
Fot: Michał Kamiński
Jak co roku, nad głowami dzieci pojawiają się w mig aureole. Trudno rozpoznać sąsiadów i znajomych. Wszyscy są nagle kanonizowani, a niektórzy nawet anielscy. Podoba mi się ta tradycja.
Synek pyta mnie, dlaczego ruszamy dopiero, gdy robi się ciemno. Zastanawiam się przez chwilę nad odpowiedzią. Najpierw myślę, że to względy organizacyjne za tym przemawiają: nie wszyscy zdążą przed zachodem słońca wrócić z pracy, odrobić lekcje, załatwić to i owo. Ale potem patrzę na to z innej strony i odpowiadam szybko: „Chodzi o to, że idziemy po ciemku, niosąc światło przez te wszystkie nieoświetlone miejsca, aż dochodzimy do kościoła, gdzie jest całkiem jasno.” Ta odpowiedź, jak widzę, satysfakcjonuje naszego pierwszoklasistę, który z powagą kiwa głową.
Zostawiam go pod opieką jedenastoletniego brata oraz prawie już dorosłych córek znajomych i wracam do samochodu, gdzie siedzą moje podziębione maluszki – tym razem nie pójdą w korowodzie, ich przebrania czekają w domu. Zrobimy sobie świętowanie i tańce przy muzyce gospel i biszkoptach, które w wyobraźni córeczki i synka są kiełbaskami pieczonymi na ognisku.
Podskakujemy i pląsamy do słów chwytającej za serce pieśni „Niezrównana miłość” („Matchless Love”). Próbujemy je wyśpiewać, lekko fałszując momentami. Córeczce zgubiła się aureola, a synkowi zsunął piękny płaszcz świętego, ale to nam w niczym nie przeszkadza.
Na chwilę myślami przenoszę się do korowodu. Patrzę na zegarek: za chwilę mąż dołączy z dziewięcioletnim synem do dwójki chłopców, których powierzyłam św. Faustynie i św. Klarze, a gdy tańczące ze mną maluszki zasną, wszyscy pozostali święci wrócą do domu.
Ułożymy z powrotem w szafie piękne przebrania (ze szczególnym pietyzmem złożymy błyszczące skrzydła najmłodszej pociechy – prezent od babci) i obudzimy się jutro (daj Boże) we Wszystkich Świętych, już bez żadnej aureoli. Nawet bez cienia aureoli… Świętość zamknięta na klucz, poczeka rok na kolejny korowód.
Czyżby?
Przecież to nie bal przebierańców, nie wszystko odkładamy do szafy: tak, jesteśmy słabi, upadający, mylący się, ale przecież niesiemy światło Jego świętości!
To nie doskonałość sprawia, że jesteśmy święci, ale Łaska.
Tylko jeden jest Święty.
Tylko ON.
„Świętymi bądźcie, bo Ja jestem święty.” ( Kpł 11, 44)
Bez aureoli i skrzydeł.
Na co dzień.
Ty i ja.
