Tagi
#DanutaKaminska, #dobreslowo, #ewangelizacja, #komunikacja, #nowaewangelizacja, #relacje, #swiadectwo, #troska, #wdzięczność, #zdrowiepsychiczne

Fot. Danuta Kamińska
Każdego dnia zatrzymujemy się przy skrzynce (właściwie: skrzynkach) na listy na drugim końcu osiedla. To są uroki mieszkania na wsi, musiałam się do tego przyzwyczaić po przeprowadzce. Całe życie miałam skrzynkę na listy zaraz przy wejściu do bloku lub kamienicy, w zależności od tego, gdzie akurat mieszkałam. Teraz jednak mam ją w zbiorczym pakiecie z innymi sąsiadami daleko od naszej ulicy.
Podjeżdżam więc tam, wracając z pracy, i korzystając z tego, że mam w samochodzie ruchliwe i pełne energii pociechy, proszę, by któreś z młodszych wyjęło listy. Kłódka nigdy nie jest zamknięta na klucz (lub, mówiąc w gwarze, zakluczona), więc bez problemu każde z dzieci może się dostać do wnętrza skrzynki, gdy czekam z pozostałymi w samochodzie.
„Piszą do nas wielkie firmy”, że tak zacytuję wypowiedź bohatera jednego ze znanych polskich filmów sprzed lat. Oprócz rachunków i druków reklamowych, wyjmujemy też czasami listy od prywatnych nadawców, ale te zazwyczaj przychodzą w okolicach Bożego Narodzenia i Wielkanocy. W kopercie znajdujemy wtedy świąteczną kartkę.
Wczoraj jednak był wyjątek. Otrzymaliśmy PRAWDZIWY list. Ręcznie pisany, nie z życzeniami, ale z wiadomościami i pozdrowieniami od serca. Dzisiaj takie listy to już rzadkość: na ozdobnej papeterii, zapisane starannym pismem.
Od razu moje myśli pobiegły do czasów, w których jeszcze pisałam papierowe listy na – a jakże! – takim właśnie, ozdobnym papierze.
Przypomniała mi się też zabawna sytuacja z czasów studenckich (właściwie miała ona miejsce już krótko po skończeniu przeze mnie studiów), kiedy to przeprowadziłam się do zabytkowej części miasta i wynajmowałam pokój z aneksem kuchennym na strychu starej kamienicy.
Wraz z kluczami do kawalerki powinnam otrzymać również kluczyk do skrzynki na listy. Byłam przekonana, że tak właśnie się stało. Jakie było jednak moje rozczarowanie, gdy skrzynka przez okrągły miesiąc pozostawała pusta. Zaczęłam się niepokoić. Nawet nie o same rachunki, które dziwnym trafem „wyparowały”, ale o nadawców, z którymi dotąd prowadziłam ożywioną korespondencję.
Po około miesiącu ktoś z sąsiadów wreszcie uświadomił mi, że numery na skrzynce nie odpowiadają numerom mieszkań. Rzeczywiście, dziwnym trafem kluczyk pasował także do tej innej, nieotwieranej przeze mnie dotąd, skrzynki. Kiedy przekręciłam klucz, listy, ku mojej radości, wysypały się w końcu na drewnianą podłogę klatki schodowej.
„Pamiętali jednak o mnie” – wyszeptałam.
Czasami, z niezrozumiałych dla mnie przyczyn, z opóźnieniem docierają do mnie wiadomości, na które czekam: zawieruszają się maile, wpadają do spamu, giną SMS-y, ktoś nie może się do mnie dodzwonić. Nawet jeśli zdarza się kumulacja takich sytuacji, wiem że za chwilę znajdzie się odpowiedni klucz, odpowiednia skrzynka i „wysypią się” serdeczne słowa, dobre wieści, gesty podtrzymujące relacje i tworzące głębokie więzi.
Zmienia się forma komunikacji, ale nie musi zmieniać się jej jakość. To od nas zależy, czy o to zadbamy.
