Tagi

, , ,

Fot: Danuta Kamińska

To winogrona, czy śliwki? – pyta mnie sprzedawca przy kasie, podejrzliwie obracając w dłoniach foliówkę.
– Mają ogonki, to pewnie śliwki – śmieję się do niego spod maseczki.
W domu czeka mnie niespodzianka. Mąż z synem przywieźli od znajomych kiście świeżo rwanych, ogrodowych winogron. Mam zamiar zaprawić choć słoik na zimę, ale znikają w tempie błyskawicznym.
Biegnę myślami do pewnego poranka wiele, wiele lat temu, gdy pod koniec wesela uszczknęłam fioletowe gronko z ogromnej kiści, o jaką upomniał się u organizatorów imprezy mój świeżo upieczony teść. Sam wystarał się o najpiękniejsze, a ciągle nie było ich na stole. W końcu pofatygował się osobiście i dopilnował, by o nich nie zapomniano.
Nie zapomniano : ) To jedyne, co dokładnie pamiętam z wesela: smak tego winnego grona i uśmiech mojego męża. No, dobrze, pierwszy taniec też i podziękowanie rodzicom. Mniej więcej też gości, choć głowy nie dam, czy to lista z tego, czy innego wesela ; )
Jednak to jedno winogrono właśnie, zapadło mi mocno w pamięci: już wychodziliśmy, ale cofnęłam się jeszcze, by je zerwać, wdzięczna, że komuś chciało się zadbać o to, by pojawiło się w odpowiednim momencie, wdzięczna , że ktoś z pietyzmem je wcześniej wybierał, oglądał i czuwał, by było – moje ulubione, fioletowe. To nasz starosta weselny – niezawodny. Mamy w planach odwdzięczyć się i zorganizować jego złote wesele.
Z naszych obliczeń wynika, że przypadnie ono po pandemii. Chyba, że źle liczymy ; ) Pięćdziesiąta rocznica ślubu jego znajomych przypada właśnie teraz, w czas „maseczkowy”. Gdyby chociaż był to karnawał… A tak, goście odmawiają i to nie ze względu na konieczność wzbogacenia kreacji o COVID-owy gadżet. Jednak te złote gody, naszego starosty weselnego i jego żony, muszą się udać. Pamięć o winnym gronie nie pozwoli mi odpuścić ; )
Od tamtego bladego świtu, kończącego nasze weselne tańce, minęło już sporo lat. Nasza rodzina dzisiaj to pokaźna kiść. Najstarszy syn, urodzony rok po ślubie, jest już tak duży, że czasami nie mogę w to uwierzyć. Zaraz po nim, w odstępach dwuletnich, przychodziły na świat nasze kolejne „gronka”.
Komuś chciało się czuwać, by pojawiły na czas, zdrowe i dorodne. Komuś chciało się zadbać o naszą winną latorośl. Ktoś każdego dnia budzi słońce, by zaróżowiało niebo i dawało nam nadzieję na nowy dzień. Ktoś nadal liczy włosy na naszej głowie, także tym, którzy mają ich zdecydowanie więcej na brodzie ; )
Jak dobrze, że ten Ktoś jest : ))
***
„Ja jestem prawdziwym krzewem winnym, a Ojciec mój jest tym, który [go] uprawia. Wytrwajcie we Mnie, a Ja [będę trwał] w was. Podobnie jak latorośl nie może przynosić owocu sama z siebie – jeśli nie trwa w winnym krzewie – tak samo i wy, jeżeli we Mnie trwać nie będziecie. Ja jestem krzewem winnym, wy – latoroślami. Kto trwa we Mnie, a Ja w nim, ten przynosi owoc obfity, ponieważ beze Mnie nic nie możecie uczynić.” (J 15, 1.4-5)