Tagi

, ,

 

Fot: Adam Kamiński

– Dorosły domownik, tak… Pani jest?… Żona, tak… – mruczy stukając w ekran, a ja stoję z poleconym w wyciągniętej dłoni.
– Zaraz , zaraz, bo coś tu mi system odrzucił… – wpatruje się w ekran, a mnie robi sie już zimno, bo wyszłam na dwór bez wierzchniego okrycia na deszcz, licząc na szybki powrót do przerwanej pracy.
– A co się nie zgadza? – dopytuję zaciekawiona. – Mąż ma tylko jedną żonę, z tego co wiem: mnie.
Pan nerwowo się śmieje i wraca do stukania w ekran i po chwili oznajmia:
– Bez stresu, bez stresu! Już wszystko gra!
Uśmiecha się i podaje mi elektroniczne cudo z rysikiem, bym podpisała, że przyjęłam przesyłkę. Odbierając ode mnie urządzenie, dodaje trochę ciszej, jakby zawstydzony:
– Chociaż… listowi, niestety, dużo wiedzą…
Jestem w stanie to sobie wyobrazić, odpowiadam mu w duchu. Pewnie nie jedno widział i słyszał…
Pan wraca za moment, bo tym razem podpis nie został przyjęty przez system. Na szczęście nie muszę fałszować swojego własnego podpisu, wystarczy, że pan zapisze moje imię i nazwisko drukowanymi literami, a ja złożę parafkę. Może mój poprzedni był zbyt zamaszysty i wyszedł poza ramki przeznaczone dla podpisów? Albo padający deszcz coś utrudnił w tym elektronicznym przedstawieniu się? Już nie pytam. Pan wraca do samochodu, ja do swojej pracy.
Śmieję się w duchu z całej sytuacji, ale potem na chwilę poważnieję. Przypomina mi się rozmowa ze znajomymi ze studiów: „Zazdroszczę ci, że masz tak wszystko prosto, jasno poukładane”. Gdy na początku nie rozumiałam, o czym mówią, dopowiadali, każdy swoją, historię. Rzeczywiście, dla listonosza byłaby to nie lada łamigłowka. Nie tylko zresztą dla niego. Układy, w jakich czasem funkcjonujmy, nie przypominają tych prostych, jasnych…
Ale pozostawiając na boku rodzinne patchworkowe układanki czy zawiłości, relacje są tym, co z jednej strony jest dla nas najważniejsze, a z drugiej – bardzo często – tym, do czego nie chcemy przykładać zbyt wielkiej wagi, analizować, wchodzić w głąb, przyglądać temu, co może już przykrył kurz. „Dobrze jest, jak jest”, czasem można usłyszeć taką argumentację.
Najmłodszy z naszych synów jakiś czas temu przedstawił mi wyniki swoich własnych badań socjometrycznych, mówiąc żartobliwie, czyli swoich dziecięcych , ale wnikliwych obserwacji: „T. mnie nie lubi, a E. bardzo mnie kocha. N. czasami powinien sobie gdzieś pójść, ale i tak go lubimy, prawda? A ty kochasz wszystkich, a najbardziej tatę i nas.” Rozczulił mnie tymi wyznaniami…
Patrzę na jego ulubioną czapkę, w której ostatnio nawet chciał spać i przypomina mi się piękny fragment Słowa Bożego: „Znam cię po imieniu i jestem ci łaskawy” (Wj 33,12). Powtarzam go sobie raz po raz…
W erze niebieskiego światła ekranów, które wiedzą lepiej, kto jaki ma podpis i czyją jest żoną, warto czasem posłuchać, jak w prosty i nieskomplikowany sposób świat widzą dzieci… : )