Tagi

, , ,

Fot: Michał Kamiński

Oglądam naszą magnolię – nie zakwitnie w tym roku. Za wcześnie, by uznać, że już nic z niej nie będzie, ale tym razem nocne przymrozki unicestwiły marzenia o oglądaniu jej pięknych kwiatów. Krople deszczu miarowo uderzają w szyby okien dachowych. Spokojny szum wypełnia dom. „Niech pada – myślę – może jeszcze nie jest za późno, może jeszcze uda się powstrzymać skutki suszy…

Rano w sklepie spożywczym, w którym robię codziennie zakupy spotykam znajome i koleżanki. Śmiejemy się, żartujemy, włączają się w to też sprzedawczynie – zastrzyk dobrego humoru i pogody ducha w sam raz na deszczowy dzień.

W innym miejscu, już po zrobieniu zakupów, sprzedawczyni zatrzymuje mnie i prosi, bym chwilę poczekała. Przynosi spory kawałek sernika, akurat na deser dla naszej siódemki. Zaskoczona, bardzo jej dziękuję, a ona po prostu życzy nam smacznego.

Kwiaty pachną jak gdyby nigdy nic, zieleń zachwyca jak zawsze o tej porze roku. Mieszkańcy naszej miejscowości spacerują bez maseczek wzdłuż drogi, a ich dzieci jeżdżą na rowerach, hulajnogach, rolkach…

Można przez chwilę mieć wrażenie, jakby wszystko było tak,  jak dawniej. A jednak wielki znak zapytania nie daje o sobie zapomnieć. Co z naszych planów uda się zrealizować, a co trzeba będzie „odżałować”? Na co będzie za wcześnie, a na co już za późno?

Nasza najmłodsza pociecha pyta raz po raz, co z wakacjami i czy już sobie poszła ta korona-wirus i ta druga – pandemia. Siedzę z E. na ławce w ogrodzie i patrzę jak pięknie koloruje obrazek przedstawiający dziewczynkę myjącą ręce i wirusa z wykrzywioną miną i ze spadającą z głowy koroną. E. modli się rano, by Pan Jezus już zmartwychwstał i przegonił wszystkie choroby. Mam ochotę wtrącić od siebie „już” i „jeszcze nie”, ale nie przerywam jej modlitwy.

Cały czas żyjemy  w tym biblijnym „już i jeszcze nie”. Już wszystko się dokonało, nie musimy z trwogą oczekiwać, co orzekną samozwańczy prorocy. Już zostało objawione to, co miało zostać nam objawione i żadna jota ani żadna kreska nie zostanie zmieniona. Już Jezus zrobił wszystko, co miało zostać zrobione. JUŻ. To się już dokonało.

I jednocześnie żyjemy w „jeszcze nie” – nie oglądamy wszystkich skutków tego, co dla nas zrobił, nie jesteśmy jeszcze w chwale i pozostajemy tu, gdzie zmagamy się, gdzie to zmaganie jest jak owocna praca (por. Flp 1, 22). Nie zapadła jeszcze klamka i w każdej chwili możemy zmienić swoje decyzje, nastawienie życiowe, porzucić błędne myślenie, wybrać na nowo dobro, wybrać na nowo życie… Jeszcze nie skończył się czas, jeszcze jest szansa!

Żyjemy w „już i jeszcze nie” i COVID-19 nie ma na to wpływu. Tak było przed nim i tak będzie po nim. On niczego w tej kwestii nie jest w stanie zmienić. Jedyne na co może się ewentualnie przydać, to na to, by nam to może bardziej uświadomić. Że jest „już” i że jest ”jeszcze nie”. Ani za późno, ani za wcześnie. Akurat  TERAZ żyjemy, akurat TUTAJ i niezależnie od tego, czy na wakacje pojedziemy tam, gdzie planowaliśmy, czy jednak nie oraz czy nasze codzienne życie wyglądać będzie tak jakbyśmy sobie tego życzyli, czy jednak nie – właśnie teraz jest CZAS. Nie jesteśmy jak gospodarka, którą  można „zamrozić”. Człowiek zamrożony umiera – nie dajmy się zamrozić czekając aż coś się zmieni, aż wreszcie się skończy, czy wreszcie zacznie. Teraz jest moment, by ŻYĆ.

TERAZ.

***

„Wszystko to czeka na Ciebie,
byś dał im pokarm w swym czasie.
Gdy im udzielasz, zbierają;
gdy rękę swą otwierasz, sycą się dobrami.
Gdy skryjesz swe oblicze, wpadają w niepokój;
gdy im oddech odbierasz, marnieją
i powracają do swojego prochu.
Stwarzasz je, gdy ślesz swego Ducha
i odnawiasz oblicze ziemi.
Niech chwała Pana trwa na wieki:
niech Pan się raduje z dzieł swoich.”(Ps 104, 28-31)