Przed nami

Tagi

, , , , , , , , , ,

Fot. Jonasz Kamiński

Jadąc do pracy, podsumowuję w myślach kończący się rok. Jego blaski i cienie. To, co wywołało radosny śmiech i to, co wycisnęło z oczu łzy.

Nie wiemy, co jest przed nami, co nas czeka, co jeszcze się wydarzy. Kolejny rok zamyka za sobą drzwi, ale nie widzimy jeszcze dokładnie, co niesie nowy, którego drzwi się już uchylają.

Ale tak naprawdę to nie rok nam coś przynosi lub zabiera, choć tak potocznie mówimy.
Przeszłość już do nas nie należy, przyszłość jeszcze nie nadeszła. Mamy tylko (albo aż) TERAZ.
I pewność, że należymy do Pana, niezależnie od tego, co się stanie w naszym życiu.

Pokoju, błogosławieństwa i Bożego prowadzenia życzę nam wszystkim!

Już

Tagi

, , , , , , , , , , ,

Fot: Danuta Kamińska

Już i jeszcze nie. Już świętujemy, ale jeszcze nie jesteśmy wszyscy razem. Już się cieszymy, ale jeszcze cień smutku pozostaje.
Płynące z serca życzenia i te oklepane, strywializowane. Wzruszenie, łza w oku podczas łamania się opłatkiem i szybkie, nerwowe „zdrówka” lub „nawzajem”.
Adoracja Nowonarodzonego i rozproszenie, niepotrzebne komentarze.
Wewnętrzny pokój, ulga, odpoczynek i stres, obawa.
Już rodzisz się w naszych sercach i jeszcze na Ciebie czekamy. Bo Adwent naszego życia wciąż trwa, choć tegoroczny (liturgiczny) właśnie się kończy.

Przebudzają się anioły, jak pięknie to ujął autor, czytanej przeze mnie w tym czasie, lektury duchowej. Niech przebudzą się też anioły w nas, niech odrodzą się pokłady dobra, niech przebudzi się nadzieja. Bo narodziła się Miłość – kolejny raz w Betlejem naszych rodzin – i zamieszkała między nami.
Błogosławionego czasu!

Blisko

Tagi

, , , , , , , , , , ,

Fot. Danuta Kamińska

Trzymam za rękę synka. Mróz nam trochę dokucza, ale żwawo maszerujemy ulicą, wdychając rześkie powietrze. Śmiejemy się i opowiadamy różne historie.

Z lekkim sercem wracamy od spowiedzi. Jeszcze tylko odnajdziemy ciut dalej tym razem zaparkowany samochód i już możemy wracać.

Jest coś wyjątkowego w tym czasie. Przez chwilę mam wrażenie, że jestem lekka jak piórko – troski i kłopoty ustępują pod wpływem ogarniającego mnie uczucia ulgi.

Starszy syn biegnie przodem. Nie wziął bluzy i zmarzł trochę w kościele. Z młodszym nie spieszymy się tak bardzo.

Już niedługo święta. Babcia w szpitalu, dziadek za kilka dni też ma trafić na oddział. Modlimy się za nich i jesteśmy w kontakcie, ale to pierwszy Adwent, w który przeżywamy tak mocno ich kłopoty ze zdrowiem. A mimo to jesteśmy pełni ufności, że są w dobrych rękach.

Nie wiemy, ile jeszcze czasu razem nam zostało, jednak doceniamy to, że najbliższe Boże Narodzenie spędzimy jeszcze razem z nimi. I jesteśmy wdzięczni za to Bogu. I za nich – dziadka i babcię naszych dzieci, czyli za naszych rodziców.

W dobrym kierunku

Tagi

, , , , , , , , , , , , , ,

Fot. Danuta Kamińska

„Wszystkich nas to czeka” – skwitowała krótko, energicznie składając w kostkę przybrudzoną ścierkę. „Ma pani rację” – uśmiechnęłam się do niej znad biurka. To już drugi pogrzeb w tym tygodniu, pomyślałam wracając do pracy.
Na każdej z Mszy pogrzebowych myślami biegłam do moich bliskich – tych żyjących i tych, którzy już odeszli.
Poruszuły mnie słowa kazania: o miłości silniejszej niż śmierć; o Miłości, która ma na imię Jezus.
Co mają te treści wspólnego z Adwentem? Bardzo wiele. Lubię przypominać sobie, że moje życie się skończy – daje mi to szerszą perspektywę, ożywia tesknotę i wzmacnia nadzieję.
Ta myśl o końcu przynosi mi też ulgę, niemal fizyczną.

