Więcej

Tagi

, , , , , , , , ,

Fot. Nikodem Kamiński

Składając sobie noworoczne życzenia we wspólnocie używaliśmy tego słowa niemal w każdym zdaniu. Nasz apetyt, nasze wewnętrzne pragnienie wzrosło od ostatniego czasu. Nic więc dziwnego, że i w modlitwie, i w rozmowach pojawiło się to dążenie.
Ono jest naturalne. Gdy obserwuję moje nastoletnie dzieci widzę, że i u nich ta sama tendencja dochodzi do głosu, choćby podczas wczorajszego obiadu.
Nie chodzi więc o to, by na siłę cofać wspólnotę czy własne pociechy do etapu sprzed tego ważnego słowa. Chodzi o to, by nakarmić. Fizycznie i duchowo. By dać jeść.
Więcej nie oznacza zawsze kaprysu, zachcianki, mody czy chętki na kolejnego kotleta,bez zjedzenia ziemniaków, surówki i pożywnej zupy.
Więcej oznacza zazwyczaj rozwój, oznacza wzrost, oznacza umocnienie i otwarcie na coś nowego.
Więcej to wyjście ze starych schematów, to ryzyko zmian, a jednocześnie coś jak najbardziej naturalnego.
Tak, apetyt rośnie w miarę jedzenia, to prawda. Ale nie musi mieć negatywnego wydźwięku to powiedzonko w kontekście wewnętrznego rozwoju (jak i fizycznego, gdy z dziecka przeobrażamy się w nastolatka, który po prostu potrzebuje więcej zjeść…).
Gorzej, gdy już na nic nie czekamy, gdy coraz mniej mamy śmiałych planów i marzeń, gdy do coraz mniejszej ilości poświeceń jesteśmy gotowi, gdy coraz mniej miejsca w nas na drugiego, na jego inność i zagadkowość. Gdy na pytanie, co u nas, odpowiadamy wyświechtanym: stara bida lub nic nowego.

Każdy dzień przynosi coś nowego.

Chcę więcej wiary, by to wciąż widzieć. Chcę więcej Ciebie, by bardziej kochać. Chcę więcej wzywać nad moim życiem i życiem innych osób Twoje  Imię, by działo się więcej cudów i znaków, a właściwie najzwyczajniejszych objawów Twojej obecności wśród nas.

***

” Ty, Panie, każesz świecić mojej pochodni
Boże mój, oświecasz moje ciemności.
Bo z Tobą zdobywam wały,
mur przeskakuję dzięki mojemu Bogu.” (Ps 18, 29-30)

Imię

Tagi

, , , , , , , , , , , ,

Fot. Nikodem Kamiński

Słucham utworu zatytułowanego „Jireh”, a dokładnie jego wersji koncertowej, przesłanej mi przez bliską osobę. Wsłuchuję się w słowa. Tak, Bóg ratuje i zaopatruje. W sposób wystarczający, a nawet „przeobfity”, czyli ponad to, co niezbędne do życia. Ten utwór to piękne wyznanie wiary w Bożą Opatrzność i Bożą obecność w naszym życiu.

Niedawno wróciliśmy z Lublina, gdzie oglądaliśmy cuda. Tak, cuda – bo cudem trzeba nazwać przełom w życiu, wewnętrzne odnowienie, powrót do sprawności fizycznej, rozpalenie wiary, nowy zapał. Mnie szczególnie ujęła modlitwa, która po prostu płynęła. I ludzie – z rożnych stron kraju, z różnych środowisk i wspólnot.

Wzywaliśmy Imienia Jezus nad nami: nad całymi grupami i nad poszczególnymi osobami. Wierzymy mocno, że w tym Imieniu jest nasz ratunek.

I że jest w Nim nowe namaszczenie na nowy rok. Nowe namaszczenie do nowych rzeczy. By widzieć więcej. By iść dalej. By kochać bardziej. By żyć pełnią.

