Tagi
#adwent, #biblia, #chrzescijanstwo, #codziennosc, #DanutaKaminska, #relacje, #słowoboże, #zdrowiepsychiczne

Fot. Danuta Kamińska
Czuję się tu bezpiecznie. Mam jeden krok do pracy (moja znajoma śmieje się, że chodzę na roraty „w pracy”, ale rzeczywiście, niewiele się myli, są prawie w mojej pracy ;).
Kazania głosi w tych dniach ojciec Mateusz, karmelita. Inny głos, można powiedzieć, inne spojrzenie, ale bardzo potrzebne w naszym Kościele.
Jak zwykle zerkam dyskretnie na zegarek, by nie spóźnić się do pracy. Biegnę po schodach i cicho wślizguję się do mojego pokoju. Lubię to miejsce. Zza ściany docierają do mnie słabo słyszalne odgłosy obecności innych pracowników redakcji. Jesteśmy tu razem, ale nie przeszkadzamy sobie nawzajem. Każdy ma swoją przestrzeń i to jest cudowne.
Za chwilę dotrze moja rówieśniczka. Zaśmiejemy się znów głośno z opowiadanej anegdoty lub historii z życia wziętej (zazwyczaj wziętej z życia naszych pociech, które nie ustają w dostarczaniu nam powodów do radości, ale i zmartwień, jak to bywa w przypadku nastolatków – normalna sprawa).
Ciemności za oknem powoli ustępują. To znak, że zaraz dołączy do nas A. Troskliwa i pełna ciepła starsza pani. To do niej idę z zawodowymi pytaniami, to z nią dyskutuję, z nią wymieniam się czytelniczymi inspiracjami.
Dzień się zaczyna: z ciemności roratniej, przetykanej punkcikami świec, przechodzi w jasność poranka. Treści poruszane w roratnim kazaniu „pracują” we mnie i rozświetlają mój dzień. Adwent dzieje się we mnie. Dzięki Bogu.
