Tagi
#BenedyktXVI, #chrzescijanstwo, #codziennosc, #DanutaKaminska, #franciszek, #JanPawełII, #papiez, #zdrowiepsychiczne

Fot. Danuta Kamińska
Wspominamy św. Jana Pawła II. Zbieramy datki, sprzedajemy kremówki, w kościołach śpiewamy „Barkę”, słuchamy tego, co opowiadają studenci – stypendyści fundacji Dzieło Nowego Tysiąclecia…
Niektórzy z nas papieża Polaka mieli okazję poznać jeszcze za jego życia, inni znają go tylko z opowieści.
To wszystko jest piękne i potrzebne.
Ale od śmierci Jana Pawła II wybrano kolejnych dwóch papieży. I gdy mówi się „nasz papież”, zazwyczaj niestety nie chodzi o tego aktualnie prowadzącego Piotrową łódź, ale o rodaka. A przecież ponad tym, że jesteśmy obywatelami tego lub innego państwa, jesteśmy też, a może przede wszystkim, członkami Kościoła powszechnego z papieżem (naszym, bo przecież nie cudzym) na czele.
Skąd więc to nieporozumienie? Czy to tylko kwestie językowe? Często niestety stoi za tym przekonanie, że prawdziwym papieżem, takim „po Bożemu”, był tylko ten jeden, Polak, „nasz papież”. Sentymentów nie można zakazać, gorzej kiedy zaczynają się resentymenty… I pomijanie w modlitwie obecnego (jakiekolwiek by imię nosił i skądkolwiek by pochodził) papieża.
Nie istnieje osobne wyznanie wiary dla polskich katolików („I zbaw nas od obcych papieży i tych, co niby wybrani na konklawe, ale od razu widać, że nie są prawdziwi”).
Jem dziś przepyszną kremówkę, dziękuję Bogu za Jana Pawła II i słucham tego, dokąd prowadzi Kościół Benedykt XVI w pismach, jakie po sobie pozostawił, ale też słucham tego, dokąd prowadzi Kościół papież Franciszek. I mam nadzieję, że Bóg da mi siły, by słuchać tego, dokąd prowadził będzie Kościół kolejny papież, którego imienia i kraju pochodzenia jeszcze nie znam.
