
For: Michał Kamiński
Przed naszym domem zatrzymała się równiarka. To taka głośna maszyna, trochę przypominająca spychacz, ale dużo większa. Krąży dziś po całym naszym osiedlu w miejscach, gdzie nie mamy jeszcze asfaltowych dróg. Operator równiarki pomachał naszym dzieciom, obserwującym go przez okno. Ziemia przestała się trząść, a pan pochylił głowę i… uciął sobie drzemkę. Czasem też mam ochotę po prostu zasnąć i obudzić się dopiero wtedy, gdy to wszystko wróci do normy… Pewnie nie będzie to ta sama norma, jaką znamy sprzed epidemii (pandemii), ale przecież wreszcie musi się skończyć to, co teraz wszystkich nas, w taki lub inny sposób, dotyka. Jednak nie zasypiam: życie toczy się tu i teraz, nawet jeśli nie jest jak ze snu.
Równiarka pracuje, trzęsą się w posadach domy (ciekawa jestem, czy blok po sąsiedzku też drży – pewnie jego mieszkańcy również odczuwają te silne drgania). Niektórzy mówią, że kornawirus zrównuje wszystkich, bo każdy może zostać przez niego zainfekowany, bo każdy odczuwa konsekwencje COVID-19. Nie, nie zrównuje. Jedni się strasznie nudzą i nie wiedzą, czym się zająć, inni mają teraz tak dużo pracy, że nie wiedzą, w co najpierw ręce włożyć. Również kryzys gospodarczy, jaki się u nas właśnie rozgościł (nie tylko u nas zresztą), nie zrównuje. Każdy z nas, pracujących zawodowo dorosłych, wie o tym. A właściwie wie, że wie… niewiele. Może jedynie tyle, że jedne branże mają szansę się ostać, a w innych likwidowane będą (lub już są) miejsca pracy.
Przenoszę wzrok na krzewy i małe drzewka owocowe w naszym ogrodzie: uwijają się nad nimi pszczoły. Słodki zapach unosi się w powietrzu. Przypomina mi się piękny wiersz Czesława Miłosza – „Dar” – o pracy w ogrodzie, ale właściwie o wdzięczności za życie. Zamykam oczy. Znów jestem nastoletnią dziewczyną, chłonę przyrodę wszystkimi zmysłami, zachwycam się muzyką, poezją, obserwuję uważnie ludzi: małe dzieci i niemowlęta, staruszków i dorosłych. Ubrana odświętnie idę korytarzami szpitala: za chwilę będziemy, jak co roku, śpiewać dla pacjentów w zabytkowej kaplicy. Mam głowę pełną ideałów, co niektórych irytuje, a niektórych bawi: próbują wytłumaczyć mi, że z wiekiem mi przejdzie, że życie zmieni nieco mój stosunek do ludzi, ostudzi zapał.
Otwieram oczy. Córeczka ma już tak długie włosy, że bez trudu splatam je w warkocz. Wyciągam z szafy nowe ciuszki – prezent od znajomych – i chowam te, z których właśnie wyrosła. „Jak będę duża, zostanę księżniczką” – tłumaczy mi, uśmiechając się rozbrajająco. Nie prostuję jej toku myślenia, ale odwzajemniam uśmiech. „Pan Bóg nam zsyła dobrych ludzi, masz rację, mamusiu!” – podskakuje jej starszy brat, wpadając do pokoju. Razem przypominamy sobie dobre rzeczy, jakie zdarzyły się nam w ostatnim czasie, dobrych ludzi, którzy zaskoczyli nas swoją życzliwością.
Równiarka hałasuje za oknem. W środku jest… cicho i spokojnie. Nie, głośno i kłótliwie – od czasu do czasu u naszych starszaków ; ) Ale: cicho i spokojnie – wewnątrz mnie : )
***
„Synu, jeżeli masz zamiar służyć Panu,
przygotuj swą duszę na doświadczenie!
Zachowaj spokój serca i bądź cierpliwy,
a nie trać równowagi w czasie utrapienia!
Przylgnij do Niego, a nie odstępuj,
abyś był wywyższony w twoim dniu ostatnim.
Przyjmij wszystko, co przyjdzie na ciebie,
a w zmiennych losach utrapienia bądź wytrzymały!
Bo w ogniu doświadcza się złoto,
a ludzi miłych Bogu – w piecu utrapienia.
Bądź Mu wierny, a On zajmie się tobą,
prostuj swe drogi i Jemu zaufaj!
Którzy boicie się Pana, oczekujcie Jego zmiłowania,
nie zbaczajcie z drogi, abyście nie upadli.
Którzy boicie się Pana, zawierzcie Mu,
a nie przepadnie wasza zapłata.
Którzy boicie się Pana, spodziewajcie się dobra,
wiecznego wesela i zmiłowania!”
(„Bojaźń Boża w doświadczeniach”, Syr 2, 1-9)
