Światło życia

Tagi

, , , , ,

Fot. Danuta Kamińska

Wybieram życie. Co dzień. Mam wybór. Niezależnie od sytuacji, czy położenia, w jakim się znajduję. Wybieram życie, a nie śmierć. Nad grobami zmarłych ogłaszam nadzieję. Przechodzę przez dolinę śmierci, ale niosę w sobie światło dnia.

Nie należę do mroku, mimo że jego zachłanne macki raz po raz próbują mnie dosięgać. Żyję w świetle. Jestem w nim zanurzona,  mimo że towarzyszę osobom zapatrzonym w ciemność. Nie należę jednak do tej rzeczywistości. Wybieram życie.

Smakuję tę prawdę i pozwalam, by jej rozgrzewające ciepło rozeszło się do każdej cząstki mnie. Jak dobrze jest wiedzieć, że światło mocniejsze jest niż ciemność, że każdy ból ma kiedyś kres, że po drugiej stronie są osoby, które czekają na mnie. Które kibicują mi, a gdy słabnę, głośno wołają, bym się nie poddawała.

Ze wszystkimi świętymi celebruję dziś życie.

Świętuję zwycięstwo Życia. Radość światła, jaką w moje życie wnoszą święci. Także ci z sąsiedztwa, o których wspominał jakiś czas temu papież. Nie tylko ci kanonizowani. Nie tylko ci znani z obrazów, posągów i różnych specjalnych litanii i modlitw. Także ci niepozorni, nierzucający się w oczy, a jednak wnoszący życie i światło tam, gdzie go najbardziej brakuje.

***

„Słuchaj, o Boże, mojego wołania,
zważ na moją modlitwę!
Wołam do Ciebie
z krańców ziemi,
gdy słabnie moje serce:
na skałę zbyt dla mnie wysoką
wprowadź mnie,
bo Ty jesteś dla mnie obroną,
wieżą warowną przeciwko wrogowi.
Chciałbym zawsze mieszkać w Twoim przybytku,
uciekać się pod cień Twoich skrzydeł!
Bo Ty, o Boże, wysłuchujesz mych ślubów
i wypełniasz życzenia tych, co się boją Twojego imienia.
Przymnażaj dni do dni króla,
lata jego przedłuż z pokolenia na pokolenia!
Niech na wieki króluje przed Bogiem;
ześlij łaskę i wierność, aby go strzegły.
Wówczas będę zawsze imię Twe opiewał
i dnia każdego wypełniał me śluby.” (Ps 61, 2-9)

Żyj

Tagi

, , , , , , , , , ,

Fot. Danuta Kamińska

Siedział zgarbiony w swoim wielkim, starym fotelu. Za oknem było szaro i zimno. Po szybach okna spływały, tworząc małe strumyczki, wielkie krople deszczu. Powoli zmierzchało się. „O tej porze roku szybko robi się ciemno” – pomyślał mechanicznie.

Zgarnął ze stolika garść tabletek, popił szklanką wody, nie wstając z fotela i nie zmieniając nawet pozycji ciała. Jedynie ręka wydawała się mieć tyle siły, by przeciwstawić się temu nieznośnemu ciężarowi, przygniatającemu go jak grawitacyjna kołdra, jaką dawno temu, odwiedzając krewnych, widział u siostrzenicy. Ile mała mogła mieć teraz lat? Nie umiał tego policzyć. Przymknął na chwilę oczy. Pod powiekami przemknęły zamglone obrazy wspomnień…

Kiedy ostatnio wyszedł z domu? Kiedy widział się ze znajomymi? Nie potrafił sobie przypomnieć. Czuł się tak, jakby dobrze znany, przyjazny świat odpłynął gdzieś daleko, a on zostałby tu, w tym ponurym mieszkaniu zupełnie sam. W rzeczywistości tak właśnie było. Nikt tu nie zaglądał. Teleporady, telewizja, telefon. Wszystko „tele” – na odległość. Nawet nie znał twarzy kuriera, który codziennie dostarczał mu artykuły spożywcze i jakieś inne, mało ważne drobiazgi. Płatności za zakupy dokonywał przelewem. Tam też nie widział żadnej twarzy, tylko równe rzędy cyfr.

Otworzył oczy. Mrok wieczoru zgęstniał wokół niego. „Trzeba zapalić światło” – przeszło mu przez myśl, ale był tak ciężki od psychicznego i fizycznego bólu, że nie miał sił, by dosięgnąć do włącznika.

