Tagi

, ,

Fot: Michał Kamiński

Pora zasypiania. E.(lat trzy i pół):
– Mamo, dlaczego Pan Bóg umarł?
– Nie umarł, tylko wrócił do Taty! – wpada jej w słowo J.(lat siedem).
– Do Taty? – dziwi się A. (lat pięć). – To jest ktoś większy od Boga? Ten Jego Tata, tak?
„O nie, tylko nie to!”, jęczę w myślach. „Tylko nie o Trójcy…”
– Chcecie, żebym wam na dobranoc opowiedziała o Panu Bogu?
***
Po wizycie u fryzjera, N. (lat jedenaście), z zachwytem w głosie:
– Mamo, masz białe włosy z połyskiem!
Mam ochotę krzyczeć: „To nie jest biały kolooor!!!”
Udusić, czy podziękować za wątpliwy komplement?
Zamiast tego mówię:
– Miło, że zauważyłeś, skarbie, że mam nową fryzurę.
***
T.(lat dziewięć) podchodzi do mnie, gdy pracuję nad jakimś tekstem. Układa usta w dzióbek i składa błagalnie ręce, jak do modlitwy:
– Mamo, urodzisz nam jeszcze jakiegoś dzidziusia? Proszę, proszę!
„Nieeee!!!!”, odpowiadam mu w myślach, a na głos mówię:
– A chciałbyś? Opiekowałbyś się siostrzyczką albo braciszkiem?
***
Siedzę z książką w salonie. A.(pięciolatek od Trójcy)podchodzi do mnie i „czyta” laurkę przygotowaną dla mnie bez okazji:
– I że jesteś kochana i najlepsza na świecie kucharka moja…
„Ratunku!!! Nie jestem kucharką!!!”, mam ochotę przewrócić oczami, ale zamiast tego przytulam A. i mówię:
– Dziękuję ci, kochanie!
***
Mam siedem lat, jest uroczystość z okazji Dnia Matki. Recytuję wierszyki, bardzo przejęta, z wielkimi kokardami we włosach. Moja mama trzyma na kolanach serwetkę, którą dla niej wyhaftowałam na lekcjach (pracy techniki? ZPT? Już nie pamiętam, jak się wtedy nazywały). Mama ma nietęgą minę. Siedząca obok niej kobieta, mama mojej koleżanki, pochyla się do niej i coś szepcze. Po latach dowiaduję się, że życzliwie sugeruje, by moja mama obróciła serwetkę, bo to pewnie jest lewa strona. Mama powoli kręci przecząco głową i dalej słucha wierszyków. Nie wiem, co myśli, ale z perspektywy czasu cieszę się, że życie to nie komiks i że nie widać nad nami dymków z myślami.
***

Czasem jednak żałuję, że nie można przesłać komuś myśli. Choć używam tego określenia („przesyłam Ci dużo dobrych myśli”), gdy piszę do bliskich mi osób, to jednak wiem, że choć jest to szczere zapewnienie o życzliwości i wsparciu w trudnych sytuacjach życiowych, to jednak nikt poza mną nie zna moich myśli.

„Pan zna myśli ludzi” (Ps 94, 11)

Jaka ulga.
Zna wszystkie „dymki”, również te, których – z rożnych względów – nie moglibyśmy upublicznić.
Wie wszystko i nie przestaje kochać. Co za ulga!

„Przenikasz i znasz mnie, Panie.” (Ps 139,1)

Wiesz o mnie wszystko.
Jesteś ze mną we wszystkich „dymkach”, przenikasz mnie…
Nie przewracasz oczami, nie krzyczysz, nie czynisz wyrzutów.
BŁOGOSŁAWISZ.