Tagi

, , , , , , ,

Fot. Danuta Kamińska

Wczoraj rano byłam świadkiem rozmowy moich dwóch najstarszych synów. Jeden próbował za wszelką cenę zmienić charakter drugiego (drugi natomiast pierwszego nie, o tyle dobrze!). Wyjaśniłam pierwszemu, że to niewiele da, gdy będzie się na drugiego tak złościł, próbując go upodobnić do siebie.
Obaj są dobrzy i wartościowi, ale bardzo się od siebie różnią – to normalne. (Pierwszy uważa, że to nienormalne ;) )

W trakcie podróży do moich rodziców, patrząc na zieleń za oknem (w tamtych stronach wiosna zazwyczaj przychodzi szybciej niż w naszych), myślałam o porannej wymianie zdań.
To bardzo powszechne, że chcemy kogoś zmieniać (zazwyczaj na własną modłę), ale też bardzo powszechne jest to, że z własnej woli dobieramy się na zasadzie przeciwieństw z naszymi małżonkami czy przyjaciółmi. Nikt nas nie zmusza przecież, by pobrać się czy przyjaźnić z osobą tak bardzo różną od nas, a jednak zazwyczaj jest to ktoś daleki od tego, jacy my jesteśmy.
To oczywiście wielkie bogactwo: rozwijamy się wewnętrznie, spotykając osoby o innej niż nasza wrażliwości, gustach, upodobaniach. To na pewno czyni nasze życie bardziej barwnym.
Ale ten medal ma dwie strony: po pewnym czasie zaczyna nas uwierać ta „inność”, przejawiająca się w drobiazgach. Dopóki nie rujnuje naszego związku, nie rozbija naszej relacji, warto uznać, że jest czymś pozytywnym, mimo że momentami bywa też czymś bardzo niewygodnym.

Co jednak w momencie, gdy różnica irytuje nas tak bardzo, że przysłania nam tę – kochaną przecież przez nas – osobę?

Przedwczoraj byliśmy na koncercie w ramach naszej małżeńskiej randki. Bardzo się cieszę z tego wspólnego wyjścia, ale muszę się przyznać, że uroniłam łzę, słuchając jednego z utworów. Mocniej chwyciłam za rękę mojego męża: „Mijamy bezgłośnie na paluszkach tak(…) / Westchnienia na moście, śpiew i rozmów gwar. / I śmiech, i płacz zamienia się w ciszę”.

Pewnie zależnie od tego, jaką perspektywę przyjmiemy, tak zniesiemy (i przyjmiemy) inność Drugiego. Mając świadomość tego, że nasze życie tutaj, na ziemi, nie trwa wiecznie, chyba łatwiej uśmiechnąć się i otworzyć ramiona: „Choć tyle tych nut, chcę wierzyć, że cud wydarzył się tu(…). / Czy w pędzie tym chcesz zatrzymać dziś mnie, / Bym zdążyła Ci wszystko wyśpiewać?”