Tagi

, , , , , , , , , ,

Fot. Danuta Kamińska

Wyjechaliśmy na weekend sami, bez dzieci. Zostały u naszych przyjaciół, a my spędziliśmy ten czas nad morzem. Dużo spacerowaliśmy, ciesząc się plażą i ścieżką wzdłuż linii brzegowej, zwiedzaliśmy też w pobliskiej miejscowości przepiękne ogrody (ich nazwy nie podam, by nie robić kryptoreklamy).

Takie wyjazdy nazywamy randką małżeńską. Od kilku lat są to rzeczywiście wyjazdy (przede wszystkim w góry), a nie tylko kilkugodzinne wypady. Te drugie też zachowaliśmy w naszym małżeńskim terminarzu: chodzimy razem do teatru, na koncerty. A codziennie wychodzimy na kilkukilometrowy spacer.

Czy jest to ważne, te randki, wyjścia, spacery, rozmowy? W naszym wypadku na pewno tak. Czy w przypadku innych par małżeńskich, nie wiem. Każda z nich przecież może wypracować swoje zwyczaje i rytuały, kultywować wybrane przez siebie tradycje. Myślę jednak, że istotne jest to, by je w związku mieć i nie zostawiać wszystkiego „biegowi zdarzeń”, nie zakładać, że „jakoś to będzie”. Bo nie o „jakoś” chodzi. Ale to już sprawa indywidualnych wyborów, decyzji i tego, z jakim nastawieniem wchodzi się w sakramentalny związek.

Lata małżeństwa nauczyły mnie przede wszystkim doceniania łaski sakramentu małżeństwa i, po drugie, konieczności współpracy z tą łaską. Nic „samo się” nie zrobi, co najwyżej bałagan. Duch Święty na szczęście jest Duchem pokoju i ładu, potrafi każdy „ogród w ruinie” przemienić w cudowną łaskę spotkania i owocującej miłości, przebaczenia i nadziei.

Uczy mnie ufności, że z Bogiem wszystko może zostać przemienione dla naszego dobra (por. Rz 8, 28), bo On ma ostatnie słowo, a nie wyzwania, problemy, choroby czy grzechy.

Za kilka miesięcy będziemy świętować naszą dwudziestą rocznicę ślubu. Nie wiem, kiedy to minęło, wydaje się, jakbyśmy właśnie dopiero co odeszli od ołtarza. Żartowaliśmy w pierwszych latach: „Po odejściu od ołtarza reklamacji nie uwzględnia się „, parafrazując tekst znany ze sklepów w PRL-u. Ale nie zawsze było nam do śmiechu i pewnie nie raz znalazłyby się powody, by te reklamacje zgłaszać. W takich sytuacjach cytowaliśmy zasłyszaną puentę dowcipu: „Widziały gały, co brały”. Ale nie poprzestawaliśmy na dowcipkowaniu. Miłość to też przecież ciężka praca. Przede wszystkim nad sobą.

Dziękuję Bogu, że nas przeprowadził przez wszystkie dotychczasowe burze i doliny łez. Że był wierny i miłosierny. Że nas nigdy nie opuścił. I że prowadzi nas dalej. Nie tylko podczas randki, ale także w naszej zwykłej (a czasem niezwykłej) codzienności.