***

„Albowiem każdykto wezwie imienia Pańskiegobędzie zbawiony.” (Rz 10, 13)

„Tym zaś, którzy uwierzą, te znaki towarzyszyć będą: w imię moje złe duchy będą wyrzucać, nowymi językami mówić będą; węże brać będą do rąk, i jeśliby co zatrutego wypili, nie będzie im szkodzić. Na chorych ręce kłaść będą, i ci odzyskają zdrowie.” (Mk 16, 17-18)

Ważne

Tagi

, , , , , , , , , , , ,

Fot. Danuta Kamińska

Śnieg skrzy się w słońcu. Nie pamiętam, kiedy ostatnio było tak zimno. Osiedlowe drogi są zupełnie białe, a nad wejściem do naszego domu zwisają imponujące sople lodu.
Dwójka starszych synów zostaje z dwójką młodszych dzieci, a my z siedmiolatkiem jedziemy, by odnowić nasze przyrzeczenia małżeńskie. Ujmuje nas nieoczywistość tej po latach odnawianej przysięgi. Mała perełka łaskocze mnie delikatnie. Przykrywam ją powoli drżącą powieką. Patrzę w oczy mojego męża(bo reszta jego twarzy przykryta jest maseczką) i uśmiecham się w duchu serdecznie. Kątem oka zauważam znajome małżeństwo, które też trzyma się mocno za ręce.
Piękna uroczystość. Piękna okazja do odnowienia.
Nie tylko słowa, ale i czułe gesty.
Ikona, którą dostaliśmy na ślub od wspólnoty wisi nadal w naszym domu. Taka sama zerka na nas teraz, gdy trzymając splecione razem ręce powtarzamy słowa- proste, ale jakże ważne.
*
„Oczarowałaś serce me, siostro ma, oblubienico, oczarowałaś me serce
jednym spojrzeniem twych oczu,
jednym paciorkiem twych naszyjników.” (Pnp 4,9)

Jeden

Tagi

, , , , , , , , , , , , , ,

Joseph Brickey – Journey to Bethlehem
https://www.josephbrickey.com/

Patrzę na piękny obraz zatytułowany „W drodze do Betlejem” i nie mogę od niego oderwać wzroku. Sceneria nie jest śnieżna (uff, przecież w tamtych stronach nikt nie lepi bałwanów i nie rzuca śnieżkami!).

Maryja spogląda na małego chłopca, którego właśnie mijają, a ich spojrzenia się krzyżują. Pasie on owce i kozły. Idzie z nimi w przeciwnym kierunku do tego, jaki kierunek próbuje nadać oślęciu Józef- postawny młody człowiek. Malowidło ma w sobie coś tajemniczego, tak jakby chciało nam przypomnieć, że Boże Narodzenie jest TAJEMNICĄ.

Całość nie przypomina w niczym „xmasów”, którymi krzyczą do nas ekrany telefonów, tabletów, komputerów i telewizorów. Tym, co mnie ujmuje w tym obrazie, jest bijący z  niego spokój. Choć na twarzy Józefa widoczny jest wysiłek (osły podobno są uparte!), to jednak w spojrzeniu Maryi i małego chłopca jest coś z głębi medytacji.

Co myślą, patrząc na siebie nawzajem? Czy zamienili ze sobą słowo? W naszych stronach, w małych miejscowościach, jest zwyczaj pozdrawiania siebie nawzajem, również nieznajomych i będących tylko przejazdem w danej wsi.

Doświadczam tego na co dzień, gdy odbieram dzieci z dwóch małych miejscowościach (ze szkoły i przedszkola), położonych nieopodal naszej, większej. Dzieci kłaniają się, witają, pozdrawiają, ale i dorośli mówią dzień dobry, choć pierwszy raz ich widzę na oczy.

To bardzo miła tradycja. Sprawia, że nie czuję się tam anonimowo, że jestem tam miłe widziana, powitana i zauważona.

Na początku było to dla mnie dużym zaskoczeniem. Wychowałam się w mieście (właściwie w miastach, bo sporo się z rodzicami przeprowadzaliśmy). Tam nigdy nie spotkałam się z tym zwyczajem. Byłam tam jednym z wielu bezimiennych mieszkańców tego czy innego blokowiska. Nawet po przeprowadzce po ślubie do jednorodzinnego domu nie odczułam zbyt wielkiej zmiany. Jak mówią moi krewni z Podlasia, nasza wieś jest „udawana”. To po prostu sypialnia dużego miasta znajdującego się niedaleko stąd. Nic dziwnego, że napływowi mieszkańcy nie pozdrawiają się na ulicach…

Dopiero tam, w tych dwóch mniejszych wioskach, do których dowozimy nasze dzieci do szkoły i przedszkola, poczułam, że jestem dla kogoś „pojedyncza”, że jestem OSOBĄ, a nie szarym tłumem, przeganianym z jednego krańca ulicy na drugi migającym światłem na przejściu dla pieszych czy donośnym, nerwowym trąbieniem samochodów, gdy stoję w korku (tak, w naszej „farbowanej” wsi zdarzają się korki!).

