Tagi

, , , , , , , , , ,

Fot. Danuta Kamińska

To jest według mnie najpiękniejszy czas w roku – Wielki Tydzień. Jest w nim wszystko: pełne entuzjazmu „Hosanna” i zaraz po nim ciemność i łzy, zawiedzione nadzieje, strach, potworny ból i samotność, a w końcu niepojęty wybuch radości, na początku jeszcze przemieszanej z niedowierzaniem. Śmierć i życie. I „Alleluja!” jak rześki poranek, jak powiew wiatru, jak ożywczy deszcz, jak świt zwyciężający mrok.

Niedawno rozmawiałam z pewną kobietą, która podzieliła się ze mną świadectwem swojego życia: opowiadała o zaufania Bogu i trwania przy Nim pomimo wszystko. Tak wiele straciła, tak po ludzku, przez lata chodzenia za Jezusem. Przez tyle trudnych i bolesnych sytuacji przeszła. A jednak jest pełna pokoju i wewnętrznego światła. To już samo w sobie jest cudem.
Mówiła mi o tym, jak Pan odbudowuje bezpieczeństwo jej rodziny, jak troszczy się o nią i jej dzieci. Jej promienny uśmiech sprawił, że i ja poczułam, że mam w sobie więcej chęci do życia.

Skąd bierze siły, by sprostać wyzwaniom, które niejednego z nas rozłożyłyby na łopatki? Z wiary, że Bóg jej nie opuści, nawet jeśli zrobiliby to wszyscy wokół.
Dzięki Bogu za takich świadków Chrystusa.