Nagle usłyszał jakiś szmer. Z początku bardzo się zaniepokoił, był przecież w mieszkaniu zupełnie sam. To nie szmer – zorientował się po chwili – to chrobotanie w zamku w drzwiach wejściowych. Czuł, jak wszystkie mięśnie spinają się, a serce zaczyna bić jak oszalałe. Po chwili jednak przypomniał sobie, że  dziś przecież miał przyjść… Tak, to było na pewno dziś! Serce powoli uspakajało się, a bezwiednie zaciśnięte szczęki rozluźniały się. Wytężył wzrok i w ciemnościach zamajaczyła mu sylwetka młodego człowieka, który chwycił w swoje ciepłe dłonie jego wyziębioną dłoń. „Powróć do życia!” – mocnym głosem powiedział gość, a następnie wziął siedzącego w fotelu mężczyznę swoje ramiona.

***

„A dusze sprawiedliwych są w ręku Boga
i nie dosięgnie ich męka.
Zdało się oczom głupich, że pomarli,
zejście ich poczytano za nieszczęście
i odejście od nas za unicestwienie,
a oni trwają w pokoju.
Choć nawet w ludzkim rozumieniu doznali kaźni,
nadzieja ich pełna jest nieśmiertelności.
Po nieznacznym skarceniu dostąpią dóbr wielkich,
Bóg ich bowiem doświadczył
i znalazł ich godnymi siebie.
Doświadczył ich jak złoto w tyglu
i przyjął ich jak całopalną ofiarę.
W dzień nawiedzenia swego zajaśnieją
i rozbiegną się jak iskry po ściernisku.
Będą sądzić ludy, zapanują nad narodami,
a Pan królować będzie nad nimi na wieki.
Ci, którzy Mu zaufali, zrozumieją prawdę,
wierni w miłości będą przy Nim trwali:
łaska bowiem i miłosierdzie dla Jego wybranych.” (Mdr 3, 1-9)

Złota

Tagi

, , , , , , , , ,

Fot. Danuta Kamińska

Przyglądam się drzewom i zachwycam ich pięknymi, jesiennymi kolorami. Jednocześnie czuję podskórnie, że coś się zmieni, choć jeszcze nie wiem co. Gdyby ktoś mnie zapytał, skąd to wiem, odpowiedziałabym, że nie wiem skąd, po prostu to czuję. Najpierw na kwarantannę trafia jeden syn, potem drugi, potem córeczka i trzeci syn. Czwarty jeszcze chodzi do szkoły. Córeczka natomiast na kwarantannie pochorowała się – jest w trakcie diagnozowania, ale nie jest to katar ani przeziębienie, raczej ciut poważniejsza sprawa.

Wybiegają do ogrodu, bo jest dziś tak przyjemnie ciepło, mimo drugiej połowy października. Nawet nie wiem, jak młodszych ubrać – wszystkie lżejsze rzeczy mam pochowane już na wiosnę, a pod ręką tylko grubsze – na zimę.

Dobrze, że jest ogród, inaczej oglądalibyśmy tylko przez szybę złotą polską  jesień. Niby nie jesteśmy objęci jako rodzice kwarantanną, ale przecież nie zostawię maluchów samych. Jestem więc odrobinę „zatrzymana”, mówiąc delikatnie.

Ciepłe powietrze owiewa moją twarz. Cieszę się z tej niespodziewanej przyjemności. Złoto liści zachwyca mnie. Przypominam sobie słowa mojej znajomej, której ulubioną porą jest właśnie jesień. W taki dzień jak ten, rozumiem ją doskonale, choć moim faworytem jest inna pora roku.