Tam, gdzie zaczęłam dowozić dzieci, dla kogoś byłam kimś „osobnym” . Starszy pan zatrzymywał się przy samochodzie, z którego wypinałam maluchy (a najmniejsze, niedawno urodzone brałam na ręce). Z zainteresowaniem pytał o każde z pociech, interesował się każdym z nich. Ze zrozumieniem kiwał głową, gdy opowiadałam, dlaczego tu, a nie gdzie indziej, zapisaliśmy nasze dzieci.

 

Dla Boga zawsze jestem pojedyncza. Mimo pięknego tytułu pewnej książki („Parami do nieba”), do mojego Betlejem idę sama. Oczywiście, jestem połączona głębokimi więzami z moimi bliskimi, ale wierzę, że Bóg nie patrzy na nas jako na „wielu”, nie zaciera między nami osobowościowych różnic, nie wrzuca do wielkiego worka i nie potrząsa nim, byśmy stali się bezkształtną masą. Liczy do „jeden”.

Patrzy jak Maryja na tym przywołanym wyżej przeze mnie malowidle: żaden mały pastuszek nie zostanie przez Niego pominięty. Każdemu poświęci swoją uwagę, dla każdego ma dobre słowo.

Jak to dobrze!

***

” Kładę się, zasypiam i znów się budzę,

bo Pan mnie podtrzymuje.” (Ps 3, 6)

Razem

Tagi

, , , , , , , , , , , , ,

Fot. Danuta Kamińska

-Dzień dobry! – wołam radośnie w głąb wiatrołapu. Wychyla się z niego starszy ode mnie mężczyzna i pół żartem pół serio odpowiada:

-Czy dobry, to się jeszcze okaże!

-Już jest dobry! – odpowiadam uśmiechając się.

-Eee, ja tam trzymam się zasady „Nie chwal dnia przed zachodem słońca, a kobiety przed śmiercią” – prowokacyjnie zaznacza mój rozmówca.

– Dużo dobrego już się zdążyło zadziać u mnie od rana i za to jestem wdzięczna! Tego nikt mi nie zabierze – odpowiadam.

Rozmowa toczy się jeszcze chwilę, akurat tyle, ile ubierają się dzieci, po które przyszliśmy do przedszkola. Pan kończy życzeniami wszystkiego dobrego dla mnie i szerokim uśmiechem posłanym w naszym kierunku.

Mała ciepła dłoń córeczki ogrzewa moją większą, nieco zmarzniętą podczas czekania na zewnątrz budynku.

***

– Mamo, pani na religii puszczała nam dziś film o osiołku i Bożym Narodzeniu! – rozentuzjazmowany pierwszoklasista opowiada  wrażenia z kolejnego dnia w szkole po kwarantannie.

– A Herod chciał zmieść małego Pana Jezusa! – z przejęciem kontynuuje nasz siedmiolatek. Odruchowo chcę go poprawić (mówi się zgładzić, a nie zmieść), ale powstrzymuję się. Słucham go dalej, obserwując uważnie, jak lśnią jego brązowe oczy.

Ciąg skojarzeń został już jednak uruchomiony w mojej głowie: zmieść można okruchy ze stołu, ale też huragan może coś zmieść z powierzchni ziemi.  Maleńkie dziecko może być porównane do kruszyny (jak w „Balladzie o Okruszku”) i jest bezradne wobec żywiołów („byle wiatr cię porwie”, słyszałam będąc małą dziewczynką, a do tego niejadkiem); może wreszcie być dziecko celem ataków potężnych tego świata (Faraona, Heroda i wielu innych).

***

Już niedługo w żłóbku pojawi się gipsowa figurka Dzieciątka Jezus. W niektórych miejscach kładzie się zamiast tej figurki wielki bochen chleba (w mojej rodzinnej parafii). W jeszcze innych – wspominał o tym kiedyś założyciel Szkół Ewangelizacji św. Andrzeja (SESA)  José H. Prado Flores – do żłóbka wkłada się otwartą księgę Pisma Świętego. Biblia przypomina, że rodzi się Jezus- Słowo.