To byłoby straszne: żyć zawsze. Tak, wierzę, że moje życie się nie skończy, ale się zmieni, jednak bez tego przejścia, bez bramy śmierci, sama ta „pierwsza część”, ciagnąca się w nieskończoność, bez perspektywy dalszego ciągu i bez spotkania się końcu twarzą w twarz…Nie, to nie byłoby na moje siły!

„I kolejny rok mija” – smętnie podsumowuje jedna z mam wspólne oglądanie prac pierwszaków podczas czekania na pociechy w holu szkoły. „Ale nie ma czego żałować, jeśli się dobrze przeżyło ten rok”, podsumowuję trochę ciszej. „W sumie tak, w sumie tak”, zamyśla się tamta kobieta.

Jak dobrze, że nie muszę przeżywać jeszcze raz tego roku, że nikt nie każe mi się cofać w czasie, myślę po cichu. To byłaby dla mnie najgorsza kara.

Przechodzę od jednego etapu do drugiego. Zamykam jeden, otwieram drugi. Gdybym nagle miała cofać się i na nowo wszystko przechodzić, nawet te piękne i krzepiące chwile… Nie, dziękuję!

Jestem wdzięczna, że życie biegnie do przodu, że się nie zatrzymuje, a gdy kładę się spać, jestem najszczęśliwsza, bo o jeden dzień jestem bliżej, jak ufam.

Kiedyś prowadziliśmy w sporym zespole jedenastodniowe rekolekcje (w naszym żargonie nazywane kursem). Był to bardzo owocny, pobłogosławiony czas, ale jednocześnie bardzo absorbujący i wymagający od nas wielu wyrzeczeń, nie tylko duchowych, ale też fizycznych i psychicznych. W związku z tym, pół żartem pół serio ukuliśmy frazę, którą, śmiejąc się, częstowaliśmy się nawzajem: „Kurs zmierza w dobrym kierunku – ku końcowi”.

Gdy budzę się rano, towarzyszy mi radość. Nie mam pojęcia, co przyniesie mi kolejny dzień, ale jestem pewna, że moje życie zmierza w dobrym kierunku – ku końcowi. I że cokolwiek by się nie stało, „nic mnie nie zdoła odłączyć od tej miłości”(por. Rz 8, 31b-39).

Fioletowo

Tagi

, , , , , , , , , , , ,

Fot. Danuta Kamińska

Dzieci przeziębione, mąż w rozjazdach,
ja zmęczona – ale to tylko wycinek rzeczywistości. Ostatecznie pociechy zdrowieją (jedne szybciej, drugie wolniej), mąż wraca między kolejnymi wyjazdami, a mnie udaje się nieco zregenerować.
A ponad tym wszystkim jest to, co nas łączy, co spaja naszą rodzinę. Co sprawia, że w codzienności, a nie tylko od wielkiego dzwonu, jesteśmy sobie bliscy.
W Adwencie szczególnie cenna jest dla mnie każdej niedzieli rozmowa przy stole o postanowieniach adwentowych. Spisujemy je sobie (moje w tym roku podyktowały mi dzieci, co było bardzo wzruszające).
Modlimy się o łaskę i siły do ich wypełnienia i dziękujemy razem Bogu za zauważony (nawet najmniejszy) przejaw realizacji tych postanowień. Zachęcamy się nawzajem, mówimy o tym, co się udało, a co nie. I pamiętamy o Bożej pomocy.
Nie budujemy „arki dobrych uczynków”, jak to ostatnio usłyszałam i wewnętrznie się zatrzęsłam, budujemy – mam nadzieję – zaufanie w Bożą moc i pracujemy nad sobą, z Bożą pomocą.
Granica może być rzeczywiście cienka, ale warto ją wyczuć i wiedzieć, gdzie jeszcze jesteśmy w rzeczywistości nazywanej w biblijnym języku „zbawieniem z łaski”, a w którym momencie niebezpiecznie zbliżamy się już do „samozbawienia”, które z chrześcijaństwem nie ma nic wspólnego.