Uśmiecham się , przypominając sobie dzisiejsze przygody związane ze zdalnym nauczaniem naszych pociech. Najzabawniejszy był wf, gdy pierwszaki miały podrzucać poduszkę. Straszny rumor i krzyk naszego synka przywołał mnie do jego pokoju. Zapytałam przejęta, co się stało. „Maryja mi spadła!” – zawołał. W przerwie z pomocą starszego  brata i młodszej siostry odzyskał figurkę, która utknęła za łóżkiem. Nie wiem, co nas czeka jutro, oby nie spadanie czegokolwiek ; )

***

„(…)winni byli poznać, o ile wspanialszy jest ich Władca,
stworzył je bowiem Twórca piękności;
 a jeśli ich moc i działanie wprawiły ich w podziw –
winni byli z nich poznać, o ile jest potężniejszy Ten, kto je uczynił.
 Bo z wielkości i piękna stworzeń
poznaje się przez podobieństwo ich Stwórcę.” (Mdr 13, 3b-5)

Niezmiennie

Tagi

, , , , , , ,

Fot. Danuta Kamińska

Siedzę przy naszym pierwszoklasiście i obserwuję, jak zamiast cyferek powstają całe rzędy krzyżyków i zawijasów. Po chwili strona zmoczona przez łzy wysycha i w końcu nasz synek decyduje się odrobić zadanie domowe. Przyglądam się szybie w jego pokoju: zapełnia się kroplami deszczu,  by za moment wpuścić do pokoju jasne promienie słońca, które wygrało z brzydką pogodą. Patrzę na A. Na jego buzi także nie ma już śladu po głośnym NIE, wykrzyczanym w kierunku biurka z rozłożonymi zeszytami.  Wyraz jego twarzy jest teraz pogodny i zaciekawiony. Uśmiecham się delikatnie.

Myślę o najstarszym synu. Dzwonił przed chwilą. Jego głos bardzo różnił się od zagniewanego i pełnego pretensji z rana. Jest coś takiego, co daje mi pewność, że stała, cierpliwa miłość jest najlepszym lekarstwem na różne humory i problemy – zarówno nastoletnich, jak i maleńkich naszych pociech. Nie zawsze wiem, jak pomóc, nie zjadłam wszystkich rozumów, ale tego jestem absolutnie pewna: dom jako miejsce schronienia, jako miejsce, do którego można wrócić, gdzie jest się kochanym (czułą, ale i wymagającą miłością) jest skałą, jest oparciem w największych życiowych burzach.

Jeśli jest domem, oczywiście. A nie hotelem, nie salą sądową, nie szklarnią i nie zimną halą przemysłową. Lubię mój dom. Ten, w którym mieszkam (jako budynek wraz z przylegającym do niego ogrodem) i ten, który wraz z najbliższymi tworzę (jako rzeczywistość daleko wykraczającą poza ściany; jako więź, która jest cały czas żywa, cały czas „w budowie” – raz sfatygowana, raz kwitnąca).

Nie jest idealny, ale nie musi. Ktoś silniejszy trzyma go w swoich rękach. Ktoś silniejszy podtrzymuje nas, również wtedy, gdy nie jesteśmy pewni, w którą stronę spojrzeć i gdzie powinniśmy teraz szukać światła.

On jest tym światłem : )

***

Jeżeli Pan domu nie zbuduje,
na próżno się trudzą ci, którzy go wznoszą.
Jeżeli Pan miasta nie ustrzeże,
strażnik czuwa daremnie.
 Daremnym jest dla was
wstawać przed świtem,
wysiadywać do późna –
dla was, którzy jecie chleb zapracowany ciężko;
tyle daje On i we śnie tym, których miłuje.

Oto synowie są darem Pana,
a owoc łona nagrodą.
Jak strzały w ręku wojownika,
tak synowie za młodu zrodzeni.
Szczęśliwy mąż,
który napełnił
nimi swój kołczan. (Psalm 127, 2-5)
Nie zawstydzi się, gdy będzie rozprawiał
z nieprzyjaciółmi w bramie.

Brzask

Tagi

, , , , , , ,

Fot. Danuta Kamińska

Stoję jak urzeczona i wpatruję się w pomarańczowo-różową plamę światła rozlewającego się tuż przy ziemi. Tak mocno kontrastuje ona z szarością, w jaką spowity jest świat o tej porze. Dopóki światło dzienne nie namaluje na nim kolorów, wszystko wydaje się jednakowo bezbarwne i niekształtne. Nie zapalam sztucznego światła, bo domownicy jeszcze śpią. Zachwycam się tym widokiem za oknem, jakby to był pierwszy wschód słońca w moim życiu, a przecież była ich już niezliczona ilość – zarówno tych, które widziałam, jak i tych, które przespałam (latem trudno jest wstać przed słońcem, ale jesienią można się z nim ścigać, a zimą z łatwością wygrywać ; )

Po południu piję miętę z naszego ogrodu zaparzona dla mnie przez syna. Smakuje wspaniale! Przyglądam się młodszym naszym dzieciom bawiącym się w piaskownicy i mam wrażenie, że czas się na chwilę zatrzymał. Mam w ręku książkę, siedzę na bujanej ławeczce ogrodowej, ciepły wiatr delikatnie rozwiewa moje włosy. Jest tak ciepło, jakby lato postanowiło sprawdzić, czy w październiku też może choć przez chwilę zakrólować.