Niezależnie od lokalnych zwyczajów, wierzę, że Jezus jest Emmanuelem – Bogiem z nami. Dobre słowo zasiane w wiatrołapie, ciepła mała dłoń, uważne spojrzenie i słuchanie – to wszystko sprawia, że odkrywam Go jako Boga bliskiego.

Nawet jeśli dla niektórych jestem tylko niewiele znaczącym okruchem, nawet jeżeli dla innych jestem tylko celem ataków i pewnego rodzaju zagrożeniem, gdy wyznaję Imię naszego Pana – ZAWSZE mogę być spokojna i wdzięczna, że On jest – jest z nami. Jesteśmy RAZEM.

***

„Miłuję Cię, Panie, Mocy moja,
Panie, ostojo moja i twierdzo, mój wybawicielu,
Boże mój, skało moja, na którą się chronię,
tarczo moja, mocy zbawienia mego i moja obrono!
Wzywam Pana, godnego chwały,
i jestem wolny od moich nieprzyjaciół.
Bo Ty, Panie, każesz świecić mojej pochodni:
Boże mój, oświecasz moje ciemności.
Bo z Tobą zdobywam wały,
mur przeskakuję dzięki mojemu Bogu.
Bóg – Jego droga jest nieskalana,
słowo Pana w ogniu wypróbowane;
On tarczą dla wszystkich, którzy doń się chronią.
Bo któż jest Bogiem prócz Pana?
Lub któż jest Skałą prócz Boga naszego?
Bóg, co mocą mnie przepasuje
i nienaganną czyni moją drogę.
On daje moim nogom rączość nóg łani
i stawia mnie na wyżynach.
Dajesz mi tarczę Twą dla ocalenia,
i wspiera mnie Twoja prawica,
a Twoja troskliwość czyni mnie wielkim.
Wydłużasz mi kroki na drodze
i stopy moje się nie chwieją.”
(Ps 18, 2-4.29-34.36-37)

W kruchości

Tagi

, , , , , , , , , , ,

Fot. Michał Kamiński

Kiedy w październiku modliłam się za ten kurs, widziałam śnieg. Co zamknęłam oczy, pod powiekami widziałam jego białe połacie. Uśmiechałam  się wtedy, myśląc, że byłoby pięknie, gdyby spadł, ale że przecież w naszych stronach o tej porze to ostatnio prawdziwa rzadkość!

Gdy jednak obudziłam się w sobotę rano uśmiechnęłam się szeroko. Tak, jednak to prawda: ta biel, jaka wciąż mi się widziała w kontekście kursu Emaus stała się faktem. I cztery bałwany, jakie zostały ulepione przez nasze pociechy z małą pomocą jednej z zaprzyjaźnionych osób ze wspólnoty.

Jednak ten maleńki znak w postaci zimowej aury, jaka do nas w weekend zawitała, to zaledwie ziarenko przy tym, czego doświadczyliśmy i czym nas Bóg zaskoczył na tym kursie. Mnie przede wszystkim tym, jak dobrze mnie zna i jak bardzo troszczy się o mnie. Wiadomość, jaką otrzymałam od jednej ze znajomych ze wspólnoty również w sobotę rano, sprawiła, że moje nadwątlone po chorobie siły nie były już dla mnie przeszkodą.

Wiedziałam, że Bóg w mojej kruchości może objawić swoją moc, że nie trzeba być supermenem, by być z ludźmi, rozmawiać, dzielić się swoim świadectwem,  słuchać i głosić. By przytulić dzieci, podać rękę młodej matce, uściskać starszą osobę. Niewiele trzeba. Resztą zajmuje się Ten, który może wszystko.

Przepisałam właśnie na komputerze świadectwa uczestników. Tak bardzo cieszę się, że Bóg jest hojny! Tak bardzo jestem szczęśliwa, że kolejny raz pozwolił nam się doświadczyć, mimo przeszkód i trudności. On jest od nich większy!

