
Fot: Danuta Kamińska
– Jak niemowlę, jak niemowlę u swej matki…
– Dlaczego powtarzasz te słowa, skarbie? – pytam córeczkę.
– Bo chcę się tego nauczyć, jak będę dorosła… Tego psalmu! – z rozbrajającym uśmiecham oświadcza nasza czterolatka.
Inne niż wszystkie do tej pory, ale błogosławione. Z przymusowym ograniczeniami, a jednak w wewnętrznej wolności. W niepewności jutra, a jednak przeżywane z nadzieją. Pachnące, jak co roku, słoneczne i pełne uśmiechu najbliższych…
– Dlaczego tu jest baranek? – pyta, przekrzywiając głowę, E.
– A świeczka? – dopytuje dalej A.
Siadamy wokół stołu, czytam „Wielkanocną opowieść”, dzieci słuchają. Te starsze mają minę „wszystko wiem”, młodsze są zasłuchane, a momentami otwierają szerzej oczy, zaskoczone lub zadziwione.
Podczas transmisji Liturgii Paschalnej E. zasypia mi na kolanach, natomiast A. zawzięcie szuka świecy. N. pyta, kiedy będzie koniec, a J. i T. twardo śpią u siebie na górze. Kładę się spać zmęczona, ale szczęśliwa.
Kolejne dwa dni świętowania sprawiają, że nabieram sił, delektuję się spokojem i rodzinną atmosferą. Nie wytrąca mnie z równowagi nawet to, że mój komputer, z nieznanych przyczyn, nagle przestaje działać (tak już „na amen”), w skutek czego tracę zapisany na nim tekst kolejnej książki (na szczęście niedawno zaczętej, więc jeszcze nawet nie w połowie zapisanej). Tak, będę już w końcu umieszczać wszystko w „chmurze”. Teraz jednak celebruję Wielką Noc i nie skupiam się tym, co na co dzień zaprząta moją głowę.
Cudowne jest to zatrzymanie i świadomość, że zmartwychwstanie zmienia wszystko, bo nic już nie jest takie samo – wszystko jest możliwe, skoro Jezus żyje!
„A nadzieje zawieść nie może…” (Rz 5,5)
Dostaję przepiękne życzenia – odczytuję je inaczej niż poprzednimi laty: uważniej, wolniej. Wiele w nich słów o wierze. Nawet od osób, które na co dzień określają siebie jako niewierzące. To ciekawe.
Chłopcy pytają, czy mają zakładać garnitury. „Oczywiście – odpowiadam. – przecież to najważniejsze święta w roku, nic tego nie zmieni.” Córeczka ubiera się w najpiękniejszą sukienkę. Wyjmuję eleganckie kolczyki – prezent od męża. Nie zobaczymy się z naszymi bliskimi, ale kontaktujemy się z nimi w inny sposób – „dla chcącego nic trudnego”, jak mówi polskie porzekadło.
Zamykam oczy i chłonę zapach wiosny, grzeję się w słońcu. Dzięki Ci, Panie, za życie. Za to, że mam życie. Dzięki Tobie i Twojej krwi. Dzięki Twojej śmierci i zmartwychwstaniu. Alleluja! : )
