
Fot: Michał Kamiński
Słońce przypomina nam wakacyjne dni, choć już tak mocno nie praży. Zieleń trawy jest nadal intensywna, a iglaki w ogóle nie przejmują się zbliżającą się jesienią.
Kot sąsiadów przechadza się niespiesznie po naszym ogrodzie. Jak zwykle robi obchód „swojego” kawałka ziemi – co dzień ten sam rytuał.
„To tylko nasze dzieci rosną i przybywa im lat, my jesteśmy nadal piękne i młode!” – śmieje się szwagierka. Patrzymy na nasze pociechy. Już dawno wyrosły ze śpioszków, mają teraz takie długie nogi!
Rozmawiamy o tym, jak to było, gdy pojawiły się na świecie. Dokładnie pamiętamy najmniejsze szczegóły, gdy były malusieńkie. A teraz się okazuje, że nagle zrobiły się takie… już całkiem duże!
Podobnie jak rodzina wpatruje się z uwagą w rocznego szkraba, który stawia pierwsze kroki – tak wierzę, że całe NIEBO kibicuje nam, z uwagą śledząc każdy krok, z radością witając choćby najmniejszy postęp w duchowym rozwoju.
Ty i ja jesteśmy kochani i oczekiwani.
Niezależnie od tego, jak to wyglądało w przypadku naszych biologicznych rodziców, jest Ktoś, kto bardzo nas chciał. Kto – próbując przebić się przez krzykliwe reklamy i nieznoszące sprzeciwu polecenia służbowe – szepcze w twoim sercu: „Ukochałem cię odwieczną miłością!” (Jer 31, 3).
Świadomość tego pomaga mi w zmaganiach, jakich pełna jest moja codzienność.
Pamięć o tym, że choćby cały świat był przeciw, On jest ZA, dodaje mi skrzydeł.
Jestem kochana.
Jesteś kochany.
Ten głos, choć cichy i nienarzucający się, jest silniejszy niż wszystkie inne, którymi atakowana jest nasza głowa, łącznie z tymi, które próbują nas przekonać, że to zbyt piękne, by mogło być możliwe.
Jest możliwe. Bo jest ON.
Nie dlatego, że jesteś idealny, bo nikt taki nie jest.
Nie dlatego, że jesteś sprawiedliwy, bo nikt taki nie jest (Rz 3, 10).
Jest
ON.
I kocha.
I cieszy się ze mnie i z ciebie.
W ogrodzie twojego serca cały czas słychać ten głos.
Amen.
PS Dostałam właśnie – bez okazji – liściki miłosne od naszych pociech. Serduszka, buziaki i wyznania miłości. Patrzę, jak bawią się w ogrodzie… I jak rosną. Jak rośnie MIŁOŚĆ.
