Tagi
#biblia, #chrzescijanstwo, #codziennosc, #DanutaKaminska, #dobreslowo, #droga, #ewangelizacja, #nowaewangelizacja, #relacje, #rodzina, #słowoboże, #wiara, #zdrowiepsychiczne

Fot. Jonasz Kamiński
Zawoziłam E. na zajęcia malarskie. Nagle moja zwykła środowa trasa zaczęła się komplikować, bo droga okazała się nieprzejezdna – skierowano nas gdzie indziej, wyznaczono objazd. Nie byłoby w tym nic nadzwyczajnego, gdyby nie to, że znak, który nas informował o zmianie trasy, był dość dziwny, ujmując to delikatnie.
Gdy pokazałam jego zdjęcie koleżance z redakcji, musiała się dłużej przyjrzeć, a w pierwszej chwili zapytała mnie, co tam jest napisane. „Poradzili sobie” – skwitowałyśmy ekwilibrystkę „remontowców”, jak określamy u nas w pracy wszelkich ekspertach od napraw. Mamy z nimi częsty kontakt, bo budynek, w którym mieści nasz dział, jest nieustannie remontowany, od piwnicy aż po dach.
Znak stojący na drodze w naszej miejscowości skłonił mnie do refleksji nad innego typu znakami. Również w pewnym sensie drogowymi, bo kierującymi nas po duchowych ścieżkach.
Przyznam, że nie zawsze potrafię je prawidłowo odczytywać i wciąż się tego muszę uczyć. Jedne są tak oczywiste, że nie trzeba się nad nimi wiele zastanawiać, inne łatwo przegapić lub zignorować.
Pierwsza zasada to wiedzieć, że w ogóle istnieją. Druga – dostrzegać je w swoim życiu i życiu innych. A trzecia – kluczowa – to iść za tymi znakami.
Oprócz podstawowych, bezdyskusyjnie najważniejszych, czyli przykazań, są też inne, subtelne, ale także ważne. Są nimi wydarzenia naszego życia, osoby, które spotykamy, przyroda, która nas otacza, natchnienia i poruszenia ku dobremu, które Duch Święty wkłada w nasze serca. Jest Boże Słowo, jest liturgia, są znaki czasu.
Jesteśmy naprawdę dobrze poinformowani. Umiemy czytać te znaki. To nie znaczy jednak, że zawsze wiemy, dokąd mamy iść i która droga jest dla nas najlepsza jak chodzi o cel, którym jest nasze zbawienie i więź z Bogiem, miłość do drugiego człowieka, dobro innych, ale i nasze.
Do tego dochodzi czytanie znaków w codzienności, otwarcie na duchowe prowadzenie. Na kierownictwo, towarzyszenie duchowe, na braterskie upomnienie, ale i na błogosławieństwo i dobre słowo.
To nie znaczy, że wszystko od razu jest jasne ani że widzimy od razu wszystkie etapy naszej drogi. Absolutnie nie. Ale wystarczy, że światło Bożej obecności w nas rozświetla drogę na kilka kroków. To uczy ufności, że Pan sam wystarczy, że na dziś te kilka kroków to jest wszystko, a jutro – wierzymy – znów Bóg da mam siły i swoje błogosławieństwo na kolejne kilka kroków.
W ogólnym zarysie oczywiście wiadomo, dokąd prowadzi ta drogą, więc nie mamy się czego bać. Prowadzi do Ojca. Pamiętam ulgę, jaką odczułam, gdy to do mnie dotarło.
Oczywiście możemy lękać się jakiegoś etapu drogi (jak moja córeczka , gdy była młodsza i chciała iść do łazienki, ale na korytarzu było ciemno, a ona bała się pokonać tę niewielką odległość dzielącą ją od włącznika światła). Ale nie zmienia to faktu, że drogi – jako całości i jako środka do osiągnięcia upragnionego celu, jakim jest spotkanie z Ojcem – nie trzeba się bać.
Tutaj tylko w pewnej mierze doświadczamy tego, co jest u kresu drogi. Tam „poznamy, jak zostaliśmy poznani”. Czasem ta droga nam się dłuży, czasem robimy przystanki, a innym razem jesteśmy zaskoczeni, że już właśnie zaczął się nowy etap, w którym to, do czego się przyzwyczailiśmy w poprzednim – nie działa, jest nieaktualne, a większość opcji jest „nieaktywnych” i trzeba uczyć się żyć na nowo.
A i znaki wydają się jakieś inne. Niekoniecznie tak inne, jak ten na zdjęciu, ale inne w głębszym znaczeniu: dopiero po czasie rozumiemy ich sens, a niektórych nie zrozumiemy w ogóle, będąc jeszcze „po tej stronie”.
„Iść, ciągle iść, w stronę słońca”, chciałoby się zaśpiewać. Ale czasami droga prowadzi nie do pięknych zachodów czy wschodów słońca, wcale nie jest estetycznym przeżyciem, nie obfituje w zapierające dech w piersiach widoki. (Nie one zresztą są celem. Sama droga też nim nie jest).
Czasami prowadzi przez ciemną dolinę, jak podpowiada nam Psalm 23. Ale i tam „zła się nie ulęknę, bo Ty jesteś ze mną”.
