Tagi
#biblia, #codziennosc, #DanutaKaminska, #ewangelizacja, #nowaewangelizacja, #słowoboże, #zdrowiepsychiczne

Fot. Tymoteusz Kamiński
-Mamo, mamo! Musisz użyć makro, pamiętaj: makro! – rozemocjonowany T. pokazuje mi zdjęcie kwitnącej w naszym ogrodzie moreli. Uśmiecham się szeroko. Z tą samą morelą robi sobie za chwilę zdjęcie N. – to zadanie domowe dla nastolatków z jego klasy (od wychowawcy). Lubię takie niekonwencjonalne pomysły. Coraz częstej myślę o tym, jak ważna jest sfera zdrowia psychicznego, a nie tylko fizycznego. Ta pierwsza jest – mam wrażenie – często pomijana. Pandemia uwypukliła to, co wiedzieliśmy już wcześniej: troszczenie się o zdrowie ciała bez troski o psychikę może być zgubne. Bez empatii, bez zainteresowania drugim człowiekiem i jego sytuacją zabrniemy w ślepy zaułek.
Słyszałam niedawno opinię, że jesteśmy na wojnie. Chyba nie do końca. Wojna ma określony początek, przebieg i (miejmy nadzieję) zakończenie. Jasne (mniej lub bardziej) ramy. Pandemia nie. Wiemy oczywiście w przybliżeniu, kiedy się rozpoczęła, ale nie mamy pewności, kiedy się skończy. Coraz więcej osób (w tym papież Franciszek w swojej najnowszej książce) przekonuje nas, że świat nie wróci do stanu sprzed koronawirusowego szaleństwa.
Przebieg pandemii też nie jest do końca odgadniony: pojawiają się nowe mutacje, sprzeczne doniesienia, rywalizacja koncernów farmaceutycznych, pojedynczy politycy (lub ich całe grupy) wykorzystujący sytuację do własnych celów i kolejni przelęknieni ludzie. Można zamknąć oczy i powtarzać, że nas to nie dotyczy, my dajemy sobie radę. Ale nie o to chodzi, by dawać sobie radę. Jesteśmy w jakiś sposób połączeni ze sobą i nie mam wcale na myśli Internetu, ale społeczny wymiar naszego życia.
Na pewno w naszym otoczeniu są osoby, które ucierpiały psychicznie na skutek przedłużającej się izolacji, niepewności, utraty pracy, zdrowia, problemów rodzinnych. Na skutek stresu wywołanego w tej kryzysowej sytuacji, w jakiej się wszyscy – na różne sposoby – znajdujemy. Psychika cierpi nie tylko z powodu poważnych zaburzeń. Również wtedy, gdy towarzyszy nam przewlekły stres. Cierpi wtedy cały organizm.
Bez kontaktu z innymi, życie szarzeje i kurczy się do rozmiarów włoskiego orzecha. Podobno również nasze mózgi kurczą się, gdy nie mamy stałego kontaktu z innymi, gdy sfera społeczne u nas kuleje – na skutek złych wyborów lub na skutek narzuconych nam rozwiązań (na przykład izolacji społecznej podczas pandemii).
Stres nie musi być wcale wielki, ale wystarczy, że będzie trwał długo, by siać spustoszenie. Na wyciągniecie ręki jednak mamy sposoby zaradzenia temu. Nie są profesjonalne, ale nie trzeba być specjalistą, by pomóc. Specjaliści są oczywiście bardzo potrzebni, ale jeśli Ty i ja nie jesteśmy nimi, to nie powód, by umywać ręce.
Rozmowa, wysłuchanie drugiej osoby – mają zdolność leczenia zranionych emocji, przywracania równowagi, zmniejszania stresu, uciszania lęku.
Okazanie serca, zwłaszcza tym, którzy są najbliżej i empatia – mają realny wpływ, dają siłę.
Pandemia nie jest w stanie zabić w nas ludzkich odruchów, jeśli na to nie pozwolimy.
Z Bożą pomocą możemy być bliźnim – zabliźnić rany drugiego.
***
„Duch Pana Boga nade mną,
bo Pan mnie namaścił.
Posłał mnie, by głosić dobrą nowinę ubogim,
BY OPATRYWAĆ RANY SERC ZŁAMANYCH,
by zapowiadać wyzwolenie jeńcom
i więźniom swobodę;
aby obwieszczać rok łaski Pańskiej.” (Iz 61, 1-2a, podkreślenie własne)
