Tagi

, , ,

Fot: Danuta Kamińska

Idę wzdłuż wiejskiej drogi i nagle moją uwagę przykuwa zdziczała jabłoń. Jedna z jej gałęzi wprost ugina się pod ciężarem owoców. Pozostałe nie mają nic na sobie, oprócz liści. Dziwne, myślę sobie.  Przenoszę wzrok na falujące pod wpływem porywistego wiatru brązowe pióropusze traw. To przez ich kwitnięcie mam co roku kłopoty z oczami, ale nie przestaję ich darzyć wielką sympatią – są tak piękne!
Jabłonka nie daje mi spokoju. Co tu było zanim powstało to osiedle? Kto tu mieszkał? Czyj był ten ogród, którego majestatu mogę się tylko domyślać? Kto jadł te owoce, kto opalał się tu w letnie dni, takie jak dzisiaj?
Ten, kto sadził te (dzikie dziś) jabłonie, z pewnością już nie żyje. Ale pozostały po nim owoce. Bardzo chcę, by po mnie też zostały owoce, mogące nakarmić niejedną osobę. Niekoniecznie muszą to być jabłka.  Chcę, by moje życie było owocne. By było dla innych wzmocnieniem, pokrzepieniem. Najprawdopodobniej większości z tych „jabłek” nie zobaczę. Ufam jednak, że Boski Ogrodnik czuwa nad moim życiem. „Żyć w ciele – to dla mnie owocna praca” (Flp 1, 22).