Wieczorem natomiast wsłuchuję się w krople deszczu z impetem uderzające o szyby naszych dachowych okien. Ten odgłos od małego przynosił mi ulgę i uspokojenie, miarowy szum deszczu sprawiał, ze zasypiałam błogo. Jestem przy naszej małej córeczce i głaszczę ją na dobranoc. Wdzięczność wypełnia moje serce.

To był dobry dzień.

Mimo serii kontuzji wśród moich najukochańszych w ostatnim czasie, mimo różnych przeciwności,  z jakimi się zmagamy, jestem pełna pokoju. Uwielbiam Boga we wszystkim, co się dzieje. Wiem – doświadczam tego!  – że uwielbienie ma moc.  Jest moją wewnętrzną siłą. Jest jak światło poranka przenikające chmury,  przeszywające ciemności.

Widzę, jak w mojej słabości objawia się ta moc; widzę jak mimo moich pomyłek i potknięć, realizuje się doskonały plan, jaki Bóg ma nie tylko dla mnie. Nie ma powodu do niepokoju i lęku – tak mocno to do mnie ostatnio dociera! I bardzo jestem za to wdzięczna.

***

„Gotowe jest serce moje, Boże,
zaśpiewam i zagram.
Zbudź się, chwało moja,
 zbudź się, harfo i cytro!
Chcę obudzić jutrzenkę.
Wśród ludów będę chwalił Cię, Panie,
zagram Ci wśród narodów,
bo Twoja łaskawość [sięga] aż do niebios,
a wierność Twoja po chmury.
Bądź wywyższony, Boże, ponad niebo,
a Twoja chwała ponad całą ziemię!”  (Ps 108, 2-6)

Cuda

Tagi

, , , , , , , ,

Fot. Danuta Kamińska

Słodki zapach roznosi się po domu, a słońce ciekawie zagląda do środka, choć według prognozy pogody powinien teraz padać deszcz. Cieszę się, że nie wszystkie prognozy się sprawdzają!

Ale najbardziej cieszę się ze zmian, jakie się dokonują – wokół mnie i wewnątrz mnie. Całkiem niedawno, kolejny już raz, doświadczyłam, że zmiana optyki pomogła mi odnaleźć radość w mojej codzienności, odkryć Bożą obecność w niej.

Jak Natanael z dzisiejszego fragmentu Ewangelii, zaskoczona odkrywam, że Jezus zna mnie, lepiej niż ja samą siebie. Jak Natanael przychodzę do Niego, by pokazał mi więcej, by prowadził mnie dalej niż tam, gdzie stoję pod moim drzewem (por. J 1, 47-51), by zakopane marzenia ujrzały znów światło dzienne, by Jego wola się działa, tak jak dzieje się w niebie! Dzisiaj czeka mnie ważne spotkanie, być może nie będzie dla mnie ono łatwe, ale cieszę się, że nie muszę się bać – nawet, jeśli nie wszystko przebiegnie po mojej myśli.

Słodko i twórczo – tak mija mi ten poranek. Piekę właśnie ciasta na jutrzejszy Dzień Chłopca (do szkoły, dla klas dwóch synów) i na dzisiejsze świętowanie imienin mojego męża. A między pieczeniem piszę nową książkę. Zbierałam do niej materiały już od około pół roku. Cieszę się, że mogę wreszcie przelać to wszystko na papier, a dokładniej – wystukać na klawiaturze komputera. Czuję w tym Boże błogosławieństwo.

