Tagi
#dobreslowo, #ewangelizacja, #miłość, #nowaewangelizacja, #przyroda, #relacje, #rodzina, #zdrowiepsychiczne

Fot. Danuta Kamińska
Są takie drzwi, przez które można wejść tylko w jeden sposób: schylając się. Nie wiem, gdzie usłyszałam to zdanie, ale wróciło do mnie na górskim szlaku, w czeskich lasach w miniony weekend.
Próbowałam sobie usilnie przypomnieć okoliczności, w których to zdanie usłyszałam, ale nic poza słowami przewodnika nie przychodziło mi w na myśl. Zapewne usłyszałam je w jakimś zabytkowym kościele, do którego wejście przebudowano w taki sposób, by najeżdżający okoliczne osady poganie musieli zsiąść z konia lub muła i pochylić się, przestępując progi świątyni. Ale nic więcej nie pamiętam.
Zdanie to jednak kołacze się w mojej głowie, domagając się zatrzymania przy nim chociaż chwilę. Uciekam więc we wspomnienia – przywołuję ważne dla mnie osoby, ludzi, którzy troszczyli się o mój rozwój psychiczny i duchowy. I jestem za nich wdzięczna.
Wiem jednak, że nie po to tylko przypomniało mi się to zdanie, od samego początku to wiem. Chodzi o zadanie sobie pytania, czym są te drzwi w moim życiu. I czy rzeczywiście przez nie wchodzę. Czy rzeczywiście się pochylam.
Dobrze wiem, że nie jest to kwestia bariery architektonicznej dla zwierząt kopytnych lub dla uzbrojonych wojów z zamierzchłych czasów.
Te drzwi to drugi człowiek.
Te właśnie drzwi prowadzą mnie do Pana.
Nie wejdę w tę rzeczywistość inaczej, jak tylko pochylając się.
