
Fot. Danuta Kamińska
Papież Leon XIV prosił, by w październiku odmawiać różaniec z intencją o pokój na świecie. Pamiętamy o tym w naszej codziennej modlitwie w pracy i w domu.
Składając pranie, natrafiłam jakiś czas temu na koszulkę syna (prezent od jego chrzestnego). Napis umieszczony na niej zatrzymał mnie na dłużej. „Czyń dobro – nie wojnę” – tak sobie to roboczo przetłumaczyłam.
Oczywiście nie mamy bezpośredniego wpływu na wielkie mocarstwa ani na ich przywódców. Możemy mieć nawet wrażenie, że przywódcy ci nie mają momentami panowania nad samymi sobą, a co dopiero mówić o rozsądnym zarządzaniu i decydowaniu o losach zależnych od ich decyzji tysięcy, a czasem milionów ludzi.
Niektórzy z tych przywódców może są niepoczytalni, a może wcale nie są – nie wiem do końca. Jednak jedno jest pewne: nie chcemy wojny. Modlimy się o zakończenie tych toczących się teraz w świecie i o oddalenie groźby konfliktu zbrojnego od naszego kraju.
Czy jednak rzeczywiście nie mamy żadnego wpływu na to, co dzieje się wokół nas? Słowo Boże, nauczanie Kościoła i ten napis na koszulce mojego syna mówią coś zupełnie przeciwnego: mamy wpływ i to ogromny.
Wierzę w tryumf miłości, w tryumf serca (zbieżność z tytułem filmu o św. Maksymilianie nie jest przypadkowa). Wierzę, że miłość jest silniejsza i że zło ostatecznie zostanie pokonane, choć panoszy się i wydaje się górować nad nami.
Być może nie jest do końca możliwe wyrugowanie konfliktów i wojen na świecie, choć modlimy się, by tak się stało. Jednak ostatecznie grzech i śmierć, a więc i wojna, zostaną pokonane.
Nie wiem, czy nasze dzieci będą żyły w błogosławieństwie pokoju, nie wiem, czy nasze życie do końca naszych dni będzie pobłogosławione pokojem, ale chcę dziękować, za to, że póki co żyjemy w naszym kraju w pokoju, nie toczy się na naszym terytorium wojna. Chcę dziękować i cieszyć się z pokoju. Wypraszać łaskę pokoju dla innych krajów i ludów. I wstawiać się, by pokój został zachowany. Amen.
