po chorobie. Ale nie koncentruję się na czekaniu, jestem tu i teraz, skupiona na tym, co się dzieje. Słucham tego, co mówią moje młodsze i starsze dzieci, mój mąż, wsłuchuję się w nich.

To świetne rekolekcje, akurat na końcówkę Wielkiego Postu, lepszych bym sobie nie wymyśliła. (Co prawda bardzo nie lubię unieruchomienia, a właśnie je znów przeżywam, ale na szczęście przejść się po mieszkaniu chociaż mogę ;).

Każdy czas może być ważny i cenny (nawet leżące L4), jeśli jest tak przeżyty – jako ważny i cenny. Jako okno na Niebo.

Betania

Tagi

, , , , , , , , , , ,

Fot. Danuta Kamińska

Piękna jest  opowieść o Łazarzu i jego siostrach. Betania, dom przyjaciół Jezusa, w którym tak lubił się zatrzymywać, zostaje na moment zagarnięta przez ból, żałobę i smutek. Ale tylko na chwilę – tylko na cztery dni. Bo gdy przychodzi tam w końcu Jezus, chociaż też opłakuje śmierć Łazarza, okazując, „jak bardzo go miłował”, to jednak nie poprzestaje na łzach. On zmienia bieg tej historii. Jego przyjaciele znów zasiadają do wspólnego stołu, co więcej: wyprawiona zostaje uczta, bo jest okazja do świętowania i to nie byle jaka.

Kiedy siadam do stołu z bliskimi – z rodziną, z przyjaciółmi – świętuję łączącą nas więź.

Wczoraj nasza najmłodsza pociecha zapytała mnie, jak to jest, że gdy przyjeżdżają nasi bliscy znajomi ze wspólnoty, to wtedy tak głośno się śmiejemy. Odpowiedziałam jej, że czujemy się tak swobodnie i tak dobrze, że jest to naturalne, że zaczynamy się głośno śmiać. Lubimy być razem. Odpoczywamy psychicznie, będąc w towarzystwie osób,  które nas akceptują i rozumieją. Cieszymy się sobą nawzajem.

Myślę, że nie chodzilo naszej córeczce o sam śmiech. Zauważyła różnicę w zachowaniu: nie jesteśmy do tego spotkania zobowiązani, po prostu chcemy się spotykać. I to jest zasadnicza różnica.

Betania jest tam, gdzie możemy odpocząć od tego, co „wypada” i co „powinno się”. Gdzie obdarowujemy się sobą nawzajem.

Niedziela pełna radości

Tagi

, , , , , , , , , , , ,

Fot. Danuta Kamińska

To moja ulubiona pora roku, ulubiony moment. Przyroda budzi się do życia, zbliża się Wielkanoc, a zieleń traw i młodych listków przypomina mi o nadziei.
Niedziela pełna radości, w samym środku Wielkiego Postu, jak krokusy znalezione niedawno przez moją córcię w szarości naszego osiedla.

Doceniam bardzo, że mam dom rodzinny, do którego mogę przyjeżdżać, że mam kontakt z moimi rodzicami, rozmawiamy, spotykamy się, że wspólnie siadamy do niedzielnego obiadu.

W pracy żyję trochę tym, co przeżywa nasz kolega: śmiercią jego mamy, ciężką chorobą ojca i sprzedażą mieszkania, w którym jego rodzice spędzili tyle lat. To koniec jakiegoś etapu. Tym bardziej jestem wdzięczna za to, co mam. Doceniam, że jestem w innym momencie życia: jeszcze mam rodziców. Chcę się tym nacieszyć, póki mogę.

Przede mną intensywny czas: Pierwsza Komunia córeczki i osiemnastka syna. Ale jeszcze chwila, jeszcze moment na ucieszenie się spokojem i zwykłym rytmem dnia, bez pośpiechu i dodatkowych zadań do wykonania.

Zanim Komunia, najpierw pierwsza spowiedź. Rozmawiam sporo z E. Cieszę się z jej nastawienia do przeżycia tego sakramentu. Na marginesie: oprócz duchowych przygotowań, wczoraj ustalałyśmy menu na ucztę po pierwszej spowiedzi – to u nas tradycja. Czterech braci E. miało po swojej pierwszej spowiedzi ucztowanie, więc i ona będzie miała.

Cieszę się z tego, co jest, i z tego, co jeszcze przede mną. Wczoraj wieczorem zadzwonił na moment przed moim pójściem spać znajomy z dobrymi wieściami na temat wspólnie przygotowywanego przedsięwzięcia. Jak dobrze czuć, że jesteśmy w tym razem, że jest więcej osób, które mają ten sam cel i zapał do dzielenia się Dobrą Nowiną.