Jestem tak bardzo wdzięczna Bogu, że jest przy mnie! Niedawno, podczas rekolekcji, usłyszałam: „Pan jest z Tobą, dzielna wojowniczko!” (por. Sdz 6, 11-14). Dzielę się teraz z Tobą tą dobrą wiadomością: Pan jest z Tobą! I nie przestaje Cię kochać – bezgranicznie i bez wstępnych warunków, tak jak zapisałam to kilka dni temu w dedykacji dla jednej z moich czytelniczek.  (Sprawdziłam dwa razy, czy w tym, co piszę, nie ma żadnego „jeżyka” ani „Jerzyka”, bo i mnie zdarzają się przecież niewinne literówki, jak i poważne błędy – nie tylko te ortograficzne, ale i życiowe.) Świadomość, że jest się mimo wszystko kochaną miłością tak mocną, uskrzydla i zachęca mnie do szukania jeszcze głębszych przestrzeni wewnętrznej wolności. Ta miłość otwiera – otwiera na nowe. Nie pozwala stać w miejscu i gnuśnieć. Jest jak rwący górski strumień.

Śpiewam z głębi serca mój ulubiony ostatnio utwór gospel: „Widzę cuda, widzę cuda dokonujące się dla ciebie!” („I See Miracles”, Jekalyn Carr) Tak, niech dzieją się cuda!

Wdycham głęboko słodki zapach wypełniający kuchnię. Zamykam oczy i modlę się za Ciebie i za mnie. Niech żywa obecność Boga nas prowadzi. Amen!

***

„Kogo prócz Ciebie mam w niebie?
Gdy jestem z Tobą, nie cieszy mnie ziemia.
Niszczeje moje ciało i serce,
Bóg jest opoką mego serca i mym udziałem na wieki.” (Ps 73, 25-26)

Znaki obecności

Tagi

, , , , , ,

Fot. Danuta Kamińska

Stoimy znów razem ze znajomą nad brzegiem Drawy, dzieci skaczą w kaloszach po kamieniach, a pies radośnie szczeka.  Opowiadam o małych cudach, znakach Bożej dobroci w mojej codzienności. Przed chwilą dzieci czyściły z przejęciem kuce.

To przypomniało mi historię sprzed pandemii, gdy nasze pociechy uczyły się jeździć konno. W biurze klubu jeździeckiego A. oparł się pewnego dnia o kominek podczas rozmowy z panią, którą bardzo lubił. W ostatniej chwili odciągnęłam go od rozgrzanej ścianki, za którą buzował ogień. Kurtka była nie do użytku: stopiła się od gorąca tam, gdzie A. był oparty  o kominek. Tego samego dnia koleżanka ze wspólnoty (nie wiedząc o naszej przygodzie w stadninie koni) napisała do mnie pytając, czy nie potrzebujemy nowej kurtki chłopięcej. Jako pracownik  „sieciówki” otrzymała ubranka dziecięce, ale skoro sama nie ma dzieci,  chętnie nam przekaże. Nie muszę dodawać, że rozmiar okazał się ten sam, jaki nosił wtedy A. Uśmiecham się na wspomnienie naszego (i jej!) zaskoczenia.

Wracamy do drewnianego domku. Rozgrzewam się trzymając w dłoniach gorący kubek i upijając z niego małymi łykami zaparzony rumianek.  Łączymy się zdalnie z pozostałymi osobami z naszej grupy dzielenia. Opowiadam o innym znaku dobroci od Boga: nasi przyjaciele dwa dni temu niespodziewanie oznajmili nam, że biorą całą piątkę naszych dzieci do siebie na trzy godziny, a my mamy w tym czasie możliwość wybrania się na małżeńską randkę. Modliłam się o to od jakiegoś czasu, ale logistycznie wydawało mi się to po prostu niemożliwe!

Wiele rzeczy wydaje mi się niemożliwymi, ale przychodzi czas, by wreszcie uwierzyć w niemożliwe. W miniony weekend brałam udział (razem z mężem i piątką dzieci) w rekolekcjach wspólnotowych, których myślą przewodnią było odnowienie wiary w to, ze Bóg jest i działa wśród nas.

Ciekawa jestem, co jeszcze przede mną. Na razie widzę, że otwierają mi się szerzej oczy. Z zadziwienia i z radości!

 

***

„Rozraduj życie swego sługi,
bo ku Tobie, Panie, wznoszę moją duszę.
Ty bowiem, Panie, jesteś dobry i pełen przebaczenia,
pełen łaskawości dla wszystkich, którzy Cię wzywają

Nie ma wśród bogów równego Tobie, Panie,
ani czegoś takiego jak Twoje dzieło.
Przyjdą wszystkie ludy, które stworzyłeś,
i Tobie, Panie, pokłon oddadzą,
i będą sławiły Twe imię.
Boś Ty jest wielki i działasz cuda:
tylko Ty jesteś Bogiem.

