Tagi

, , ,

Fot. Danuta Kamińska

Świat okrył się bielą. Lód zalega na daszku nad wejściem do naszego domu, powolutku topiąc się w dodatnich dziś już temperaturach. Minus dziewiętnaście stopni Celsjusza odchodzi w niepamięć, choć jeszcze wczoraj kilkunastostopniowy mróz był dla nas wielkim zaskoczeniem. W te jaśniejące bielą krajobrazy wpatruję się z ulgą.  Uspakajam myśli, wydłużam oddech.

Miesiąc przerwy od szkoły był dla mnie okazją do psychicznego odpoczynku. Nie dlatego, że się w niej uczę lub w niej pracuję – nie, uczą się moje dzieci. Zdalne nauczanie jednak nie jest chyba dla nikogo najlepszym rozwiązaniem, choć w tym czasie dla niektórych – jedynym. Od tego tygodnia jedno z naszych pociech wróciło do stacjonarnej nauki, pozostali trwają przed ekranami (z różnym skutkiem).  Ja też przed nim siedzę, ale zawodowo. (Chociaż oni już są w pewnym sensie też zawodowcami ; )

Za mną świętowanie razem z córeczką urodzin: życzenia, kwiaty, niespodzianki, prezenty i… plany na przyszłość. Ich realizacja jest jeszcze przede mną, ale co mogłam (w tym niepewnym czasie, pełnym znaków zapytania), już przemyślałam i wstępnie zaplanowałam. W tym roku jednak z dużą rezerwą podchodzę do sztywnych dat, kolejności wydarzeń czy spisów „co trzeba”. Wiem, że jeden podmuch pandemii może zmieść wszystkie misternie tworzone scenariusze.  Nawet zachęty przyjaciół, by wyjechać razem z nimi na wakacje traktuję z rezerwą. Nie dlatego, że nie mam ochoty na odrobinę słońca w doborowym towarzystwie, ale dlatego, że nie wiem, czy to, co ustalimy dziś, będzie miało zręby sensu za ponad pól roku. Mimo wszystko, gdzieś na dnie duszy, mam nadzieję.

Staram się nie koncentrować na tym, co niedoskonałe, co mogłoby wyglądać lepiej, nie szukam dziury w całym, a jednak, kolejny raz odkrywam moją kruchość.  Przeżywam na nowo to, co napisał papież Franciszek w „Patris Corde”: „Zbyt często myślimy , że Bóg polega tylko na tym, co w nas dobre i zwycięskie”.

Mierzę się z tym, jaką receptę wypisał (także dla mnie) w tym tekście Ojciec Święty:

„Czułość jest najlepszym sposobem dotykania tego, co w nas kruche. Wskazywanie palcem i osąd, który stosujemy wobec innych, są bardzo często oznaką naszej niezdolności do zaakceptowania własnej słabości, własnej kruchości. Jedynie czułość uchroni nas od dzieła oskarżyciela (por. Ap 12, 10).

Przyjście Jezusa między nas jest darem Ojca, aby każdy mógł się pojednać z rzeczywistością swojej historii, nawet jeśli jej do końca nie rozumie. Życie każdego z nas może zacząć się na nowo w cudowny sposób, jeśli znajdziemy odwagę, by przeżywać je zgodnie z tym, co mówi nam Ewangelia. I nie ma znaczenia, czy obecnie wszystko zdało się przybrać zły obrót i czy pewne rzeczy są teraz nieodwracalne. Bóg może sprawić, że kwiaty zaczną kiełkować między skałami.”

Piękne, prawda?

Światło nadziei przebija się przez ciemne chmury niepewności, bezsilności, słabości. Jest ktoś, Kto kocha mnie. Z moją słabością i kruchością. Amen.

***

„Po tym poznamy,
że jesteśmy z prawdy,
i uspokoimy przed Nim nasze serce.
A jeśli nasze serce oskarża nas,
to Bóg jest większy od naszego serca
i zna wszystko.”

(1 J 3, 19-20).