
Fot. Danuta Kaminska
To kolor nadziei. Owszem, święta nie będą białe (u nas przynajmniej), ale właśnie „zielone”, ja jednak ten kolor przywołuję w tym tygodniu w innym kontekście.
Cieszę się tym wszystkim, co jest dobre, nawet najmniejszymi okruchami tego dobra. Zbieram je i pozwalam, by wypełniły słodyczą moje wnętrze, podobnie jak okruszki świątecznego ciasta, gdy rozpływają się w ustach i przywołują na pamięć czasy, gdy płazem uchodziło łasowanie.
Pieczenie świątecznych pyszności przede mną, ale słodycz to przecież nie tylko cukier. To wewnętrzne ciepło, uśmiech, dobre słowo, troska, przyjaźń.
Wczoraj byłam na pogrzebie, a w nocy (przez jej część) nie spałam, czekając na wieści od bliskiej osoby, która ciężko przechodzi COVID-19. Plany, które pokrzyżowała pandemia, odwołane spotkania rodzinne i te z przyjaciółmi – to wszystko jest jak wielka deszczowa chmura, która rozciąga się właśnie nad naszą miejscowością. Jednak nawet w tym ciemnym, błotnistym dniu nie gaśnie we mnie nadzieja ani ufność. Nadal patrzę na świat zielonymi oczami : )
Te najbliższe dni właśnie tak chcę przeżywać: z nadzieją w sercu. Święta inne niż wszystkie, ale takie same, bo z głównym Bohaterem tym samym na wieki : ))
Jest już blisko, już nadchodzi!
Wszystkiego dobrego!
***
„Oto on! Oto nadchodzi!
Biegnie przez góry,
skacze po pagórkach.
Umiłowany mój podobny do gazeli,
do młodego jelenia.
Oto stoi za naszym murem,
patrzy przez okno,
zagląda przez kraty.”(Pnp 2, 8-9)
„Oto nadchodzi z obłokami,
i ujrzy Go wszelkie oko.” (Ap 1, 7a)
