Tagi

, , , , , , , , , ,

Fot. Danuta Kamińska

Słyszałam niedawno kazanie, w którym zacytowano słowa nieżyjącego już, ale bardzo nam bliskiego księdza o tym, że to, co najlepsze jest przed nami. Bardzo je lubię. Nie tylko dlatego, że przypominają mi moje młodzieńcze lata. Nie tylko dlatego, że od razu, gdy je słyszę, stają mi przed oczami barwne wspomnienia, niesamowite wydarzenia, w których uczestniczyłam, i niemal czuję zapach świeżego mleka od gospodarzy, u których się zatrzymaliśmy podczas rekolekcji w Polanowicach…
Nie tylko dlatego, że wypowiedział je ksiądz, który był przez tyle lat dla mnie autorytetem (i pozostaje nim do teraz, mimo że już nie żyje). Nie tylko dlatego.
Po prostu słowa te są prawdziwe.
Najwspanialsze jest ciągle przed nami. Nie jest najistotniejsze, co podpowiadają nam emocje (współcześnie panuje dyktat emocji: „Już tego nie czuję – trzeba rzucić te obowiązki”; „Już nic do siebie nie czujemy – trzeba się rozwieść”). Najistotniejsze jest to, co mówi wiara podparta rozumem (Duch Święty jest Duchem trzeźwego myślenia, jak przekonuje nas św. Paweł).
A co nam mówi wiara i rozum? Że idziemy ku lepszemu. Że za zasłoną teraz widzimy, niewyraźnie, więc może nam się czasem coś poplątać, czy przewidzieć.
Ale że potem zobaczymy bardzo jasno, Twarzą w twarz. Poznamy tak, jak i my zostaliśmy poznani.
Że czeka nas spotkanie, z którym nic tu się nie równa.
Tylko, czy rzeczywiście patrzymy za horyzont, czy jednak cały czas na swój nos?
Pewnie, że trzeba patrzeć pod nogi, nie tracić z oczu tego, co jest zwykłe, co jest naszą codziennością, bo ona jest uprzywilejowanym miejscem objawienia się obecności Boga w nas i naszym świecie. Oczywiście. Ale jeśli tylko w tym świecie pokładamy nadzieję, jesteśmy najbardziej godni pożałowania ze wszystkich ludzi, jak mówi ten sam św. Paweł.
Być tu i teraz, a jednocześnie z kotwicą nadziei zarzuconą już po drugiej stronie.