Dla Rodziny z Nazaretu nie było miejsca w gospodzie, jak śpiewamy co roku w okresie Bożego Narodzenia, ale też nie ma czasami miejsca w naszym „marketingowym” myśleniu. W przekonaniu, że sami możemy wszystko („wystarczy tylko chcieć”).
Bóg staje się wtedy tylko dekoracją, tradycyjnym akcentem zimowej przerwy, styropianowym napisem IHS. Łzawym wspomnieniem dzieciństwa, ale na pewno nie Kimś żywym, mającym realny wpływ na codzienne życie.
Sęk w tym, że jest dokładnie odwrotnie: On żyje i jest z nami, wszechmogący. Ale dopóki to ja jestem w swoim przekonaniu kimś wszechmogącym, Bóg jest dla mnie zagrożeniem. Zaobserwowałam to w tak wielu rozmowach ewangelizacyjnych z ostatniego czasu! Oprócz osób, które szczerze Go szukały (czasem po omacku, czasem bardzo błądząc po drodze), jest także sporo takich, których odnalezienie Go zupełnie wykracza poza obszar ich zainteresowań, a nawet – o, zgrozo! – równoznaczne jest z zamachem na ich wolność.
Lepiej, by pozostał tradycyjną dekoracją, niż Kimś rzeczywistym, żywym. Dekorację można odstawić, schować na strych, a z Kimś żywym (i pełnym mocy) trzeba byłoby się jednak liczyć…

Roraty

Tagi

, , , , , , , , ,

Fot. Michał Kamiński

Blask świec przykuwa mój wzrok. Jesteśmy w starej, bardzo chłodnej, części kościoła. Dawno tu nie byłam. Odżywają we mnie wspomnienia. To tu trzymałam na kolanach nasze maleńkie pociechy, które teraz – już zupełnie nie maleńkie – stoją przy ołtarzu.

Moją zadumę przerywa cichy głosik córki: „Mamo, gdzie są nasze serca?”. Ma na myśli kolorowe, papierowe serca, które jak świat światem dzieci przynoszą na roraty. Ale ja myślę o tych prawdziwych, nie z papieru.

Adwent to dla mnie czas na usłyszenie, wyraźniej niż zazwyczaj, tego pytania: gdzie są nasze serca. Gdzie jest (przy czym) moje serce.

 

Na biało

Tagi

, , , , , , , , , , , ,

Fot. Danuta Kamińska

Cudownie dziś wygląda świat- przynajmniej ta jego część, którą jestem w stanie ogarnąć wzrokiem, patrząc przez kuchenne okno – jest pomalowany na biało!

Dzieci zdążyły już stoczyć z kolegami z sąsiedniej ulicy bitwę na śnieżki, a ja zatęskniłam za prawdziwą zimą na święta i ferie, za odpoczynkiem, za świąteczną przerwą… Za poprzedzającymi ją roratami, za przygotowaniami do Bożego Narodzenia…
Adwent już za kilka dni, ale czy biały puch utrzyma się tak długo? Zachwyca mnie piękno tej bieli!

Staram się nacieszyć oczy tym widokiem i nasycić serce spokojem. Nie muszę się spieszyć, nie muszę się martwić na zapas. Mogę odpocząć i wyciszyć myśli, posłuchać bicia serca, odkryć, że nie jestem sama. I że jestem kochana.

 

Wolność

Tagi

, , , , , , , , , , , , , , , ,

Fot. Danuta Kamińska

Siedzę w kawiarni i powolutku sączę z dużego kubka rozgrzewający napój, co jakiś czas dodając do niego równie gorące maliny. Dzieci podbiegają do mnie od czasu do czasu, by chwycić kęs puszystego sernika, szarlotki z lodami lub gofra z bitą śmietaną i owocami. Znikają następnie w sali obok, zaabsorbowane zabawą. Patrzę na stojącą obok okna lampę, która kształtem przypomina jesienne drzewo, z tym że w miejscu, gdzie moglibyśmy spodziewać się liści, lśnią maleńkie diodowe kryształki.

Oddycham głęboko. Syn już nie ma gorączki, która jeszcze kilka dni temu rozłożyła go na łopatki. Teraz nie ma nawet śladu po niej, za to energii ma nasz syn ze dwa razy więcej niż zwykle (a zazwyczaj ma jej niespożyte pokłady!). Patrzę przez kawiarniane okno na ozdobne krzewy posadzone przy drodze, którą przed chwilą przyszliśmy tu z domu spacerem. Jest nas spora gromadka, a i tak nie jesteśmy dziś w komplecie.

