Tagi

, , , , , , ,

Fot. Danuta Kamińska

My się zbliżamy i On się do nas zbliża. Światłość świata. To o Nim mowa. W Adwencie jest to najbardziej chyba widoczne.

Sprzątaliśmy po remoncie, w pokoju jednego z synów było przemeblowanie, a w łazience u góry nowe zarządzenia ( w kwestii tego, kto po kim się kąpie).

Chociaż mówi się (i słusznie), że w Adwencie nie można przesadzać ze sprzątaniem, bo to Pan Jezus do nas przychodzi, a nie Sanepid, to akurat dzisiaj w pracy było odwrotnie: przyszedł do nas Sanepid z rutynową kontrolą.

To wszystko sprawiło, że moje myśli pobiegły kilka kroków dalej: ku adwentowemu nawróceniu.

Pójście w kierunku Światła, to nie to samo, co oczekiwanie na kontrolę (jakości, czystości, moralności, pobożności i czego tam jeszcze), bo Światłość świata ma to do siebie, że przyciąga nas do siebie i jednocześnie zmierza w naszym kierunku. Wydaje nam się, że przychodzimy do Niego, ale to przecież On przychodzi do nas. Cały czas. Nie przestaje. I nie z kontrolą, ale ze swoją łaską.

Zaaferowani tym lub innym remontem, wyrzeczeniem, praktyką religijną, zadaniem do wykonania zdążymy już zapomnieć, po co to wszystko (albo już się zmęczyć i chcieć po prostu tylko odpocząć), podczas gdy On niestrudzenie przedziera się przez nasze ciemności i je rozjaśnia.

Emmanuel. Bóg z nami.