Tagi

, , , , , , , ,

Fot. Danuta Kamińska

Nasza mała córcia niosła w tym roku gwiazdę na przedzie Orszaku Trzech Króli w naszej miejscowości. (Zostałam na tę chwilę osobistą opiekunką gwiazdy ;). Synowie w przebraniach towarzyszyli nam jako pastuszek i sługa królewski. Mój mąż był jak co roku królem Kacprem i niósł szkatułkę ze złotem, czyli różnymi monetami wypożyczonymi z naszego domu (budzą one niezmiennie duże zainteresowanie najmłodszych uczestników). Mróz był paskudny, śnieg spory, ale przygoda wspaniała.

Co roku idziemy w Orszaku. Zdarzało nam się, gdy dzieci były mniejsze, uczestniczyć w nim w różnych miejscowościach. Czasem razem z dziadkami naszych pociech, czasem na wyjazdach w góry, gdzie dzieci uczyły się jeździć na nartach. Zawsze było to umacniające wiarę przeżycie i okazja do złożenia świadectwa miłości do Zbawiciela.

Trochę jak idąc w procesji Bożego Ciała, chociaż w nieco inny sposób. Zazwyczaj Orszak Trzech Króli ma krótszą trasę niż procesja, nie jest też wydarzeniem liturgicznym, przypomina raczej barwny korowód. Ale on też jest formą zamanifestowania obecności chrześcijan w przestrzeni publicznej.

Ważne jest świadczenie o Jezusie. W każdej formie: wyjście na ulice miast i mniejszych miejscowości także ma moc świadectwa. To nie tylko radosny śpiew kolęd, to nie tylko barwny, udekorowany koronami z papieru tłum. To także głos, który nie przestaje wołać: „Jezus żyje! Tylko w Jego imieniu jest zbawienie!”