Tagi
#adwent, #chrzescijanstwo, #codziennosc, #DanutaKaminska, #dobreslowo, #miłość, #relacje, #rodzina, #słowoboże, #swiadectwo, #wdzięczność, #wiara, #zdrowiepsychiczne

Fot. Danuta Kamińska
Wracam z rorat. Rozmyślam o tym, co przed chwilą usłyszałam podczas nauki rekolekcyjnej. Przed oczami mam figurę anioła z zapaloną świecą. (Obok niego, przed samym ołtarzem, stoją trzej jego towarzysze, czekając na moment, gdy również ich świeca rozbłyśnie w mrokach kościoła).
Myślę też o tym, z czym wchodzę w ten Adwent. Na pewno jest to radość. Jestem bardzo wdzięczna za kończące się (już niebawem) szkolenie, które trwa już długo, bo od września. Sporo się nauczyłam, poznałam ciekawych ludzi – prowadzących i uczestników. Będzie mi trochę brakowało tej atmosfery, jaka planowała podczas naszych zajęć. (Jeszcze tylko jedno spotkanie przede mną).
U progu Adwentu towarzyszy mi również nadzieja. Noszę w sercu sprawy moich dzieci, oddaję je Bogu z troską, ale też z ufnością. Patrzę na adwentowy świecznik w oknie pokoju mojej córeczki. Zazwyczaj piętro wyżej, u jej sporo starszego brata, przez cały Adwent palił się, wypełniając ramę okna jasnym, ciepłym światłem, ten świecznik nawiązujący do menory. Obok wieńca adwentowego, który stawiamy co roku w naszym domu na honorowym miejscu, ten symbol jest mi bardzo bliski. (U córy białe światło świecznika łączy się z kolorem roletek i daje efekt czerwieni zalewającej pokój).
Cicho nucą adwentowe pieśni benedyktyni, wsłuchuję się w tę muzykę. Ich medytacyjne utwory towarzyszyły nam podczas pieczenia pierników. (Mamy taką rodzinną tradycję, że przygotowujemy pierniki w pierwszą niedzielę Adwentu). E. i A. słuchają adwentowych pieśni, zasypiając. Jedna z nich zapada mi w pamięć i towarzyszy podczas całego kolejnego dnia.
Z czym jeszcze wchodzę w ten Adwent? Z pokojem w sercu. Jestem za niego ogromnie wdzięczna. Wiem, że nie jest moją zasługą ani moim dokonaniem. Książę Pokoju przychodzi. I jest blisko. Czekam na Niego. Maranatha!
PS
Mija rok, odkąd odnowił się mój kontakt z kimś, o kim myślałam, że już nigdy nie uda się z nim zamienić słowa. Nie wracam do sprawy zniszczonego wieńca wiele lat temu, bo przebaczenie przykryło te wydarzenia zasłoną miłosierdzia. Cudem jest dla mnie to, że Pan odnowił i uleczył tę relację.
Jest taki fragment w Księdza Przysłów: „Gdy drogi człowieka są miłe Panu, pojedna On z nim nawet wrogów” (Prz 16, 7).
Nigdy nie myślałam o tej osobie jako o wrogu, ale te słowa obietnicy spełniły się w moim życiu w kontekście pojednania, którego dokonuje Bóg. Jego działanie (na pewno w tym przypadku) było poza moją świadomością i poza moimi możliwościami. Było dziełem Pana.
Wchodzę więc w Adwent pojednana. I modlę się o kolejne cuda. Amen!
