Tagi

, , , , , , , , , ,

Fot. Danuta Kamińska

Zmiany planów ciąg dalszy! Znów wydarzyło się coś, co je nam zburzyło. Jednak nie poddajemy się, nie wszystko przecież musi być idealnie. Wierzymy, że Boże Miłosierdzie jest większe niż nasze wyobrażenia i nawet wtedy, gdy kolejny raz zmuszeni jesteśmy skreślać coś w kalendarzu, nie tracimy pogody ducha . Umacnia nas w tym modlitwa w Łagiewnikach, na którą wstąpiliśmy w zeszłym tygodniu, wracając po skróconych niespodziewanie wakacjach.  Mimo deszczu i załamania pogody, udaje nam się wygospodarować tam kilka minut na adorację w ciszy. Jak dobrze!

Królewski syn

Przy okazji przypominam sobie historię, która mnie kiedyś urzekła. Król Dawid pyta, czy jest jeszcze ktoś z rodu Saula, ponieważ chce okazać mu miłosierdzie.  Znajduje się jeden człowiek – Meribbaal, chromy na obie nogi. Mówi o sobie samym „parszywy pies”, co jeszcze zwiększa dramaturgię ich spotkania. W rzeczywistości jednak jest synem królewskim – synem Jonatana,  syna Saula. Dawid postanawia, że Meribbaal będzie jadał z nim przy stole, podobnie jak każdy królewski syn zasiadał dotąd przy królewskim stole w Jerozolimie (por. 2 Sdz 9, 1-13).

Przy stole z królem

Na początku nie wiedziałam, co jest tak poruszającego w tej historii. Myślałam, że może tym, co zwróciło moją uwagę w biblijnej opowieści, jest sytuacja człowieka odrzuconego, niemal wyklętego, a dodatkowo jeszcze człowieka z niepełnosprawnością, który zostaje odnaleziony i przywrócony do królewskiej godności. Tak, to też jest piękne w tej historii. Jednak tym, co ujęło mnie najbardziej, jest zdanie Dawida o miłosierdziu. Rzeczywiście, w tamtej sytuacji – politycznej, kulturowej – Merribbaal nie zasługiwał na tak wspaniałomyślny gest. Dodatkowo, Dawid zaznacza, że miłosierdzie chce okazać tylko ze wzglądu na Jonatana (ojca Meribbaala).

Jak dziecko u matki

Kiedyś trafiłam na ciekawe wyjaśnienie słowa miłosierdzie: jako miłość, która nam się nie należy, w znaczeniu, że nie mogliśmy (nie byliśmy w stanie) na nią w żaden sposób zasłużyć. Podobno hebrajskie słowo określające miłosierdzie pochodzi od innego wyrazu, oznaczającego matczyne łono i – przez analogię – ukazuje czułą i wierną miłość, na którą – podobnie jak niemowlę pod sercem matki – nie jest się w stanie w żaden sposób zasłużyć ani za nią odpłacić. Jest ona absolutnie pierwsza i wcześniejsza niż jakiekolwiek nasze działania i niż – przez analogię dziecka – my sami.

Szuka, komu okazać miłosierdzie

Porusza mnie więc najbardziej w przywołanej wyżej scenie biblijnej to, jak Dawid szuka wśród ocalałych kogoś, komu mógłby okazać swoje miłosierdzie. Wyobrażam sobie, że podobnie Bóg wychodzi nam naprzeciw, szukając komu mógłby okazać swoje miłosierdzie, ze względu na swojego Syna Jezusa.  Jesteśmy, podobnie jak Meribbaal, chromi na obie nogi – nie damy rady sami przyjść do Boga. To On wychodzi nas szukać. I znajduje w Jezusie. Sadza przy jednym stole i nie pozwala mówić o nas jako o parszywych psach, ale odtąd jako o królewskich synach.

Nie wszyscy to pojmą

Pewnie, że można się upierać, że ma się zdrowe nogi i umie się samemu dojść do Boga. Ale innej drogi niż przez Jego Syna nie ma. Innej drogi niż przez Boże Miłosierdzie po prostu nie ma!

***

„Lecz Pan czeka, by wam okazać łaskę,
i dlatego stoi, by się zlitować nad wami,
bo Pan jest sprawiedliwym Bogiem.
Szczęśliwi wszyscy, którzy w Nim ufają!” (Iz 30, 18)