
Fot: Michał Kamiński
Patrzę w okno, wypełnione szczelnie zielonymi gałązkami świerku i ciemnoniebieskim, zimowym niebem. Pogrążona w myślach, nie od razu zauważam, że coś się zmieniło.
Długo czekałam na ten widok i w końcu stało się: świat za oknem zawirował białym puchem. Nie są to drobiny, okruszki, ale wielkie płaty śniegu.
„Zaraz się roztopi”, szepcze mi do ucha mąż, ale ja nie martwię się tym zbytnio. Czuję się tak lekka i radosna, jakby nie o płatki śniegu chodziło, ale jakąś wielką obietnicę, która na moich oczach się spełnia.
Ziemia, na którą spada śnieg, jest gdzieś daleko, kilka pięter pode mną. Przez okno widzę tylko wirujące białe punkty, gnane porywistym wiatrem. Zieleń gałązek uspakaja mnie.
Dookoła trwa modlitwa uwielbienia. Jesteśmy na rekolekcjach. Prawie setka osób, piękna muzyczna oprawa, głębokie, dotykające serca głoszenia. Świadectwa osób wiernie idących za Bogiem – rodzin, osób żyjących samotnie i konsekrowanych. A ja wciąż prowadzę bezgłośny dialog z Kimś, kto nie daje mi odpowiedzi na nurtujące mnie pytania.
„Jeśli nie rozumiesz, co się dzieje i nie widzisz, dokąd iść, to znaczy, że jest to czas słuchania, a nie widzenia”, słyszę w trakcie którejś z konferencji. Uśmiecham się w duchu. „Czyli nadal czas słuchania; dobrze, niech tak będzie”, mówię w końcu po cichu.
W przerwie idę na dłuższy spacer. Śnieg bieli się tylko miejscami na polach i łąkach. Wchodzę na pobliski cmentarz i tam widzę grób narzeczonych. Ściska mi się serce.
Czytam napis.
Tak, to prawda, że wszystko jest w Jego ręku.
Ja też.
I tylko On zna czas.
Tylko On zna drogę.
Pozwolę się poprowadzić.
Kolejny raz, nie mając dokładnej mapy, nie znając szczegółowego planu.
Pozwolę.
Poczekam, choć tak bardzo bym chciała JUŻ.
Iść, działać, wiedzieć i widzieć.
Ale jest to pewnie jeszcze czas słuchania.
Nie będę więc wybiegać przed szereg.
Ucieszę się z maleńkich rzeczy, jak te wirujące na wietrze płatki śniegu.
Przypomnę sobie, jak wielką radość sprawiało mi, gdy byłam dzieckiem, obserwowanie tych porywanych z powrotem w górę śnieżynek: jeszcze nie zdążyły spaść, a już były chwytane wiatrem z powrotem do nieba.
Jestem jak taki płatek…
„Ja zaś pokładam ufność w Tobie, Panie, mówię: «Ty jesteś moim Bogiem». W Twoim ręku są moje losy.” (Ps 31, 15-16a)