Zwróć się ku mnie i zmiłuj się nade mną;
udziel Twej siły słudze swojemu
i ocal syna swej służebnicy!
Uczyń dla mnie znak – zapowiedź pomyślności.”  (Ps 86, 4-5. 8-10. 16-17a)

Okruchy lata

Tagi

, , , , , , ,

Fot. Jonasz Kamiński

Czasem czuję, że dochodzę do ściany i jest to dla mnie sygnał, że gdzieś wcześniej już powinnam się zatrzymać i nie pozwolić, by na moich barkach spoczywał zbyt duży, bo miażdżący mnie,  ciężar. Mam na myśli oczywiście obciążenie psychiczne, a nie zbyt ciężkie siatki z zakupami (choć i o kręgosłup warto dbać!).

Troska o higienę naszego ciała jest czymś naturalnym i uczymy się jej od małego – zadbanie o higienę psychiczną natomiast nie jest czymś tak oczywistym, a przynajmniej nie we wszystkich środowiskach i nie we wszystkich domach. Mimo to, jestem głęboko przekonana, że znalezienie codziennie chwili na złapanie oddechu jest po prostu konieczne.

W zeszłym tygodniu wyjechaliśmy na weekend nad morze, a w tym tygodniu pojechaliśmy nad jezioro na jedno popołudnie. Te chwile nad wodą, w ciepłym słońcu i bez mnóstwa rzeczy do załatwienia są dla mnie bezcenne.  Są przedłużeniem wakacji, ale przede wszystkim ważną lekcją dla mnie samej. Uczę się zadbania o siebie w kwestii wypoczynku i budowania odporności psychicznej.

Zbieram razem z bliskimi okruchy lata. Nie tylko dosłownie, wykorzystując piękną pogodę i wychodząc z domu, ale chwytam też każdą okazję do ogrzania się w promieniach dobra drugiego człowieka. Czasem je przegapiam, czasem zdarza mi się uwierzyć, że mróz w relacjach i kontaktach międzyludzkich to norma, ale zawsze wracam do nadziei na choćby mały okruch ciepła, na nową szansę, na SPOTKANIE.

Ta nadzieja karmiona jest codziennie Bożymi obietnicami – Jego Słowo jest tym, co jako pierwsze biorę do ręki rano, by czytać. Choć poranki zaczynają już być pochmurne, dżdżyste i chłodnawe, Słowo jest wciąż to samo – rozjaśniające i dające mi siłę.

I jestem za to wdzięczna.  BARDZO.

 

***

„Na wieki będę opiewał łaski Pana,
moimi ustami będę głosił Twą wierność przez wszystkie pokolenia,
albowiem powiedziałeś: «Na wieki ugruntowana jest łaska»,
utrwaliłeś swoją wierność w niebiosach.
«Zawarłem przymierze z moim wybrańcem;
przysiągłem słudze memu, Dawidowi:
Utrwalę na wieki twoje potomstwo
i tron twój utrwalę z pokolenia na pokolenie».

Niebiosa wysławiają cuda Twoje, Panie,
i wierność Twoją w radzie świętych.
Bo któż na obłokach będzie równy Panu,
któż wśród synów Bożych będzie do Pana podobny?
Bóg w radzie świętych przejmuje bojaźnią,
wielki jest i straszny – ponad wszystkich wokół Niego.
Panie, Boże Zastępów, któż równy jest Tobie?
Potężny jesteś, Panie, a wierność Twoja w krąg Ciebie otacza.
Ty ujarzmiasz pyszne morze,
Ty poskramiasz jego wzdęte bałwany.

Twoje jest niebo i Twoja jest ziemia,
Ty założyłeś świat wraz z tym, co go napełnia.

Ty masz ramię pełne potęgi,
mocna jest ręka Twoja i Twoja prawica wzniesiona.” (Ps 89, 2, 10.12.14)

Święta codzienność

Tagi

, , , , , , , , ,

Fot. Danuta Kamińska

Siedzę na tarasie przy stole, który dostaliśmy kilka miesięcy temu od znajomych. Do tak wielu rzeczy już się nam przydał! Oni nie mieli już dla niego miejsca w swoim domu, nam świetnie się wpasował w letnie (i nie tylko) potrzeby. To na nim stawiam pyszności, gdy przygotowuję podwieczorek. To wokół niego siadamy wraz z gośćmi, by porozmawiać w ciepłe dni. To do niego biegną maluchy, by chwycić owoc lub kawałek domowego ciasta.  Wrześniowe ciepłe wieczory spędzamy przy nim podczas spotkań naszej małej grupy, a także w trakcie świętowania imienin i urodzin naszych dzieci. Taki drobiazg, a tyle już z jego udziałem się udało przeżyć!

