Konfitura uczuć

Tagi

, ,

Fot: Danuta Kamińska

„Dla innych może to jest Dzień Matki, dla mnie to Dzień Mamusi” – śpiewał dziś nasz syn podskakując w rytm muzyki, podczas przedszkolnego występu.

Prezent, który otrzymałam, zawierał odręcznie zapisane zdanie: DZIENKUJE RZE MNIE KOCHASZ. Można się nie wzruszyć?

Słowo ma wielką moc. Zwłaszcza to dobre, bo o destrukcyjnej sile złych słów, jak i złego dotyku pisano już wiele. Ale dobro – nawet to najmniejsze – jest silniejsze. Potrafi odsłonić nową rzeczywistość, otworzyć nowe przestrzenie. Ma moc. Moc stwórczą.

Gdy otwieram słoik z konfiturą uczuć, jaki dziś otrzymałam, widzę tę wielką siłę sprawczą, która drzemie w środku, na równo zapisanych karteczkach.

Podobno mam odczytywać tylko jedną na dzień – ja rozwinęłam od razu wszystkie, a właściwie rozwijała je i podawała mi córeczka. Ale – zgadzam się – od jutra tylko po jednej. ; )

Pomyślałam od razu o tym, co by się stało, gdyby to dzieci w swoich domach miały podobne słoiczki i mogły sięgać do nich po dobre, krzepiące słowa. Może mniej byłoby takich tragedii, jaka rozegrała się dopiero co w Holandii…

Krzepiące słowa matki, wzmacniające słowa ojca – cudowny, cenny ekwipunek na dorosłe życie!

Słońce niepostrzeżenie spaliło mi ramię i pół policzka (może nie spaliło, a zaróżowiło), gdy słuchałam, skupiona, podczas nieoficjalnej części dzisiejszej uroczystości, poruszającej opowieści. Moja rozmówczyni opisywała mi swoją walkę, stoczoną kilka lat temu,  o – dorosłego już teraz – syna. Jej słowa zachęty i wytrwała miłość pomogły mu zawrócić ze złej drogi, zbudowały na nowo most zaufania.

Oby było jak najwięcej takich pięknych, pełnych pasji historii. Oby konfitura uczuć smakowała nam wszystkim!

Mam przy sobie Słowo, które koi i leczy. Które burzy i buduje. Nie w słoiku, a w skórzanej oprawie. Ale równie dobrze może też być bez etui, mieć mały lub duży format. Masz je przy sobie? Masz obok Biblię?

Zerknij, może to na Ciebie czeka tam dziś krzepiące słowo:

Czyż może niewiasta zapomnieć o swym niemowlęciu,
ta, która kocha syna swego łona?
A nawet, gdyby ona zapomniała,
Ja nie zapomnę o tobie.
Oto wyryłem cię na obu dłoniach. (Iz 49, 15-16a)

Czekaj na wiatr…

Tagi

, ,

fot. Michał Kamiński

fot. Michał Kamiński

Powiew, który nadaje życiu kierunek, wewnętrznie porusza, podrywa do lotu. Wsłuchiwanie się w natchnienia pozwala wypłynąć na głębsze wody. Ten, kto narodził się z Ducha, jest jak wiatr – wewnętrznie wolny, ale również otwarty na niespodzianki od Boga.
Co jednak, gdy nie słyszę i nie widzę Bożych wskazówek i podpowiedzi – takie pytanie często jest mi stawiane przez osoby rozpoczynające swoją przygodę na drodze wiary. „Czekaj na wiatr”, mam ochotę odpowiedzieć, cytując słowa pięknej piosenki (śpiewanej przez Mietka Szcześniaka wraz z Anną Marią Jopek na płycie „Zwykły cud”).
Czekaj na wiatr…
„Wiatr wieje tam, gdzie chce, i szum jego słyszysz, lecz nie wiesz, skąd przychodzi i dokąd podąża. Tak jest z każdym, który narodził się z Ducha.” (J3,8).
Zarówno ten delikatny, jak i ten gwałtowny w naszym wnętrzu – są tchnieniem Ducha. Subtelne i dyskretne poruszenia pociągające nas ku uwielbieniu Boga i potężne huragany w naszej duszy, wyrywające z korzeniami zło, zawracające z niewłaściwej drogi – wszystkie te powiewy są znakami łaski.
Kilka dni temu widziałam, jak wieje Boży wiatr w tylu sercach podczas ewangelizacyjnego kursu, którego celem jest poznanie bliżej Jezusa- Słowo. Niektóre z osób uczestniczących w kursie przyszły do nas z drogi (to chyba lepiej brzmi niż „z ulicy”, prawda?). Zachwyca mnie to, jakie Bóg ma sposoby, by dotrzeć do człowieka, zwłaszcza tego zagubionego, połamanego wewnętrznie…
I ja czekam na wiatr, nie tylko w wigilię Zesłania Ducha Świętego. Codziennie. Czekam na podpowiedź w kwestiach dla mnie bardzo istotnych, jak praca, dom, relacje, wspólnota… I również w tych bardzo drobnych, dotyczących szczegółów mojej codzienności.
Pewnie, że łatwiej byłoby włączyć mały wiatraczek zasilany prądem, niż czekać na wiatr i wyglądać z utęsknieniem chwili, aż Bóg objawi mi, co dalej i jak to „dalej” ma wyglądać. Ale warto czekać. Cierpliwie, co dzień.
A gdy lęk i zniechęcenie atakują, warto powtarzać sobie tę piękną zachętę: „Nie musisz się bać, kiedy skrzydła wiary masz.” („Czekaj na wiatr”, słowa i muzyka: Piotr Nazaruk)

Psina

Tagi

, ,

„Krajobraz z Tobiaszem. Wiosna”, Jacek Malczewski, Muzeum Narodowe w Poznaniu

„Krajobraz z Tobiaszem. Wiosna”, Jacek Malczewski, Muzeum Narodowe w Poznaniu

Gdy otworzyłam im cicho drzwi, patrzyłam ciekawa, jak zareaguje. Sprawiała wrażenie, jakby nie mogła się zdecydować, z kim przywitać się najpierw – biegała od jednego do drugiego dorosłego, skacząc i piszcząc z radości. Nasza psina, jak o niej mówiliśmy przez  te dwa i pół tygodnia, merdała teraz ogonem zapamiętale i szalała na widok swoich prawdziwych właścicieli.

