Tagi

, , , , , ,

Fot. Danuta Kamińska

Paraliż komunikacyjny. Dwie i pół godziny wracam do domu z pracy. Śnieżyca, lód na obwodnicy, korek na wiele kilometrów, tir tarasujący zjazd i jakiś czujnik w samochodzie, który ma awarię i cały czas piszczy. W naszych stronach mówi się, że można od tego dostać na głowę, czyli oszaleć w takich warunkach. Jestem bliska tego, ale chwila w ciszy, gdy leżę bez ruchu na kanapie w salonie, wystarcza, by układ nerwowy się trochę uspokoił.
Najważniejsze, że zdążyłam odebrać dzieci i że bezpiecznie dotarliśmy do domu. Dzięki Bogu.
W osiedlowym sklepie, w kolejce do kasy, zagaduje mnie pan w roboczym ubraniu. Opowiada o dzieciach, o żonie. Nie znam go, ale poznaję właśnie pół jego życia. W domu sprawdzam, czy nie mam na czole napisane: „słuchanie za darmo”, ale oprócz zmarszczek nic nowego mi tam nie przybyło.
Przybył mi za to nowy rok życia. Bardzo się z niego cieszę, a jeszcze bardziej z tego, co przede mną.
Moja córka – pierwszoklasistka – powiedziała mi kilka dni temu (w kontekście tego, że obie mamy w styczniu swoje urodziny), że nie chciałaby wracać do tego, co było. Lubiła być mała (nie prostowałam, że nadal do dużych nie należy: subiektywnie czuje się dużą i ma do tego prawo), ale bardziej podoba jej się, jak jest teraz.
Doskonale ją rozumiem. Zdarza mi się wracać pamięcią do dzieciństwa czy czasu studiów, ale zawsze najmilej mi jest w tym, co jest teraz.
Nawet w wielokilometrowym korku. Bo „teraz” jest jedynym momentem, w którym jestem. Przeszłość minęła, przyszłość jeszcze nie nadeszła. Tylko w „teraz” istnieję.
Kiedyś przejdę, jak ufam i wierzę, w tryb „zawsze”. Nie wiem, ile mi jeszcze zostało do przejścia, ale dziś, jadąc do pracy, dziękuję Bogu za dzień urodzin i za moje życie. Za to, że pozwolił mi przejść różne sytuacje, które przypominały ten wczorajszy paraliż komunikacyjny, gdy musiałam czekać lub gdy nie było widać końca trudnego położenia. Gdy ból włączał się jak tamten wczorajszy zepsuty czujnik, dokuczliwie piszczący.
W tym wszystkim zawsze jest ze mną – jak mówią słowa pięknej pieśni gospel: jest ktoś jeszcze w tym ogniu. To parafraza Księgi Daniela i opowieści o piecu ognistym, bardzo trafna.
Tak, przeprowadza przez ogień i przez wodę, jak mówi Izajasz, i w tym wszystkim zawsze jest ze mną. W moim „teraz”.