Drobiazgi są ważne, bo z nich składa się życie. „Z ziarenek powstają  góry, z minut – lata, z kropel – morza, a z drobiazgów – życie ludzkie”, jak napisał Aleksander Pohl. To, jak wygląda nasza codzienność przekłada się na to, jakie jest nasze życie. To nie wielkie eventy ją tworzą, ale właśnie te niewiele znaczące – zdawałoby się – drobiazgi. Chwile, których nie da się ani zatrzymać, ani cofnąć.

Siadam przy stole na tarasie i kreślę kilka słów. Wypisuję cytaty biblijne, wezwania i rozważanie. W najbliższy poniedziałek ruszamy z nowym cyklem głoszeń w naszej wspólnocie.  O byciu sercem, o odnowieniu wewnętrznym, które jest dziełem miłości Boga.  Niedługo też rozpoczną się nasze wspólnotowe rekolekcje. Właśnie przy tym stole w ogrodzie siedzę wysyłając zgłoszenia grupy, której jestem animatorem.

Przy nim też siadam, by korzystając z pięknej pogody, popracować na zewnątrz w promieniach słońca nad moją nową książką. Zanim przyjdą jesienne słoty, zanim taras pokryje szron, śnieg, a wcześniej ulewny deszcz.

Rozsmakowuję się w końcówce lata.  Nasycam kolorami i aromatem kończącej się powoli ciepłej pory roku. Chciałabym powiedzieć: „Chwilo trwaj!”, ale zamiast tego mówię: „Panie, trwaj! Bądź przy mnie, niech moje serce odpocznie w Tobie!” Od kilku dni tego właśnie doświadczam: odpoczynku w Bogu. Wśród mnóstwa obowiązków i wyzwań, wśród podróży w tę i we w tę, łapię oddech siadając na tarasie i odpoczywając w Bogu. Trwając przed Nim w ciszy. I podczas adoracji, ale też koniecznie w ciszy. W tych bezcennych chwilach czuję, jak na nowo rozwijam skrzydła, jak biorę głębszy oddech, jak przypominam sobie, do czego jestem powołana i kim jestem, jak wielką w Bogu mam godność. Bez tych chwil straciłabym orientację i zgubiłabym  kierunek, w jakim mam iść.

Drobne rzeczy, drobne sprawy składają się na obraz całości. Nie bagatelizuję ich. „Kto jest wierny w rzeczach małych…” mówi Słowo – lepiej więc ich nie pomijać i nie lekceważyć. ; )

Jestem za nie bardzo wdzięczna. Przede wszystkim za te wszystkie spotkania: z bliskimi, z przyjaciółmi, rodziną, znajomymi i nieznajomymi. Planowane, organizowane , spontaniczne, zupełnie przypadkowe.  To w tych spotkaniach znajduję siłę do podejmowania wyzwań mojej codzienności.  Uśmiech dziecka, uścisk, dobre słowo – to być może drobiazgi, ale dla mnie to naprawdę WIELKIE RZECZY.  : )

***

„Nie lękaj się, bo Ja jestem z tobą; nie trwóż się, bom Ja twoim Bogiem. Umacniam cię, jeszcze i wspomagam, podtrzymuję cię moją prawicą sprawiedliwą.” (Iz 41, 10)

