Tagi

, , , , ,

Fot. Danuta Kamińska

Dopiero co rozmawialiśmy na stypie starszego wujka. Zamyślony, przysłuchiwał się rozmowie, uśmiechał delikatnie. Na koniec podszedł się pożegnać, podziękował, że przyjechałam z tak daleka.  Wspominaliśmy czasy, gdy bawiłam się z jego synami. Poznał mnie, mimo maseczki. Mówił miłe słowa – jedno z nich bardzo mnie ujęło.

A teraz dowiaduję się , że zmarł. Niespodziewanie.

Dlaczego myślałam, że jeszcze zdążymy się zobaczyć? Dlaczego myślałam, że jeszcze będzie okazja, by porozmawiać przy stole(niekoniecznie na kolejnej stypie, ale po prostu w domu, przy stole)? Dlaczego zakładałam, że znów się spotkamy, tym razem całą rodziną?

Zaskoczyło mnie jego odejście. Nie mogę się z tym pogodzić. Wiadomość o jego śmierci spadła na mnie jak grom z jasnego nieba. Najpierw traktowałam ją jak pomyłkę. Potem byłam  poirytowana, nie potrafiąc się pogodzić z tym, że jest ona faktem. Po drodze pojawiło się niedowierzanie (jak to w ogóle możliwe?), a na koniec smutek i żal, że już go nie uściskam, że już z nim nie porozmawiam…

Latem zmarł jeden wujek, teraz – pod koniec zimy – drugi.  Między jednym a drugim pogrzebem żegnaliśmy znajomego księdza i rodziców mojej koleżanki.  Przed chwilą, podczas lekcji online jednego z synów, pani wspomniała, że zmarła dziś jej koleżanka, również nauczycielka, młoda kobieta. Kolejna osoba.

Ale…

Śmierć nie ma ostatniego słowa. To tylko złudzenie, że ona wszystko kończy. Zakrywa całunem, zamyka oczy. To tylko tutaj, z tej perspektywy, wydaje się, że to już koniec. Jednak za horyzontem czekają na nas nasi zmarli. Cali w świetle, bez chorób, łez i bólu.

Jeszcze tego nie widzimy. Jeszcze nie możemy tego zobaczyć. Nadzieja stroi już swoje instrumenty, zaczyna cicho nucić. W końcu wybuchnie głośnym śpiewem, w końcu zabrzmi „Alleluja” rozpisane na orkiestrę.

Tak jak w filharmonii przed koncertem każdy z muzyków ćwiczy swoją partię, dostraja instrument, co daje wrażenie zamieszania i kakofonii, tak teraz, gdy patrzymy na to, co się dzieje, możemy doświadczać zamieszania, chaosu, zaniepokojenia czy zagubienia. Jednak próba trwa, a harmonia w końcu się pojawi.

Zza kurtyny dochodzą nas spokojne słowa dyrygenta. Jeszcze nic nie widzimy (albo bardzo niejasno, jak w zwierciadle), ale już słyszymy niektóre dźwięki. Czy to motyw z „Mesjasza” Haendla? A może to jednak Bach? Beethoven? Mozart? Co to za anielskie głosy?

Nasz smutek miesza się z tymi wielkimi przygotowaniami. Żałoba spotyka się z pąkami kwiatów na gałęziach i zaczyna pachnieć budzącą się do życia ziemią. Łzy wsiąkają w świeżą, jasnozieloną trawę. Ból nie ustępuje na razie, ale nie jesteśmy w nim pozostawieni sami sobie. Ta Jego niewidzialna obecność daje nam siłę. Jeszcze tylko trochę, jeszcze kilka kroków. Kto wytrwa do końca…

***

„Synu, wylewaj łzy nad zmarłym
i jako bardzo cierpiący zacznij lament,
według tego, co mu przystoi, pochowaj ciało
i nie lekceważ jego pogrzebu!

«Pamiętaj o moim losie, który będzie też twoim:
mnie wczoraj, tobie dzisiaj».” (Syr 38, 16.22)

„Dlatego się cieszy moje serce, dusza się raduje,
a ciało moje będzie spoczywać z ufnością,
bo nie pozostawisz mojej duszy w Szeolu
i nie dozwolisz, by wierny Tobie zaznał grobu.” (Ps 16, 9)