I jak tu się nie cieszyć w tę niedzielę? Powodów jest więcej, ale pora już szykować niedzielne śniadanie – błogosławionego przeżycia tego pięknego czasu wszystkim nam życzę!

 

Dzień

Tagi

, , , , , , , , ,

Fot. Danuta Kamińska

Dzisiaj, podczas przerwy śniadaniowej, półżartem półserio (ach, ta reforma ortografii!) wyliczaliśmy, jakie szczególne okazje pojawiły się ostatnimi czasy w kalendarzach.

Znany nam Dzień Kobiet ma od jakiegoś czasu swój męski odpowiednik, choć nie przez wszystkich uznawany, a mianowicie Dzień Mężczyzny. Poza tym, również w marcu, obchodzi się podobno Dzień Teściowej i Dzień Teścia (jakoś nie mogę się przestawić w moim myśleniu…).

Jest też, czego nie wiedziałam, Dzień Singla. Skoro dopiero niedawno ogłoszony, to nie miałam okazji go świętować, gdy byłam panną (pardon, singielką;)  I w lutym Dzień Kochania Siebie, ale chyba jeszcze mało rozpowszechniony, bo dopiero niecały miesiąc temu się o nim dowiedzieliśmy.

Z tych wszystkich, wymienionych wyżej, pamiętam z dzieciństwa tylko ten pierwszy. Byłam wtedy zupełnie mała, ale goździki i tulipany pojawiają się w mojej pamięci od razu, gdy tylko słyszę „Dzień Kobiet”. Talony na rajstopy? Chyba było coś takiego. W miejscu mojej obecnej pracy krążą opowieści z czasów PRL-u o kolorowych rajstopach przywożonych po kryjomu zza granicy i noszonych pod spodniami, bo okazywały się zbyt barwne na tamte ponure i szare czasy.

Myśląc o tym, przypomniało mi się, że moja córka zadaje coraz więcej  wymagających namysłu pytań, również tych niewygodnych. Ostatnio, krótko przed zaśnięciem, spytała, o co chodzi w zasłyszanym zdaniu: „Jeśli masz syna, pilnujesz syna; jeśli masz córkę, pilnujesz całe osiedle”. Jest jeszcze za mała, by jej wytłumaczyć kontekst kulturowy tego powiedzonka. Nie mówiąc już o tym, by próbować wyjaśniać ewentualny humor w nim zawarty.

Gdy zastanowiłam się nad nim dłużej, nie wydało mi się zabawne. Raczej smutne. Zwłaszcza że córa była zaniepokojona, pytając o nie. Nie rozumiała, o co chodzi z tym osiedlem i to ją najbardziej niepokoiło. Dopytywała, co jej się może stać, jeśli pójdzie gdzieś sama, bez starszego brata, który zazwyczaj jej towarzyszy. Jest mała, ale sporo rzeczy intuicyjnie wyczuwa.

Uspokoiłam ją, jak tylko umiałam. A potem, gdy już zasnęła, pomyślałam, że może dobrze, by był też obchodzony dzień, w którym to powiedzonko nie byłoby już używane, bo nie miałoby odzwierciedlenia w rzeczywistości. I by ten dzień nie był wpisywany w kalendarzach, ale w postawę dorosłych przede wszystkim.

Więcej niż symbol

Tagi

, , , , , , , , , , , ,

Fot. Danuta Kamińska

Niedawno rozmawiałam ze starszą siostrą zakonną. Opowiedziała mi niezwykłą historię.

Pewnego dnia zauważyła, że ktoś położył zabytkowy krzyż na podmurówce ich zakonnego płotu. Wyszła z budynku i wniosła go do środka. Krzyż był bogato zdobiony, średniej wielkości. Oparła go o framugę okna z zamiarem wydania komuś. Nie wiedziała jeszcze komu, ale modliła się, by Pan wskazał jej odpowiednią osobę.

Nie minął tydzień, a do furty zapukał młody chłopak. Przedstawił się jako student piątego roku medycyny. Zapytał, czy mógłby kupić krzyż do powieszenia na ścianie. Siostra odpowiedziała, że nie ma tu nic do sprzedania. Obok co prawda jest księgarnia katolicka, ale tam też nie są sprzedawane dewocjonalia, a jedynie książki.
Zapytała go jednak, po co mu ten krzyż, dlaczego go szuka. Odpowiedział, że wraca na studia po rocznej przerwie. Kurował się po poważnym wypadku, któremu uległ w górach. Dziękuje Bogu za uratowane życie i chce powiesić krzyż w pokoju, który teraz wynajmuje, by mu przypominał, dzięki Komu ocalał.