***

 „Szukajcie Pana, gdy się pozwala znaleźć,
wzywajcie Go, dopóki jest blisko!
Niechaj bezbożny porzuci swą drogę
i człowiek nieprawy swoje knowania.
Niech się nawróci do Pana, a Ten się nad nim zmiłuje,
i do Boga naszego, gdyż hojny jest w przebaczaniu.
Bo myśli moje nie są myślami waszymi
ani wasze drogi moimi drogami –
wyrocznia Pana.
Bo jak niebiosa górują nad ziemią,
tak drogi moje – nad waszymi drogami
i myśli moje – nad myślami waszymi.” (Iz 55, 6-9)

Po grecku

Tagi

, , , , , , , , , , , , ,

Fot. Tymoteusz Kamiński

Biały puch pokrył dachy i pola. W naszym zakątku topnieje nim dotknie ziemi, ale gdy jadę moją zwykłą trasą, podziwiam białe plamy „cukru pudru”, jak żartobliwe nazywam ledwo zabielone od śniegu powierzchnie. Na więcej pewnie nie mamy co liczyć, ale nawet tyle, to wielka radość. Dla dzieci przede wszystkim!

Mąż śledzi doniesienia medialne, by wiedzieć, czy służbowa podróż w przyszłym tygodniu ma szansę się odbyć, ja nadstawiam ucha, czy w weekend możliwe będzie ewangelizacyjne przedsięwzięcie, zaplanowane jeszcze w wakacje. A obok – a może raczej: w środku tego wszystkiego – nauczanie zdalne naszych dzieci, kwarantanna prewencyjna i w związku z nią „szlaban” na roraty dla dwójki naszych pociech.

Ale pierniki udaje nam się upiec wspólnie – kwarantanna nie miała tu nic do powiedzenia. Wieniec adwentowy także zapaliliśmy wspólnie. Nasza mała córeczka właśnie z przejęciem ozdabia serduszko, które zaniesie za chwilę do Dzieciątka.

Nasz nastoletni syn w weekend wpadł z hukiem do łazienki, gdzie kąpałam jego młodsze rodzeństwo, wołając: „Mamo! Omikron!” i podsunął mi pod nos swój telefon komórkowy, a w nim jakiś serwis informacyjny. „Spokojnie, synku…” , odpowiedziałam, choć greckie słowo nic mi nie mówiło. „O, to już chyba końcówka alfabetu, czyli niedługo się skończy!”, zażartował mój mąż, a ja pod nosem dodałam: „Zawsze można zacząć od nowa, z innego alfabetu…”

I wtedy moje myśli pobiegły z powrotem do alfabetu greckiego. Do jego dwóch liter: Alfa i Omega – do pierwszej i do ostatniej.

Jak dobrze, że On jest – mój Pan: Alfa i Omega. To Jego biblijne imię.  To On: Początek i Koniec. Mojego życia i tego świata – początek i koniec. W Jego dłoniach jest cały świat, w Jego rękach jest moje życie. Jak dobrze!

***

„Do Pana należy ziemia i to, co ją napełnia,
świat i jego mieszkańcy.
Albowiem On go na morzach osadził
i utwierdził ponad rzekami.
Kto wstąpi na górę Pana,
kto stanie w Jego świętym miejscu?
Człowiek o rękach nieskalanych i o czystym sercu,
który nie skłonił swej duszy ku marnościom
i nie przysięgał fałszywie.
Taki otrzyma błogosławieństwo od Pana
i zapłatę od Boga, Zbawiciela swego.
 Takie jest pokolenie tych, co Go szukają,
co szukają oblicza Boga Jakubowego.
Bramy, podnieście swe szczyty
i unieście się, prastare podwoje,
aby mógł wkroczyć Król chwały.
 «Któż jest tym Królem chwały?»
«Pan, dzielny i potężny,
Pan, potężny w boju».
Bramy, podnieście swe szczyty
i unieście się, prastare podwoje,
aby mógł wkroczyć Król chwały!
«Któż jest tym Królem chwały?»
«To Pan Zastępów: On sam Królem chwały».”  (Ps 24, 1-10)

Czuły

Tagi

, , , , , , , , , , , , , ,

Fot: Michał Kamiński

Dzisiaj rano – nie wiedzieć czemu – gdy przygotowywałam śniadanie dla naszej siedmioosobowej rodziny, przypomniało mi się  świadectwo pewnego ewangelizatora, autora poczytnych książek. Wspominał o tym, że gdy jego syn był małym dzieckiem, zdarzało mu się siedzieć na brzegu piaskownicy na placu zabaw i modlić się o to, by dzieci nie uciekały na widok jego syna, by chociaż któreś zdecydowało się podejść i pobawić się z maluchem. Zdarzało mu się płakać ukradkiem, gdy kolejny raz jego dziecko zostawało odrzucone przez rówieśników z powodu autyzmu, z jakim się ono urodziło.