Przymykam na chwilę oczy. Jestem wdzięczna za wolność. I tę wewnętrzną – duchową, psychiczną, i tę zewnętrzną – fizyczną, za wolność mojego kraju. Wolność, patrząc za wschodnią granicę, wcale nie tak oczywistą, jak to zaznaczył jeden z przemawiających podczas uroczystości niepodległościowych w maleńkiej wiosce, w której nasza córeczka na co dzień spędza czas w przedszkolu. Córcia – ubrana w galowy strój, z kotylionem ręcznie zrobionym, ale mimo to pięknym – recytowała tam wraz z grupą przedszkolną wiersz o wolności. Nie umiałam powstrzymać łez. Myślę, że w innych okolicznościach aż tak bardzo bym się nie wzruszyła, ale teraz, gdy wojna jest tak blisko, gdy kolejny raz zbieramy środki ochrony osobistej, żywność i ubrania, które mają być przetransportowane do miejscowości, z której zaledwie rok temu, jeszcze przed wybuchem wojny, przyjechał do nas zespół muzyków z koncertem, by zbierać fundusze na Dom Dziecka – Dom Dziecka, który w tej chwili jest w opłakanym stanie, zniszczony przez bombardowanie…

Tak, jesteśmy wolni. To wielki dar. Doceniam go, być może nawet bardziej niż kiedykolwiek. I modlę się dziś za tych, którzy cierpią – o wolność wewnętrzną, ale i tę zewnętrzną. Obydwie są bardzo ważne.

Cytrynowy zapach

Tagi

, , , , , , , , , , , , ,

Fot. Danuta Kamińska

Cudowny czas, gdy nie trzeba się nigdzie spieszyć… Te kilka wolnych dni i dobre wieści od rodzin, które jeszcze tak niedawno mieszkały razem z nami oraz przesłane przez jedną z nich piękne zdjęcia (dzieci tak szybko rosną!) sprawiły, że uśmiecham się szeroko.

Jeden z synów kończy właśnie piec – pierwszy raz w życiu – cytrynową babkę. Jej słodki zapach roznosi się po całym domu.

Myślami jestem przy młodszym synku i przy moim tacie – modlę się o zdrowie dla nich. Przed chwilą skończyliśmy wspólnie odmawiać różaniec w ich intencji, a teraz odczytuję na wyświetlaczu telefonu wiadomość od przyjaciół: zapewnienie o modlitwie za moich bliskich.

Jutro w zadumie zatrzymamy się przy naszych zmarłych. Ale i przy tych wszystkich, którzy cieszą się już w niebie. Jestem przekonana, że są blisko nas, wspierają swoją modlitwą, dopingują i czekają na nas.

Słodki zapach pieczonego ciasta przypomina mi o tym, że jutro świętujemy. A to świętowanie mi przypomina, że wszystkie troski, łzy i niepokoje mają swój kres.

Zdjęcia naszych gości zza wschodniej granicy przypominają mi natomiast, że jest miejsce, gdzie czas nie biegnie, ale gdzie – jak wierzę –
to, co w nas najpiękniejsze i najcenniejsze zostaje ocalone – już na zawsze.

 

Odpoczynek

Tagi

, , , , , , , , , , , , , ,

Fot. Michał Kamiński

Pojechaliśmy na spacer do lasu. To był intensywny weekend. Tylu ludzi narodziło się na nowo! Cudownie jest być tego świadkiem, móc ogłaszać zwycięstwo nad złem, przynosić nadzieję i wzywać Jedyne Imię.

Ale po tak intensywnym czasie dobrze jest nacieszyć oczy barwami jesiennych liści, pozwolić, by wzrok pobiegł wzdłuż pól, ciągnących się aż po horyzont, by myśli nie zaprzątały już głowy.
Dobrze jest, trzymając za rękę ukochaną osobę, wsłuchać się w szum lasu i śmiech dzieci. Poczuć ciepło słonecznych promieni na policzku.

Wieczny odpoczynek – jakie to musi być cudowne: wiecznie odpoczywać przed Bogiem, w Jego obecności…

W nocy poprzedzającej kurs miałam niezwykły sen. Przyśnił mi się znajomy ksiądz, z którym dawno temu prowadziliśmy podobne do tych z minionego weekendu rekolekcje. W moim śnie był on znowu z nami. Byłam spokojna i szczęśliwa, że znów go widzę. Wiedziałam, że nie muszę się niczym zbytnio martwić, tylko pozwolić się poprowadzić.

Oczywiście, nie wierzę w sny. Ale wierzę w świętych obcowanie. Teraz, gdy już zadanie zostało wykonane, mogę zaświadczyć o tym, że w kolejne dni tego kursu budziłam się z tym samym głębokim doświadczeniem wewnętrznego pokoju. I z przekonaniem, że on wstawia się za nami.

Myślałam o tym podczas długiego spaceru z moimi bliskimi. I o tym, że kiedyś się tam, po drugiej stronie, jak wierzę, zobaczymy.

Przejdź do paska narzędzi