Siostra podała mu wtedy tamten znaleziony krzyż, a on go z szacunkiem ucałował. Zapytał, ile jest winien. Ona odpowiedziała: „Nic. Niech pan go weźmie, czekał tu na pana”.

W naszych domach też pewnie mamy krzyże: powieszone na ścianie, nad drzwiami, może nad łóżkiem. To więcej niż symbol, to więcej niż znak, który identyfikuje nas jako chrześcijan.

Pamiętam, jak bardzo byłam wdzięczna, słysząc słowa rekolekcjonisty o wartości cichej adoracji krzyża świętego w domu, podczas zwykłych zajęć. Padły wtedy słowa o matce, która jest w domu sama z gromadką malutkich dzieci i nie może iść na adorację do kościoła. Rekolekcjonista mocno podkreślił, że jej spojrzenie z wiarą na krzyż, między zmienianiem pieluchy niemowlęciu, rozdzieleniem szarpiących się właśnie maluchów i nakarmieniem ich, ma ogromną wartość.

Odnalazłam się w tych słowach zakonnika. Przez wiele lat tak wyglądało moje życie. Serce się wyrywało, ale pozostawała mi na co dzień tylko cicha adoracja krzyża, na który spoglądałam, szukając umocnienia w codziennych obowiązkach.

Teraz już moja gromadka podrosła. Wróciłam do pracy na etat i do luksusu, jakim jest codzienna poranna Eucharystia i adoracja Najświętszego Sakramentu.
Ale nadal, będąc w domu, gdy zerkam raz po raz na krzyż, przypominam sobie chwile, w których był on dla mnie umocnieniem. Nawet sam jego widok, sama świadomość, że mogę – w duchowy sposób – położyć pod krzyżem to wszystko, co mnie przerasta, i na nowo odnaleźć pokój i siły na kolejny dzień, to było (i jest wciąż) dla mnie bardzo dużo.

Nadal patrzę na ten znak i dziękuję Bogu za to, że przez te wszystkie lata odnajdywał mnie, nie pozwalał ulec zniechęceniu i smutkowi. Spojrzenie na krzyż pomagało mi wytrwać i nie stracić nadziei. Nie przestaję spoglądać w jego kierunku.

Cuda Bożej łaski

Tagi

, , , , , , , , , , , ,

Fot. Danuta Kamińska

Zaczął się Wielki Post. Jadę właśnie z młodszymi dziećmi pociągiem do koleżanki, która mieszka w domu nad rzeką i ma dużo zwierząt. Pociechy obstawiają, że pojawił się tam nowy koń albo pies. Zobaczymy :)

Patrzę na przesuwający się za oknami wagonu zimowy krajobraz. Na razie mróz nas nie opuszcza, choć podobno za kilka dni temperatury mają być prawdziwie wiosenne.

Cieszę się z tego czasu, choć wiem, że czeka mnie wiele wyzwań w najbliższych tygodniach. Przede wszystkim znów czekanie na wyniki badań moich bliskich – od tego, co wykażą, zależy wiele kolejnych decyzji. Mam pokój w sercu, ale czuję się już trochę zmęczona – mam wrażenie, że powtarza się sytuacja sprzed roku.

Ale chyba na tym polega czuwanie: raz po raz przebiegają przez głowę tysiące scenariuszy, włącznie z tak zwanymi czarnymi, ale mimo tych myśli pozostaje ufność, że cokolwiek się wydarzy, jest Ktoś, kto nie przestaje czuwać nad nami.

Wchodzę z nadzieją w tegoroczny Wielki Post. Z nadzieją, że w tym czasie czekają na mnie cuda Bożej łaski – pośród trudów.

W Jego imię

Tagi

, , , , , , , ,

Fot. Danuta Kamińska

Już tylko kilka dni dzieli nas od Wielkiego Postu. Odwilż z mrozem mocują się – raz jedno wygrywa, raz drugie. Dzisiaj rano królowała u nas mgła.

To jeszcze nie jest przedwiośnie (chyba już na dobre odeszła w zapomnienie ta pora), ale wiele osób, z którymi rozmawiam, bardzo wyczekuje już zmiany w pogodzie.

To przywodzi mi na myśl oczekiwanie na inną zmianę: wewnętrzną.
Krok po kroku, dzień po dniu towarzyszy mi pamięć o tym, że Bóg cały czas działa. „Nie zdrzemnie się ani nie zaśnie Ten, co czuwa nad Izraelem” (Ps 121, 4).

Odważam się wierzyć, że już teraz przygotowuje rzeczy, o których nawet nie przypuszczam, że mogą się wydarzyć.

Budzi wiarę, zachęca do zrobienia kolejnego kroku mimo mojej słabości i kruchości.

Niech tak się stanie. W Jego imię.

Przejdź do paska narzędzi