Promień

Tagi

, , , , , , , , ,

Fot. Nikodem Kamiński

Wchodzę tu razem z innymi rodzicami, odbierającymi swoje dzieci z przedszkola. Plac zabaw przypomina raczej park, tyle tu zieleni i wysokich drzew.  Słońce, przedzierając się przez chmury, rozświetla postać jakiejś kobiety przechadzającej  się w pewnej odległości ode mnie. Widzę jej długie, złocące się w promieniach włosy. Tuli do siebie trzymane na rękach dziecko. Synek, będący tu na dyżurze, przybiega do mnie z radosnym okrzykiem. Wtedy kobieta odwraca się i woła go po imieniu. Podchodzimy razem. Okazuje się, że jest wychowawczynią grupy, do której dołączył na czas wakacyjnego dyżuru. „Myślałam, że pani jest mamą” – odzywam się do niej. Uśmiecha się, nadal trzymając w objęciach małego chłopca z aparatem słuchowym w uszach. „Nie, był mały wypadek…” – urywa, ale i tak domyślam się, co mogła mieć na myśli. Może chłopczyk się przewrócił, może nie usłyszał czegoś na czas albo się czegoś przestraszył. W jej objęciach poczuł się znów bezpieczny. Jak dobrze, że są takie osoby, myślę sobie. Przywracają mi  wiarę w dobroć i wrażliwość ludzką.

Dziś ostatni dzień wakacji. Jutro już zacznie się nowy rozdział – córeczka w nowym przedszkolu, synek w pierwszej klasie, drugi, trzeci i czwarty syn kontynuują naukę, ale najstarszy już ostatni rok w szkole podstawowej – pora na wybranie kolejnej szkoły i egzaminy, już  w maju. Ale zanim do nich podejdzie, trzeba ustalić nasz wewnątrzdomowy harmonogram odbierania dzieci, odrabiania z nimi lekcji, zawożenia na treningi i inne zajęcia. Trzeba sprawdzić rozkład jazdy autobusów i plany lekcji. Wyższy poziom logistyki, jak żartuję z mężem.

Dwójka kontuzjowanych członków naszej rodziny  porusza się już bez kul. Myślami wybiegamy do planowanego wyjazdu nad morze. To ostatni dzień wakacji, ale pozostają jeszcze weekendy na celebrowanie rodzinnych uroczystości, na budowanie więzi, na rozmowy przy kominku, wspólne wyjazdy do znajomych i krewnych. Najbliższy miesiąc jest jak co roku bogaty w okazje do świętowania. Już teraz cieszę się na te wszystkie spotkania.

Dziś też żegna się ze swoim przedszkolem E. Dziesięć lat chodziły tam kolejno nasze pociechy. Od jutra zaczyna się nowy rozdział, bez krówki w logo, na zdjęciach i dekoracjach. Nie chce mi się wierzyć, że to tak szybko minęło. Dopiero co jechaliśmy na rozmowę z panią dyrektor, a tu już szykuję poczęstunek na pożegnanie – nie tylko naszej najmłodszej latorośli, ale całej rodziny z tym fragmentem „krówkowej” historii.

Przepełnia mnie wdzięczność za ludzi, którzy byli i są dla nas wsparciem przez te wszystkie lata. Bywały i nadal bywają trudne chwile, gdy trzeba zmagać się z trudnościami: czy to z lukami w systemie, czy tymi wynikającymi z nieżyczliwości, niewiedzy lub braku zrozumienia, ale zawsze oprócz tych nieprzyjemnych sytuacji mają miejsce inne, podnoszące na duchu. Zawsze gdzieś zza rogu wychylają się anioły w ludzkiej skórze. Oddani, wierni przyjaciele, dobrzy znajomi, zupełnie nieznajome, ale kierujące się szlachetnością, osoby.

Widok kobiety tulącej w ramionach małego chłopczyka z niepełnosprawnością uruchomił  w mojej pamięci lawinę obrazów. Nie wszystkich potrafię przywołać z imienia i nazwiska, ale wszystkim im jestem bardzo wdzięczna.

Jestem wdzięczna przede wszystkim Bogu, który nie pozwala mi popaść w zniechęcenie i apatię. Przez najciemniejsze chmury przedziera się zawsze promień słońca, jak na dzisiejszym niebie.

***

„Od Zachodu ujrzą imię Pana
i od Wschodu słońca – chwałę Jego,
bo przyjdzie On jak gwałtowny potok,
pędzony tchnieniem Pańskim.
Lecz do Syjonu przyjdzie jako Odkupiciel
i do nawróconych z występków w Jakubie –
wyrocznia Pana.

Co do Mnie, takie jest przymierze moje z nimi,
mówi Pan:
«Duch mój, który jest nad tobą,
i słowa moje, które włożyłem ci w usta,
nie zejdą z twych własnych ust
ani z ust twoich dzieci,
ani z ust potomków twoich synów,
odtąd i na zawsze – mówi Pan.” (Iz 59, 19-21)

Przejdź do paska narzędzi