
Fot: Danuta Kamińska
Przede mną jeszcze kilka dni tego dobrego: łapię oddech podczas ferii. Mam sporo pracy, ale dzieci nie chodzą do szkoły, a śnieg sprzyja wspólnym wyjściom na świeże powietrze. Spotkania rodzinne i z przyjaciółmi sprawiają, że kolory wokół są jakby intensywniejsze, słońce świeci chyba jaśniej, a biały puch wydaje się być piękniejszy niż zwykle.
Podsumowuję kolejny rok mojego życia – za kilka dni przypadają moje urodziny. Tym razem wyprawiam je z córeczką (obie jesteśmy ze stycznia), by nie mnożyć imprez, by wykorzystać to, że dziadkowie mogą w końcu do nas zajrzeć, że czują się lepiej. Patrzę więc na świeży śnieg i biegnę myślami do tego, co wydarzyło się w czasie ostatnich dwunastu miesięcy od poprzednich moich urodzin. Dziękuję Bogu za wszystko. Szczególnie za to, że mam swoje miejsce na ziemi – fizycznie i emocjonalnie. Że mam korzenie, że drzewo mojego życia szumi w chórze z innymi drzewami, że słońce miłości i życzliwości dodaje mi sił, by przeżyć kolejny dzień, że czerpię soki z najlepszego z duchowych źródeł. Że po prostu żyję.
Co roku ten dzień jest dla mnie wyjątkowy. Od pewnego czasu w ten właśnie dzień skupiam się na tym, że moje życie ma wartość. Niezależnie od cudzych opinii czy słów – ma ono wartość. Niezależnie od sukcesów czy osiągnięć, niezależnie od tego, czy moje plany są w fazie wykluwania się czy realizacji. Niezależnie od tego, czy bilans jest na plus czy na minus. Bóg chciał, bym istniała i to jest myśl, która bardzo mnie cieszy.
Dziękuję za ludzi, których spotykam, za bogactwo jakim jest inny człowiek. Nieplanowane spotkania, zaskakujące zwroty akcji, sprawy przyjmujące nie do przewidzenia obrót. Boża ręka w moim życiu. Nie do przecenienia :)
***
„Panie, przenikasz i znasz mnie,
Ty wiesz, kiedy siadam i wstaję.
Z daleka przenikasz moje zamysły,
widzisz moje działanie i mój spoczynek
i wszystkie moje drogi są Ci znane.
Choć jeszcze nie ma słowa na języku:
Ty, Panie, już znasz je w całości.
Ty ogarniasz mnie zewsząd
i kładziesz na mnie swą rękę.” (Ps 139, 1-5)
