Tagi

, , ,

Fot: Danuta Kamińska

Obstawiają dwa tygodnie. „Z nową wychowawczynią?” , ktoś dopytuje. „Nie, dwa tygodnie chodzenia do szkoły. A potem znów zamkną świat na cztery spusty”, wyjaśnia ktoś inny.

Stoimy na dworze, czekając, aż nasze pociechy wyjdą z budynku. Starsza klasa już wraca, z przyłbicami w rękach. „To teraz tak już wszyscy?”, pyta jedna z mam. Rozkładamy ręce i wzruszamy ramionami ze znaczącą miną. Skąd mamy wiedzieć. Nie wiadomo nawet, co ze świetlicą, z basenem, z odbieraniem i przyprowadzeniem… To znaczy tak ogólnie, to wiemy wszystko, gorzej ze szczegółami. Więc niech nie pyta lepiej o przyłbice, wystarczy już pytań jak na jeden dzień.

Nie ma oficjalnego rozpoczęcia z pocztem sztandarowym i hymnem. Każda klasa w swojej sali, poumawiane, o ile to możliwe, na inne godziny niż reszta szkoły. I rodzice kilkorga dzieci, którzy modlą się o dar bilokacji – nie, trilokacji chyba ; ) A przy piątce dzieci, jakby to brzmiało?

Ostatecznie udaje się wszystko ogarnąć. Galowe stroje znów wiszą w szafie, garniturki odprasowane na kancik czekają na kolejną okazję. Gorzej z przedszkolakami. Znajoma opowiada, że czekała z dzieckiem przed wejściem ponad pół godziny. Co będzie w deszcz lub mróz? W zerówce, do której dołączył wczoraj nasz synek, zapowiedziano rodzicom, że punkt ósma zamykane są drzwi i nikt już potem nie zostanie wpuszczony. Nam się na razie udaje „oddać” dziecko, mimo konieczności doliczenia czasu na czekanie przed budynkiem.

Wczoraj, odbierając naszą pociechę, żartowałam z rodzicami, oczekującymi jak ja na zewnątrz w półtorametrowych odstępach, że ta sytuacja przypomina do złudzenia kolejki sklepowe z poprzedniego systemu. Spojrzałam zaraz krytycznie na zamaskowanych młodziaków – przecież tylko ja je pamiętam, oni są urodzeni już po przełomie! Nieważne, może widzieli je na jakichś dokumentalnych filmach. Albo w jednym z odcinków „Alternatywy 4”, gdy robot przypominający sklepowy manekin z tamtych czasów dostał angaż na „stacza”, ale został wypchnięty z kolejki, bo nie potrafił się rozpychać łokciami. (Właściwie to był nie „on”, tylko „ona”, ale to bez różnicy; robot Ewa za mało przypominał kolejkowe zwierzę, by się w tamtym układzie utrzymać na nogach…).

Dziś technika rozwinęła się tak bardzo, ale kolejki pozostały. Z innej, niż wtedy, przyczyny, ale zostały. I żaden robot nas nie zastąpi. Żadna „apka” nam nie pomoże. Swoje trzeba odstać. Dać sobie zdezynfekować ręce, kornie poczekać na elektroniczne piknięcie na czole naszego dziecka i na werdykt: „OK.”

Logistyczna układanka (utrudniona nieco przez pandemię)zajmuje nas, jak co roku we wrześniu. Wypracowujemy nowy rytm porannych pobudek, wspólnych śniadań, dojazdów, odbierania, przywożenia, odrabiania lekcji, studiujemy nowy rozkład jazdy i opracowujemy siatkę połączeń. Świętujemy pierwsze sukcesy i wspieramy tych, którzy mają już na starcie dość.  Delegacje, wyjazdy, zobowiązania, terminy. I czas razem, tak cenny, tak wyjątkowy, budujący między nami niewidzialne mosty i pogłębiający nasze wzajemnie relacje.

W tej układance nie może zabraknąć dla niego miejsca. Jest priorytetem i najjaśniejszym puzzlem. : )

***

„Oto jak dobrze i jak miło,
gdy bracia mieszkają razem;
 jest to jak wyborny olejek na głowie,
który spływa na brodę,
<brodę Aarona, który spływa
na brzeg jego szaty>
jak rosa Hermonu, która spada
na górę Syjon:
bo tam udziela
Pan błogosławieństwa,
życia na wieki.” (Ps 133, 1-3)