
Fot. Danuta Kamińska
Trzecia niedziela Adwentu – na różowo. Podobnie jak w Wielkim Poście – czwarta, też na różowo. Ten kolor to połączenia fioletu z bielą. Moi synowie ministranci zazwyczaj wtedy mówią, że dobrze, że tylko ornat ma być różowy, bo oni by tego koloru na sobie nie przeżyli ; )
W tym roku mamy różową dekorację świątecznych pierników domowej roboty. Kto się z niej najbardziej cieszy? Nasza córeczka, oczywiście!
Jednak nie o kolorze – w sensie dosłownym – chcę dziś napisać, ale o radości i wytchnieniu, jaki ta barwa symbolizuje. Myślę sobie, że to połączenie fioletu (pokuty, trudów, oczekiwania, tęsknoty) i bieli (radości, świętowania, spełnionej tęsknoty) to właśnie nasze codzienne życie. To w nim się przeplata wszystko, co wymieniłam wyżej. Oczywiście dla codzienności też jest zarezerwowany odpowiedni kolor w liturgicznej symbolice – to zielony, a okres, w którym ten kolor obowiązuje nazywany jest „zwykłym”, jednak dla mnie żaden czas nie jest zwykły. Zostawmy na chwilę liturgię. Niedawno wpadł mi w ręce tekst odczytu noblowskiego Wisławy Szymborskiej. Cytuję słowa, które mnie zatrzymały na dłużej: „ Wszyscy używamy określeń „zwykły świat”, „zwykłe życie”, „zwykła kolej rzeczy”. Jednak (…) nic już zwyczajne i normalne nie jest.” Pomyślałam sobie, że zwłaszcza ostatnio są one (te słowa) bardzo aktualne. Zwykłe przeziębienie może okazać się czymś zupełnie innym. Dlatego każda informacja o złym samopoczuciu naszych starszych rodziców przywodzi nam na myśl z mężem pytanie o koronawirus i o to, czy będą oni w stanie znieść bez trwałego uszczerbku zarażenie nim, nie mówiąc już o tym, czy… Nie dokończę.
Ale też „nic już zwyczajne nie jest” w takim znaczeniu, że (przynajmniej mnie) najzwyklejsze rzeczy skłaniają do radości, a zwyczajne sytuacje stają się okazją do okazania wdzięczności. Doceniam to, co zwykłe. Jeszcze bardziej niż kiedykolwiek. Dziękuję Bogu, że dzieci są zdrowe, że mamy dach nad głową, że mamy w co się ubrać i co zjeść. Uczę się czasem machnąć ręką na to, co nieistotne (nie wiem, jak dla innych, ale dla mnie nie zawsze jest to takie łatwe) i cieszyć się z drobiazgów.
Ostatnio też odkrywam ogromną cierpliwość Boga. Mojej mi czasem brakuje. Papież niedawno napisał o tym bardzo poruszające słowa, którymi podzieliłam się z kilkoma osobami z naszej wspólnoty: „Zbyt często myślimy, że Bóg polega tylko na tym, co w nas dobre i zwycięskie, podczas gdy w istocie większość Jego planów jest realizowana poprzez nasze słabości i pomimo nich.”(…) „Jeśli taka jest perspektywa ekonomii zbawienia, to musimy nauczyć się akceptować naszą słabość z głęboką czułością”. („Patris Corde”, papież Franciszek) Prawda, że PIĘKNE?
Na różowo więc wchodzę w kolejny tydzień – może nie w różowych okularach, ale z radością i wytchnieniem. Tego życzę także Tobie : )
***
„Radujcie się zawsze w Panu; jeszcze raz powtarzam: radujcie się! Niech będzie znana wszystkim ludziom wasza wyrozumiała łagodność: Pan jest blisko! O nic się już zbytnio nie troskajcie, ale w każdej sprawie wasze prośby przedstawiajcie Bogu w modlitwie i błaganiu z dziękczynieniem! A pokój Boży, który przewyższa wszelki umysł, będzie strzegł waszych serc i myśli w Chrystusie Jezusie.” (Flp4, 4-7)
