Tagi
#adwent, #BożeNarodzenie, #chrzescijanstwo, #codziennosc, #DanutaKaminska, #dobreslowo, #miłość, #relacje, #słowoboże, #wdzięczność, #zdrowiepsychiczne

Fot. Danuta Kamińska
Znajoma napisała mi, że dzieciątko, które miało się nie narodzić, jest już na świecie, a niedługo będzie poddane skomplikowanej operacji, mającej przywrócić mu szansę na przeżycie.
Wiele modlitw, wiele rozmów i wiele emocji…
To kolejny maluszek „wymodlony”. Od innych znajomych otrzymuję regularnie zdjęcia „wymodlonej” córeczki, od innych – „wymodlonego” synka.
Jedni mieli problemy z zajściem w ciążę, u innych problemem było jej donoszenie, u jeszcze innych – stan zdrowia zaraz po porodzie, zagrażający życiu.
Każda historia jest inna, każda głęboko mnie porusza. Jestem w jakiś sposób „duchowo spokrewniona” z tymi maleństwami. Zwłaszcza z tymi, których rodzice zmienili pierwotną decyzję i jednak pozwolili, by pojawiły się na świecie.
Myślę dziś o innym Maleństwie. Tym, które było zagrożone od samego urodzenia, jakie dokonało się w warunkach uwłaczających ludzkiej godności.
Śpiewamy o Nim ckliwe kolędy i pastorałki, oglądamy liczne malowidła, przedstawiające ten ważny moment, ale on przecież jest inny, niż chciałaby ikonografia i niż podpowiadają nam słowa świątecznych utworów muzycznych.
Słowo Boże mówi jasno, że na to Maleństwo nikt tam nie czekał, że Jego pojawienie się było dla mieszkańców nie na rękę i trochę nie w porę.
Słowo Boże mówi też jasno, że zaraz po anielskim „Gloria” trzeba było wziąć nogi za pas, bo komuś bardzo zależało, by to Maleństwo zabić.
Boże Narodzenie wcale nie jest sielankowe i medialne, jak przyzwyczailiśmy się to zakładać.
Dramat na dramacie. I pośród tego radość, że „wymodlone” Maleństwo jest i żyje. A dzięki Niemu – my jesteśmy i żyjemy.
***
Błogosławionych Świąt Bożego Narodzenia!
