Tagi
#biblia, #chrzescijanstwo, #codziennosc, #DanutaKaminska, #dobreslowo, #DuchSwiety, #Maryja, #relacje, #słowoboże, #zdrowiepsychiczne

Fot. Danuta Kamińska
Razem studiowałyśmy polonistykę. Poleciła mi tę książkę, choć nie do końca wiem, dlaczego. Cieszę się jednak, że ją przeczytałam. Zapamiętałam jej treść w drobnych szczegółach.
Autor „Chwały córy królewskiej”, opisując realia pracy duszpasterskiej wśród mniejszości katolickiej, zapisał ciekawy dialog między protestantem przygotowującym się do konwersji i przyjęcia chrztu w Kościele katolickim a starszym proboszczem (lubiącym obserwować pędzące po nasypie kolejowym wagony i porównującym je do pełzającej gąsienicy).
Duchowny pyta więc anglikanina, sprawdzając jego znajomość katechizmu katolickiego. (Akcja powieści rozgrywa się na przełomie lat trzydziestych i czterdziestych ubiegłego stulecia i zawiera epizodyczny wątek polski).
Chłopak na pytanie: „Kto umacnia Kościół święty, kieruje nim i rządzi?”, odpowiada z rozbrajającą szczerością: „O, to już wspaniale umiem, wielebny ojcze, oczywiście Maryja!”.
Nie muszę dodawać, że oblał ten egzamin i musiał się jeszcze pouczyć, bo prawidłowa odpowiedź brzmi: „Duch Święty”.
(Chociaż współcześnie być może niektórzy wierni odpowiedzieliby identycznie jak ten młody katechumen… Ale na szczęście nie moim zadaniem jest dbanie o czystość wiary wszystkich wiernych, mam wyznaczone o wiele lżejsze zadanie, dzięki Bogu).
A jakie to zadanie? Kopciuszek i córka królewska w jednym. O mało nie gubię butów, biegnąc z samego rana do pracy, prosto po Mszy Świętej, i wtedy myślę o sobie jako o tej postaci baśniowej: wybiegam z cudownej uczty i tylko ja wiem, że tam byłam. Nie bije ode mnie blask, nie mam na sobie niezwykłej kreacji: wybiła godzina i wracam do moich zajęć (do wybierania grochu z popiołu – jakże trafna metafora dla naszej redakcyjnej pracy!).
To, że na zewnątrz nie widać, niczego co do zasady nie zmienia: mam wewnątrz Skarb, który rozświetla swoim blaskiem moje wnętrze. Jestem królewską córką i żaden kopciuszkowy fartuch ani żaden groch w popiele tego nie zmieni. Zachowuję królewską godność w moim ukryciu. („A nam pozwoli wieść życie ciche i spokojne na chwałę Boga”, jak słyszymy w liturgii Wielkiego Piątku. Bardzo lubię tę modlitwę i często przypominam sobie jej słowa w mojej codzienności).
Wiem jednak, że pewnego dnia Książę Pokoju zapuka do moich drzwi i powie: „O, jak są pełne wdzięku stopy zwiastuna Dobrej Nowiny!” (Iz 52, 7) i przyniesie mi kryształowy pantofelek. Przymierzy (i sprawdzi, czy jestem obuta w gotowość głoszenia Dobrej Nowiny – por. Ef 6, 15). Mam nadzieję, że będzie pasował.