Któregoś dnia, podczas modlitwy, Bóg przemówił do niego, wykorzystując to trudne doświadczenie. Pokazał mu, jak bardzo rozumie jego ojcowskie serce i  jak bardzo pragnie, by nie odtrącać osób, które są z jakichś powodów poza społecznością. Jak bardzo Bóg pragnie, by stał się cud i ktoś wreszcie zatrzymał się przy osobach wykluczonych, śmierdzących czy zachowujących się inaczej, niż pozostała większość.

To doświadczenie pomogło mężczyźnie (którego świadectwo przypomniało mi się dziś, gdy jeszcze było ciemno za oknami), wyjść z ewangelizacją do tych, których nie za bardzo chciał do tej pory widzieć w swojej  wspólnocie. Pozwoliło nieść Ewangelię nie tylko tym „porządnym” i „bez zarzutu”. Gdy opowiadałam mężowi tę historię, napłynęły mi do oczu łzy i nie chciały się „schować”. Tak, odnajduję się w tej historii, w różnych jej płaszczyznach. Dziękuję Bogu, że przez życiowe doświadczenia mówi do mnie. Że dotyka mojego serca przez świadectwa moich braci i sióstr w wierze.

Myśląc o przywołanej wyżej historii, nie skupiam się tylko na tym, co przeżywa rodzic dziecka z autyzmem (lub ze spektrum autyzmu). Nie myślę też wyłącznie o tym, co przeżywa osoba wykluczona, będąca poza społecznością. Nie myślę też jedynie o tym, jak ważne jest rozmawianie z osobami, którymi inni pogardzają. Ani wyłącznie o tym, że w naszych działaniach duszpasterskich i ewangelizacyjnych czasami zamykamy się we własnym, hermetycznym światku. Myślę o sercu Boga. O tym, że jest On CZUŁY, jak przekonuje nas obecny papież.  I o tym, jak wielu osobom to bardzo przeszkadza – takie określenie Boga oraz to wszystko, co z niego wynika.

Podpisuję się pod tym, co mówi Franciszek, obiema rękami – takiego Boga znam. Takiego Boga spotkałam i takiego wciąż szukam. Taki właśnie, czuły, żyje we mnie. Jego twarz widzę w wykluczonych, umierających, w uciekinierach, w wykorzenionych i w chorych.

Czułość jest lekarstwem na znieczulicę i na przemoc.

***

„Miłosierny jest Pan i łaskawy,
nieskory do gniewu i bardzo łagodny.
Nie wiedzie sporu do końca
i nie płonie gniewem na wieki.
Nie postępuje z nami według naszych grzechów
ani według win naszych nam nie odpłaca.
Bo jak wysoko niebo wznosi się nad ziemią,
tak można jest Jego łaskawość dla tych, co się Go boją.
Jak jest odległy wschód od zachodu,
tak daleko odsuwa od nas nasze występki.
Jak się lituje ojciec nad synami,
tak Pan się lituje nad tymi, co się Go boją.
Wie On, z czego jesteśmy utworzeni,
pamięta, że jesteśmy prochem.”  (Ps 103, 8-14)

W drodze

Tagi

, , , , , , , ,

Fot. Danuta Kamińska

Nawet w deszczowe dni jesienne drzewa wyglądają pięknie… Przyglądam się im, pokonując moją codzienną trasę – bardzo malowniczą – wśród pól, łąk i lasów. Ostatnio do klimatycznych widoków dołączył jeszcze jeden element – mgła. Tajemnicza i intrygująca.

Ciągle jestem w drodze. Nie tylko dosłownie, ale także w tym znaczeniu, że wiele spraw jeszcze się toczy, jeszcze nie zyskało swojego rozwiązania lub nie osiągnęło swojego końca. Ale to naturalny stan. Póki jestem w drodze, wiele rzeczy jeszcze się dzieje i cierpliwość jest mi bardzo potrzebna, gdy niektóre z nich się przedłużają, a czekanie przeciąga się – wydawałoby się, że w nieskończoność. Zamiast jednak medytować nad tym, skupiam swoją uwagę na tym, co jest i cieszę się z tego. Wciąż w drodze.

