
fot. Michał Kamiński
Wczoraj, gdy jechałam samochodem z naszym pięcioletnim synkiem, usłyszałam od niego coś pięknego i zupełnie niespodzianego:
„Mamusiu, ja już wiem, dlaczego Pan Jezus chciał zmartwychwstać. Żeby nas przywitać w niebie! Tam będzie fajnie, wiesz?… I Pan Jezus nas tam przywita, bo zmartwychwstał i znowu żyje!”
Wyobraziłam sobie tę scenę i uśmiechnęłam się, łapiąc na tym, że chcę już tam być!
Kilka dni wcześniej dzieci poprosiły, bym zaśpiewała im przed snem standard gospel „Zniż się rydwanie mój”. Śpiewały ze mną: „Anieli w bieli od niebios bram jadą, aby zabrać mnie stąd”. Próbowały mi wtórować, jak umiały.
***
Dziś rano dowiedziałam się o niespodziewanej śmierci pewnego mężczyzny. Modliłam się za jego operację kilka dni temu. Operacja się udała. Miał wyjść niebawem ze szpitala. Ale nagle tej nocy zatrzymało się jego serce i przestało bić.
Czy zdążył?
Rodzina mówi, że – gdy kiedyś poruszali z nim ten temat przy jakieś okazji – nie życzył sobie księdza na pogrzebie.
Co zadziało się w tej ostatniej chwili, gdy był sam na sam ze świadomością tego, że to już ostatni oddech, ostatnie uderzenie serca…
Czy zdążył?
I ostatnia minuta ma sześćdziesiąt sekund…
Czy zdążył?
To wie tylko Bóg.
Czy zdążył?
Ufam, że tak.
Choć nie wiem tego na pewno.
***
Słucham, co mówi święty Paweł:
„Zalecam więc przede wszystkim, by prośby, modlitwy, wspólne błagania, dziękczynienia odprawiane były za WSZYSTKICH ludzi. Jest to bowiem rzecz dobra i miła w oczach Zbawiciela naszego, Boga, który pragnie, by WSZYSCY ludzie zostali zbawieni i doszli do poznania prawdy.” (1 Tm 2, 1.3-4, podkreślenie moje)
I mocno wierzę, że Bóg ma swoje sposoby, by dotrzeć do KAŻDEGO człowieka.
