Tagi

, , , , , , , ,

Fot. Danuta Kamińska

„Szczęśliwe chwile to motyle/Miłość wieczna tęsknota”, słowa piosenki „Kory” (Olgi Jackowskiej) wracają w mojej pamięci, gdy oglądam z uwagą barwnego motyla w Ogrodzie Doświadczeń, w którym zatrzymaliśmy się podczas naszej wakacyjnej wyprawy.

Kilka godzin później z wyczekiwaniem zerkam na wyświetlacz telefonu, na którym pojawia się w końcu wiadomość od męża: to jednak złamanie. Przeczuwałam to gdzieś w środku, ale miałam nadzieję, że to jednak nie to. Znów, w tym samym miejscu kości, w tak niewielkiej odległości czasowej? To niemożliwe!

Córeczka jest bardzo dzielna, wraca „zagipsowana” pod samo kolano. Jej bracia również są dzielni. Czekają kolejne godziny razem ze mną w tym pięknym miejscu, spędzając na świeżym powietrzu cały dzień.

Młody chłopak, który litościwie przygotowuje dla męża i córeczki naleśniki, mimo że właściwie już zamyka swoją budkę, opowiada mi zabawne sytuacje z historii swojej rodziny. W rolach głównych obsadza swoją mamę i wujka. Śmieję się głośno i na chwilę udaje mi się zapomnieć o kolejnym małym „trzęsieniu ziemi” , które wywraca nasze plany urlopowe do góry nogami.

Mimo wszystko nie uważam, że szczęśliwe chwile przypominają motyle. Nie wstrzymuję oddechu, by ich nie spłoszyć, jak dzieje się to wtedy, gdy obserwuję owady w kwiatowym labiryncie wewnątrz Ogrodu Doświadczeń.

Swoją drogą, ciekawa nazwa. W założeniu odsyła do doświadczeń fizycznych, bo z myślą o nich zagospodarowany został ten spory obszar zieleni. Jednak wyraz „doświadczenie” ma jeszcze inne, chyba nieco głębsze znaczenie. Jakie? Na pewno po odwiedzeniu tego miejsca jestem bogatsza o nowe doświadczenia: udaje mi się zorganizować czwórkę moich głośnych i żywiołowym chłopców, wypatrzeć z najmłodszym z nich stadko kaczek, łowiących coś zawzięcie w pobliskim stawie, opędzić się od kąsających komarów, nie nudzić się przez kolejne cztery godziny oczekiwania na wieści ze szpitala.

Siadam na pobliskiej ławeczce i zamykam oczy. Ciepłe promienie zachodzącego słońca delikatnie gładzą moją twarz. Wiem, że jesteśmy bezpieczni, mimo że znajdujemy się w obcym mieście, w tym momencie bez samochodu, z dala od miejsca naszego noclegu (a ja dodatkowo z wielkimi bąblami na stopach).

Następny dzień postanawiamy spędzić „na chillu”, jak to określił najstarszy syn, który obiecuje mi pomoc przy naszej Maludzie ze złamaną nóżką. Reszta rodziny rusza na podbój okolicznych skałek i muzeów.

Z wczorajszej słonecznej pogody pozostaje mi tylko pamiątka w postaci jaskrawej opalenizny, która (mam taka nadzieję) niebawem zmieni odcień na bardziej czekoladowy.

Wychodzę na tonącą w deszczu ulicę i rozglądam się badawczo. W sklepie na rogu nabywam jakiś ciuszek dla naszej pięciolatki, który będzie można założyć na gips, bo w walizce mam tylko jedne jedyne spodenki z bardzo szerokimi nogawkami – reszta nie kwalifikuje się jako odzież dla gipsowej nóżki.

Czy można być szczęśliwym, gdy plany po raz kolejny zostają pokrzyżowane? Można. Ja jestem szczęśliwa.

Patrzę na twarzyczkę naszej córuni, która mimo kontuzji nie traci dobrego nastroju i pogody ducha. Dziękuję Bogu, że jest z nami, że w Jego dłoniach jesteśmy bezpieczni, że w Nim jest nasz odpoczynek.

***

„Spocznij jedynie w Bogu, duszo moja,
bo od Niego pochodzi moja nadzieja.
On jedynie skałą i zbawieniem moim,
On jest twierdzą moją, więc się nie zachwieję.
W Bogu jest zbawienie moje i moja chwała,
skała mojej mocy,
w Bogu moja ucieczka.
W każdym czasie Jemu ufaj, narodzie!
Przed Nim serca wasze wylejcie:
Bóg jest dla nas ucieczką!” (Ps 62,6-8)