Tagi

, , , , , , , , , , , , , ,

Jest ciemno i buty grzezną nam w błocie. Starszy syn zgadza się być moim oparciem, gdy obcasy wpadają mi we wgłębienia piaszczystej drogi, a nieco dalej w wyrwy w asfalcie. Trzymam się więc rękawa jego kurtki i staram się dotrzymać mu kroku. Drugą ręką ściskam delikatnie małą dłoń córci.

Zachwycamy się widokiem różnobarwnych zniczy, które rozświetlają wieczorny mrok.

„Wieczny odpoczynek – przemyka mi przez myśl. – To musi być cudowne”. Ostatnio z wielkim trudem staram się znaleźć choć małą chwilę odpoczynku, więc perspektywa wiecznego odpoczywania wydaje mi się być czymś przekraczającym ludzkie wyobrażenie.

Mam za sobą piękny, rodzinny weekend. Z niespodziankowymi śniadaniami przygotowanymi przez moje dzieci, z odwiedzinami u teściów i telefonem do rodziców, z ważną rozmową z synem i przytulankami z mąłą córką, z bliskością męża. I odwiedzinami na cmentarzu, ze świadomością obecności tych, którzy odeszli, a przede wszystkim z radością z powodu wstawiennictwa całego nieba.

Jestem jego całkowicie pewna i nie muszę się nawet nad tym długo zastanawiac. Już na wieki jestem z nimi połączona. Z ich strony jest to miłość, która nie ma końca ani limitu, nie wyczerpuje się. Jestem im droga, nie dlatego, że jestem idealna, ale dlatego, że łączy nas ten sam chrzest. Dzięki niemu jesteśmy jedną rodziną. Łączy nas krew, przelana przez Baranka, i ten sam okrzyk: „On żyje!”.

Z ich strony jest to bezinteresowna troska i podtrzymywanie mnie, bym nie utknęła gdzieś na wyboistej drodze. Bym pamiętała, że nigdy nie idę nią sama. To sprawa oczywista: świętych obcowanie.

Jestem bardzo wdzięczna, mimo że zmęczona. Wiem, że nie mogę upadać na duchu, skoro mam tak potężne wsparcie, skoro jestem tak bardzo kochana. Już na zawsze.