Czas z psiną był pełen przygód (puściliśmy w niepamięć jej psoty, bo jak mówi nasza mała córeczka, psina jest kochana, tylko „łobuziara”). To było nowe doświadczenie dla całej naszej dużej rodziny – bardzo dobre, ciekawe i rozwijające.

Najmilej będę chyba wspominać pewien poranny spacer. Gdy biegała obok, próbując wytropić jakiegoś kota, ja wpatrywałam się w lśniące w promieniach słońca krople rosy na młodych pszenicznych kłosach, jeszcze nierozwiniętych i całkiem zielonych. Pomyślałam wtedy o innym psie, o innej (biblijnej) przygodzie:

„I poszedł chłopiec, a razem z nim anioł, a także i pies wyszedł z nim i podróżował razem z nimi” (Tob 6,1)

Bóg mówi do mnie często przez piękno przyrody – tak było i tamtego ranka. Poczułam się ogarnięta Jego obecnością. Nie było przy mnie żadnego Azariasza (ani Archanioła Rafała), ale oczywiste było dla mnie, że jestem otulona Bożą obecnością, że Jego aniołowie są przy mnie.

Było zupełnie cicho, śpiewały tylko ptaki, lekko falowały zielone łany, a nieco dalej jaskrawo odznaczało się od reszty pole rzepaku. „Jak to cudownie, że mogę chłonąć ten widok – pomyślałam. – Bo z wielkości i piękna stworzeń poznaje się przez podobieństwo ich Stwórcę” (por. Mdr 13,5)

Bóg posyła do nas aniołów (najczęściej w ludzkiej skórze), ale także … psiny : )

Zapach Boga

Tagi

, ,

Rozmowy, modlitwy, świadectwo, śpiew, rożne reakcje przechodniów. I wielkie pragnienie w sercu: „Skosztujcie i zobaczcie, jak dobry jest Pan!”(Ps 34, 9).
Braliśmy niedawno udział, kolejny już raz, całą rodziną, w ewangelizacji ulicznej. Najbardziej poruszające były reakcje dzieci i rozmowy przez nie prowadzone. Ich szczerość i otwartość chwytały za serce, nie tylko osoby przechodzące ulicą, ale i nas, rodziców.
„Pan Jezus cię lubi, mamo – wyszeptał mi do ucha nasz pięciolatek. – I nigdy nie przestanie lubić!”
W powietrzu po deszczu, w skąpych promieniach słońca przedzierających się przez ołowiane chmury, roznosiła się woń Jego poznania(2 Kor 2, 14).
Towarzyszyło mi cały czas w te ewangelizacyjne popołudnia biblijne wezwanie: „Wydajcie przyjemną woń jak kadzidło, rozwińcie się jak kwiat lilii, podnieście głos i śpiewajcie pieśń, wychwalajcie Pana z powodu wszystkich dzieł Jego!” (Syr 39,14)
Od kilku miesięcy czytam kolejne artykuły o nadużyciach w Kościele. Dobrze, że wyszły na światło dzienne te wszystkie potworności. Z jednej strony czuję ulgę, bo mam wrażenie, że jest duża szansa na to, by czasy przemilczania i zamiatania pod dywan odeszły bezpowrotnie. Z drugiej, brakuje mi bardzo w materiałach medialnych zdrowej przeciwwagi dla tych wszystkich przerażających wieści.
Co mogę zrobić? Jak odpowiedzieć na pytania, które zapewne padną za moment z ust nastoletniego syna?
Siostry zakonne (których habity i welony tak zaintrygowały naszą córeczkę), księża, których nasze dzieci dobrze znają z naszej parafii, ale także ci kapłani, którzy posługują w naszej wspólnocie, są dla nich kimś bliskim. Gdy tłumaczyliśmy im, dlaczego oni wszyscy nie mają swoich rodzin, powiedzieliśmy, że my jesteśmy ich rodziną. Że nie założyli swoich, by móc lepiej pomagać wszystkim potrzebującym.
To jest obraz idealistyczny. Wiem. Najchętniej bym jak najdłużej trzymała dzieci w tej różowej bańce mydlanej. Ale nie zrobię tego. Poza wiejską parafią, pobliskim sanktuarium i spotkaniami wspólnotowymi zobaczą też inną rzeczywistość. Oby nie tak brutalną, jak ta, o której donoszą ostatnio media. Ona też jest realna, nie jest wymysłem dziennikarzy.
Jako matka mogę przed naszymi pociechami powoli odkrywać całą prawdę o Kościele, również tę bolesną i straszną, oczywiście dostosowując przekaz do ich wieku. Taki mam plan. Mogę również, i bardzo chcę, pokazywać im PIĘKNĄ stronę Kościoła, w którym jako rodzina jesteśmy mocno zaangażowani.
I skupiać się na tym, co dobre i piękne, by roznosić dalej zapach Boga (por. Ef 5, 2)

Przejdź do paska narzędzi