Tagi

, , , , , , , , , , ,

Fot. Danuta Kamińska

Jestem na „dziecięcej” pasterce. W naszej parafii jest ona odprawiana dużo wcześniej niż „dorosła”. Wokół żłóbka zgromadziły się maleńkie i ciut starsze dzieci. Ksiądz pyta je, dlaczego Pan Jezus nie przyszedł jako wielki, potężny rycerz tylko jako bezbronne niemowlę. Chłopczyk z pierwszego rzędu odpowiada do mikrofonu: „Żeby nie było wojny”.
Rzeczywiście, na swój, dziecięcy, sposób wyjaśnił nam właśnie proroctwo Izajasza: „I nazwą Go imieniem Emmanuel, Książę Pokoju, przedziwny Doradca, na jego ramionach spoczęła władza…”.

Za nami spotkania z bliskimi – dla jednych umacniające, wzruszające, napełniające wdzięcznością, dla innych irytujące, rozstrajające, napełniające smutkiem i poczuciem samotności i bycia „przezroczystym” dla tych, którzy pod względem więzów krwi są najbliżej.
Jednak – niezależnie od tego, jak było (lub nadal jest), te święta nie mają za główny cel tego, żebyśmy dobrze czuli się przy świątecznym stole. Oczywiście, byłoby miło, ale nie jesteśmy już maleńkimi dziećmi i wiemy, że czasami są sytuacje tak trudne i splątane, że musimy liczyć się z brakiem komfortu podczas zasiadania do wspólnego stołu.

Udane święta to nie te, gdy karp smakował i nikt się z nikim nie pokłócił. Udane święta to nie te, gdy prezenty były strzałem w dziesiątkę. Udane święta to nie te, gdy kazanie było takie, jak lubimy. Udane święta nie są wtedy, gdy jest tak jakbyśmy chcieli.

Błogosławione święta są wtedy, gdy pośród tego, co wcale nie jest tak jak chcemy i lubimy (życie to nie koncert życzeń), pośród tego, co nieidealne – odkrywamy błogosławieństwo. Odkrywamy, jak dobry jest Bóg. Że jest. I że jest blisko. W naszym nieidealnym życiu.

„Skosztujcie i zobaczcie, jak dobry jest Pan!” (Ps 34,9)