Tagi

, , , , , ,

Fot. Danuta Kamińska

Opieram się o ścianę, by się nie przewrócić. Robi mi się słabo, gdy słyszę wiadomość o tym, że zmarł nasz dyrektor… To niemożliwe, chciałoby się zawołać. Przecież miał do nas wrócić na dniach! Lekarze orzekli, że chemia pomogła, a on sam był w doskonałym nastroju…

Wieczny odpoczynek racz mu dać, Panie!

Rozmawiamy o tym, że śmierć potrafi przyjść niespodzianie – wbrew dobremu samopoczuciu, wbrew diagnozie lekarzy o dobrym stanie pacjenta.

Mówimy o tym, że odchodząc, był pojednany z Bogiem i z ludźmi, że był do końca pogodny i że odszedł w pokoju.

Modlimy się za niego, zgromadzeni w kaplicy. Wielu z nas ociera łzy. Brakuje nam go.
Pod ołtarzem pali się fioletowa świeca w adwentowym wieńcu, pozostałe trzy czekają, aż ujmiemy je w odpowiednim momencie w swoje dłonie i również zapalimy, w kolejne niedziele.
Podobnie i my, czekamy z ufnością, aż w odpowiednim czasie Bóg ujmie nas w swoje dłonie i zaniesie do swojej chwały, gdzie światło nie gaśnie, gdzie nie zapada zmrok.

Adwent jest przygotowaniem do przejścia tam, gdzie on – nasz dyrektor – już jest, jak wierzę.

Adwent jest przygotowaniem na przyjście Pana do nas, ale i na Jego przyjście po nas. Jest przygotowaniem na ten moment, gdy On przyjdzie w chwale, by nas zabrać „na obłokach”, jak czytamy w Słowie Bożym, ale i przygotowaniem na ten moment Jego przyjścia bardzo dyskretnego, gdy po cichu chwyci nas za rękę i podniesie, jak kiedyś teściową Piotra, by zabrać nas ze sobą, kończąc tym gestem nasze życie tu, na ziemi.

Adwent przygotowuje nas do śmierci i do końca świata. Nie służy gromadzeniu świecidełek i myciu okien – to by było stanowczo za mało.

Nasz dyrektor był przygotowany – to jest dla mnie bardzo pokrzepiające. Przyjmuję jego świadectwo życia i śmierci z wdzięcznością i odczytuję jako zachętę do bycia przygotowanym (przygotowaną) na przyjście Pana – zarówno na to w chwale, jak i to ciche, dyskretne.
***
A światłość wiekuista niechaj mu świeci. Amen.