Tak wiele dobrych, mile zaskakujących mnie rzeczy się dzieje – jestem bardzo za nie wdzięczna. Mimo, że nadal jeszcze męczy mnie przeziębienie, udało mi się choć chwilę nacieszyć się ciszą i samotnością. Dziś już z powrotem nie jestem sama, ale te momenty wczoraj i przedwczoraj, gdy mogłam choć odrobinę odpocząć, są dla mnie błogosławieństwem.

Myślę intensywnie o kobiecie, za której zdrowie i życie wstawiamy się w tych dniach jako wspólnota. Tak jak ja, jest ona mamą piątki dzieci. Życie jest tak kruche i ulotne… Panie, działaj! Amen.

***

„Deszcze i rosy, błogosławcie Pana,
chwalcie i wywyższajcie Go na wieki! 

Wszystkie wichry niebieskie, błogosławcie Pana,
chwalcie i wywyższajcie Go na wieki!
Ogniu i żarze, błogosławcie Pana,
chwalcie i wywyższajcie Go na wieki!” (Dn 3, 63-65)

 

Strumień Łaski

Tagi

, , , , , , , , ,

Fot. Nikodem Kamiński

„Jak potężna fala” – nucę fragment pieśni, wpatrując się w błękit nieba i wsłuchując w szum morza. Jestem wdzięczna Bogu za to, że po tylu dniach kwarantanny naszych dzieci i ich zdalnego nauczania mogliśmy tu przyjechać, by choć trochę odpocząć i złapać ciut jodu we wdychanym powietrzu. Pogoda jest piękna, wymarzona na taki wyjazd. Czuję, że czekają mnie kolejne niespodzianki, że to dopiero preludium.

Po powrocie biorę udział w spotkaniu małej grupy w ramach formacji CHARIS (na platformie zoom).  To czas poznawania się, dzielenia doświadczeniem Bożego działania w naszym życiu. Piękny wieczór, głębokie świadectwa. Jestem Bogu bardzo wdzięczna za ten Strumień Łaski, jak określa działanie Ducha Świętego w Kościele papież Franciszek. Każdy z nas, uczestników kursu Służebne Przywództwo, doświadczył mocy tego Strumienia, mimo że pochodzimy z równych stron i z różnych wspólnot.

Całość stanowi czternaście tygodni formacji – my jesteśmy dopiero na początku tej drogi, ale już widzę owoce tego czasu. Dostrzegam je, podobnie jak wiosną z radością witam maleńkie pąki kwiatów zawiązujących się na zielonych gałązkach. Co jest już teraz dla mnie znakiem Bożego działania, owocem kursu? Przede wszystkim Bóg odnawia we mnie pragnienie jedności i otwartości na to co nowe, co inne, na Jego tchnienie!

Jedno ze świadectw porusza mnie wyjątkowo mocno. Jestem przekonana, że  było dedykowane dla mnie, choć osoba, która je składała na pewno nie miała pojęcia o tym, jaką ono wykona we mnie pracę.

Zachwycam się Bożym działaniem. Tym, że On zawsze wie, jak trafić do serca ze swoją łaską: precyzyjnie tam, gdzie tego najbardziej potrzebuję. Chwała Mu za to!

***

„Potężnie działać zawsze jest w Twej mocy
i któż się oprze potędze Twojego ramienia?
Świat cały przy Tobie jak ziarnko na szali,
kropla rosy porannej, co spadła na ziemię.
Nad wszystkim masz litość, bo wszystko w Twej mocy,
i oczy zamykasz na grzechy ludzi, by się nawrócili.
Miłujesz bowiem wszystkie stworzenia,
niczym się nie brzydzisz, co uczyniłeś,
bo gdybyś miał coś w nienawiści, nie byłbyś tego uczynił.
Jakżeby coś trwać mogło, gdybyś Ty tego nie chciał?
Jak by się zachowało, czego byś nie wezwał?
Oszczędzasz wszystko, bo to wszystko Twoje, Panie, miłośniku życia!” (Mdr 11, 21-26)

Przejdź do paska narzędzi